Lata 90 – Muzyczne TOP mojej młodości

Lata 90 – Muzyczne TOP mojej młodości

Lata 90 to niezły bałagan. Jeden wielki kicz i często kiepskiej jakości piosenki, ale niczego bardziej nie kocham i za nic w świecie nie oddałabym dorastania w tych właśnie czasach. Wystarczy odpalić Oasis – Wonderwall i wszystko staje się jasne. Potem wcale nie było lepiej. Związek Justina Timberlake’a i Britney Spears (dżinsowe stylówki kocham), duet Eminema i Dido, udawany związek dziewczyn z TATU, a wszystko to podawane w Popcornie i Bravo. Kto nie płakał na teledysku Enrique Iglesiasa, niech przestanie udawać, bo wiadomo, że płakał. W Polsce to osiedlowy hip-hop, Edyta Górniak, co nie była Ewą, Edyta Bartosiewicz, Myslovitz, Hey, Maanam, Wilki, Obywatel G. C. i śliczniutki Piasek w blond pasemkach.

Był jeszcze Gabriel Fleszar. Nie można o nim zapomnieć.

Jest to pewnego rodzaju choroba wolnościowa, wyzwolenie i totalny brak orientacji w terenie. Lata 90 są jak nieudany eksperyment, który z początku zamiotło się pod dywan, ale z biegiem czasu – uznało się go za niezwykle atrakcyjne osiągnięcie. Może nadal odczuwa się lekki dyskomfort przy słuchaniu pewnych szlagierów, ale przy obecnych hitach radiowych – brzmią one jakby sensowniej.

Cóż można z tym zrobić? Oczywiście, że wybrać się w podróż po sentymentalnych hitach czasem wstydu i przypomnieć sobie jak to było, gdy na swoje kawałki trzeba było czekać w MTV lub przewijać kasety ołówkiem. Uwierzcie mi, można nabawić się niezłego szoku po tylu latach, gdy nagle trzeba przewracać co chwilę kasetę, by zmienić stronę. Wiem, bo ostatnio próbowałam. Oczywiście nie zmieściłam się w ramach czasowych.  Będą więc lata 80, 90 i początek 00, inaczej się nie dało <bezradny>.

EDIT: Po stworzeniu listy, gdzie wyszło mi jakieś 3000 utworów, jestem zmuszona podzielić ją na osobne wpisy. Także wyjdzie z tego mały cykl. Proszę więc nie marudzić, że nie ma Britney Spears, Tatu, czy Nelly Furtado. Będą. Obiecuję.

 

 

 

 

Lata 90. okazały się jednym z najbardziej wszechstronnych okresów w dziejach muzyki. W tym czasie byliśmy świadkami narodzin muzyki grunge, nowej fali popu, a przede wszystkim przejścia hip-hopu do mainstreamu.

P. Diddy

 

 

 

O słodkie lata 90. Rozkoszny czasie nieograniczonych możliwości. Czasie naizwnej wiary, że rzeczywistość będzie lepsza, sprawiedliwsza, uczciwsza. Chwilo po stworzeniu świata, kiedy tak fascynuje wszystko, co się dzieje po raz pierwszy… O naiwny czasie naiwnej wiary, że wszystko może się zmienić… Jakie mieliśmy do siebie zaufanie wierząc, że kiedy obdarzy się nas wolnością, to będziemy potrafili z niej rozumnie korzystać.

Dawid Bieńkowski

 

 

 

Polskie wokalistki, czyli kogo warto słuchać w 2019 roku

Polskie wokalistki, czyli kogo warto słuchać w 2019 roku

Nie sądzę, by 1 stycznia zmieniał cokolwiek w życiu kogokolwiek, ale jedno jest zawsze dobre w nowym roku. Premiery. Dużo dobrych muzycznych (i nie tylko) premier. Cały styczeń bacznie przyglądam się wychodzącym singlom i jedno jest pewne. Polskie wokalistki deklasują w tym roku wszystkich facetów. Ok. Waglewscy też przygotowali coś niesamowitego, ale o nich innym razem. Kto w tym roku? M.in. Monika Brodka akustycznie i niepowtarzalna Mary Komasa. Wyjątkowo do listy dołączam album Raj The Dumplings z listopada ubiegłego roku. Jest tak boski, że na pewno jeszcze nikomu się nie przejadł.

 

Justyna Święs – The Dumplings – Raj

Umówmy się. Wszyscy kochamy Pierogi. Justyna Święs to obecnie moja ulubiona wokalistka. Jej artystyczna dojrzałość jest dla mnie inspirującą zagadką, a album Raj to muzyczna bomba. Gdy mam ochotę rozwalić świat w drobny mak, to ta płyta mnie przed tym ratuje. Wniosek? Pierogi ratują wszechświat. Obok Dawida Podsiadło to najlepsze co się młodzieży udało. Ps. utwór Przykro mi to sztos.

 

Mary Komasa – Disarm (2019-01-25)

Mary ach Mary. Jesteś niesamowita i taka zdolna. To, co robi ta wokalistka, to jest całkowicie inny poziom. Światowy, trudny i niegrzecznie doskonały. Sam fakt, że utwór Palermo został nagrany w studio spontanicznie, już wiele mówi o samej wokalistce i jej podejściu do sztuki. Siostro Jasia Komasy, jest Pani niezwykła.

Monika Brodka – MTV Unplugged: Brodka (2019-02-15)

Brodka jest jak kameleon i trochę jak zaginiony w czasie członek The Beatles. Jak czarna owca w rodzinie, która maluje włosy na różowo, kiedy cała reszta czesze się od pokoleń w kok. Buntowniczka z wyboru. Od góralskich piosenek o ślubie, do akustycznego koncertu w kryształach. #THEFUTUREISFAMALE proszę państwa.

 

Polskie wokalistki to już nie lata osiemdziesiąte. Dziś prezentują światowy poziom i nikt nie określa ich tym brzydkim słowem “piosenkarka”.

 

 

Kwiat Jabłoni – Niemożliwe (2019-02-01)

Nie wiem, skąd właściwie się pojawili. Kwiat Jabłoni w 2018 roku wybrzmiał sobie na YT z kawałkiem “Dziś późno pójdę spać” i z miejsca zdobył serce szerokiej publiczności. Kasia Sienkiewicz to urokliwa młoda wokalistka. Obok niej stoi z gitarą blond chłopiec — jej brat — Jacek. Czy ich nowa płyta powtórzy poprzedni sukces? Singiel “Nic więcej” sugeruje, że koncepcja rodzeństwa zostaje zachowana. Będzie lirycznie i skromnie. Może nieco dojrzalej? Oby.

MoMo – Różowy/ Niebieski (2019-02-01)

Jak mówią Momo i Pablopavo: Z tęsknoty za analogowymi dźwiękami — z tego powodu nagrali album Różowy/Niebieski. Nie wiem, kto jest tutaj różowy, a kto niebieski, ale ja to kupuję. Jedno jest pewne, jedno bez drugiego by nie nagrało tego albumu.

Ps. Kto w lutym ma pożyczyć trochę pieniędzy?

Atme: Inspiracją może być wszystko. [Wywiad]

Atme: Inspiracją może być wszystko. [Wywiad]

Młodzi, piękni i utalentowani. Gdy ich czytam – odnoszę wrażenie, że są z kosmosu. Gdy ich słucham – sama wylatuję w kosmos. Jacy są chłopaki z ATME i co ich inspiruje, zapraszam do podróży na inną planetę. Planetę o nazwie ATME.

 

Zacznijmy od początku. Co oznacza słowo ATME?

Luke: ATME oznacza oddech i jaźń. Określa wszystko, co płynie i łączy się ze sobą. To raczej stan niż tylko słowo, choć zaczerpnięte ze znaczeń sanskrytu i języków indoeuropejskich, takich jak m.in. j. niemiecki. Dla nas oznacza przestrzeń tworzenia, gdzie nasze brzmienie łączy się z przekazem i wolnością formy. Podczas koncertów, zależy nam, aby słuchaczowi udzielił się klimat ze sceny, aby odpłynął razem z nami i dał się zabrać do naszego świata, w którym mamy trochę ciekawych emocji do przekazania oraz słów do powiedzenia.

State of Necessity nie brzmi jak debiutancki materiał. To jeden z najlepszych albumów, jakie usłyszałam ostatnio na undergroundowym rynku muzycznym. Nie wyobrażam sobie, by ktoś Was teraz zamknął w piwnicy. Jakie macie plany na rok 2019?

Luke: Dzięki za miłe słowa. “State of Necessity” to suma naszych inspiracji. Tworzymy od 2011 roku, jako zespół pojawiliśmy się na scenie w 2013 a “State of Necessity, to owoc naszej pracy, dziecko naszej wyobraźni i sumy konceptów jakie rodziły nam się w głowie przez ostatnie lata. Możemy jednak przyznać, że nie wszystko było zaplanowane. Utwory takie jak “Laniakea”, “Passing Through the Horizon” ostateczną formę uzyskały w studiu i częściowo były improwizowane.

Odnosząc się dalej do pytania, w piwnicy na pewno się nie zamykamy, ewentualnie sięgamy do „piwnicy” własnej podświadomości po nowe pomysły, szukając nowych horyzontów, które warto jeszcze zobaczyć. Aktualnie wypuściliśmy właśnie nowy, mocny utwór do sieci „Obsessed” z załączonym video, gdzie widać nas jak tworzymy podczas nagrania w studiu. Teraz skupiamy się na organizacji nowych koncertów oraz zbieramy koncepty z naszych improwizacji na próbach. Sięgamy do szuflad z naszymi nagraniami i tworzymy kolejne utwory, które w pierwszej kolejności będą miały premierę na koncertach. Repertuar pod kątem tekstu jest anglojęzyczny, dlatego myślimy też, aby nie zaniedbywać polskich uszu i pracujemy teraz nad utworem w naszym rodzimym języku.

Co musi poświęcić muzyk dla tak dojrzałego brzmienia?

Piotr: “Rękę i nogę” 😉 …a tak na poważnie, to nie ma na to magicznego przepisu. Na pewno warto dużo ćwiczyć i budować warsztat: indywidualnie i zespołowo.

Mieć otwarty umysł i dużo eksperymentować, czyli być jak dziecko-odkrywca świata. Dużo czytać, słuchać, oglądać, bawić się i wierzyć, że wszystko jest możliwe. Nie bać się krytyki i działać wspólnie, będąc otwartym na pomysły reszty muzyków.

Wanda: To w ogóle jest dobry przepis na życie!

Skąd czerpiecie inspiracje? Czasem mam wrażenie, że to jakiś okultystyczny kosmos.

Paweł: Inspiracją może być wszystko. Kłótnia z dziewczyną, zdjęcia plemion z północnej Ameryki, piosenka odkopana ze starego odtwarzacza, układ płyt chodnikowych czy wzór geometryczny. Słuchamy różnej muzyki, mamy różne zainteresowania. Często polecamy sobie nawzajem ciekawą muzykę, filmy, idee, ciekawostki o świecie. Czasem po prostu zagnieździ się w naszych umysłach rytm lub melodia i bardzo chcemy oszlifować ją i pokazać światu.

Adek: Podpisuję się pod wypowiedzią Pawła, najlepszą inspiracją jest życie i to, co się w nim dzieje. Duże wsparcie stanowią dla nas nasze muzy, kosmos, jak i dla mnie reszta składu ATME, która nakręca do tworzenia czy improwizowania, dosyć dobrze się w tym czujemy.

Luke: Z okultyzmem nie przesadzajmy, bo nas ekskomunikują, choć może gdzieś pojawia się w nas tęsknota za ezoterycznym mumbo jumbo, mówiąc z przymrużeniem oka. W grafice do albumu “State of Necessity” można znaleźć odniesienia do czakr, czy świętej geometrii, jest to część inspiracji zebranych w trakcie budowania utworów, czy indywidualnych poszukiwań sensu istnienia. Dużą rolę odgrywa u nas przekaz emocjonalny, bo jak chyba większość, jesteśmy odbiorcami pozytywnych i negatywnych bodźców wpływających na nasze decyzje czy zachowania. Sami te bodźce też generujemy. Interesuje nas zgłębianie ludzkich pasji, tęsknot, złudzeń, sięganie do psychologii człowieka i archetypu — opisywanie też jego “cieni”. Interesuje nas natura, nasz glob i wszystko, co w nim zawarte, bądź to, co jeszcze nie jest zrozumiałe i nie znalazło wyjaśnienia.

Teksty opowiadają różne historie, w których czasami może postawić się każdy z nas. Mówiąc ogólnie, np. “Hotel of the Transfiguration” jest opowieścią o człowieku doświadczającym przemiany i jedności z otaczającym światem. W “Tricksterze” masz zderzenie mitu z kalką współczesności. Jest to poniekąd opowieść o wywodzącym się z opowiadań rodzimych mieszkańców Ameryki Północnej, nieujarzmionym bogu żartownisiu, skutym w “łańcuchy” przez współczesnego człowieka. “(un)cut Thoughts” to “per aspera ad astra” w drodze do jedności poprzez szum oceanu myśli.”Interrupted Call” to szukanie własnego głosu i spokoju w przestrzeni. Jednak, aby dokładniej to poznać, trzeba zrobić to, na co niestety brakuje nam dzisiaj czasu — czyli trzeba poświęcić cenną chwilę swojego życia na zgłębienie przekazu.

Wasza najbardziej szalona przygoda podczas koncertowania?

Paweł: Pozwolę sobie najbardziej szalone pozostawić w głowie na chłodne uśmieszki z lampką bourbonu przy kominku. Do najczęściej wspominanych zaliczamy jednak kilka.

Pewnym razem wracając na dwa auta z koncertu ok. 3 nad ranem, przez drogę szybkiego ruchu auto nr 1 rozjechało borsuka, urywając przy tym chłodnicę. Szukanie gaśnicy, bo kłęby dymu, wypakowywanie sprzętu na ulicę. Oczywiście holowaliśmy jeden drugiego, bo któż by tam służbie drogowej głowę zawracał o tej porze, dajmy ludziom spać 😉

W małym holenderskim miasteczku Vaals przed koncertem chodziliśmy z bębnem, gitarami i megafonem po ulicach grając nasze szlagiery i zachęcając ludzi do przyjścia na koncert. Wiele osób wychodziło z barów, zobaczyć co tu się wyczynia, robili zdjęcia, nagrywali nas, podchodzili zapytać skąd takie zamieszanie w tak spokojnym miasteczku. Szczególnie gdy znaleźliśmy lekką skarpę z barami na górze i osiedlem domków na dole i zaczęliśmy grać tam, żeby dotrzeć do jak największej ilości osób. Cel osiągnięty, ktoś nawet wrzeszczał “shut up!”.

 Czego zazwyczaj słucha zespół ATME podczas trasy?

Adek: Jest to muzyka. Podczas podróży wybieramy wodzireja, który włada playlistą, ciężko to uogólnić i po prostu wypisać wykonawców. Jeżdżąc na koncerty, dużo rozmawiamy, w trakcie prób zwykle brakuje na to czasu, nadrabiamy zaległości. Poza tym uważam, że całkiem dobrze się dogadujemy.

Przychodzi gruba szycha i mówi: Mam dla Was walizkę dolarów i wszystkich znam. Możecie zagrać z każdym. Kogo wybieracie?

Paweł: Ja bym zagrał z Apocalypticą, myślę, że dodaliby ładnych akcentów do tego, co już mamy.
Adek: Z Madonną
Piotr: Hans Zimmer
Luke: Zenek Martyniuk

Kto jest głową tego organizmu? Czyli, ktoś jest najbardziej odpowiedzialną osobą w zespole?

Piotr: Od początku ustanowiliśmy w ATME zasadę hierarchii poziomej. Dzielimy się wszystkim po równo. Obowiązkami najczęściej przydzielamy sobie względem kompetencji i zasobów czasowych. Są okresy, kiedy to jeden z nas ciągnie wszystkich do góry i motywuje. Są też takie, kiedy miejsce to zajmuje drugi i pomaga reszcie zespołu. Tak samo, jeżeli chodzi o tworzenie muzyki, tu jednak z mocnym zaznaczeniem momentów, kiedy świadomie lub intuicyjnie tworzymy, improwizując, tworząc synergię umysłów — ten stan ciężko opisać słowami. Wtedy każdy z nas, w tym samym momencie, staje się częścią czegoś większego, albo inaczej mówiąc, wtedy wyraźniej zauważa, to co jest tak naprawdę rzeczywistością. Ze zwielokrotnioną siłą nasze anteny odbierają fale przepastnych zasobów kosmicznej inteligencji.

 

To tak jak z marzeniami: zaraz po tym, jak zdobędziemy jeden szczyt, patrzymy już za kolejnym. Choć widzimy “świetlaną przyszłość” przed sobą, skupiamy się na kolejnych małych krokach, stopień po stopniu, krętą drogą do góry, pokonując własne ograniczenia i schematy myślowe.

 

Jak wygląda typowa fanka zespołu ATME?

Luke: Muzyka jest nietypowa, więc fanki są też wyjątkowe.

Wanda: Good point! 🙂

Szczyt Waszych artystycznych marzeń to?

To tak jak z marzeniami: zaraz po tym, jak zdobędziemy jeden szczyt, patrzymy już za kolejnym. Choć widzimy “świetlaną przyszłość” przed sobą, skupiamy się na kolejnych małych krokach, stopień po stopniu, krętą drogą do góry, pokonując własne ograniczenia i schematy myślowe. Z jednej strony marzymy o koncertowaniu przez wielotysięczną i międzynarodową publicznością, która świadomie przychodzi, aby celebrować muzykę i obcować ze sztuką, z drugiej pracujemy nad warsztatem, wizerunkiem i w końcu promocją, aby trafiać do świadomości coraz to większego grona odbiorów.

Gdzie można kupić waszą płytę?

Bezpośrednio u nas, śmiało pisać na maila: atmeofficial@gmail.com

Poprzez facebook’a: https://www.facebook.com/commerce/products/2177090405650796/

Bandcamp: https://atme.bandcamp.com/

Music&More shop: 

CD ATME “State of Necessity”

Zapraszam do kupna zostało nam ostatnie 600 sztuk.

 Szybkie rzuty. Co wolicie?

 

 – Scarlett Johansson czy Angelina Jolie?
Paweł: Scarlett, ale z filmu Między Słowami.
Adek: Scarlett
Piotr: Scarlett
Luke: Jolie, za jej prospołeczną działalność.

– Środek transportu na trasie — Multipla czy PKP?
Paweł: Multipla! Ale z mega spojlerem z tyłu!
Adek: PKP
Piotr: PKP
Luke: Pytanie retoryczne. Oczywiście Multipla.

– Prywatny koncert u Baracka Obamy czy u Królowej Elżbiety?
Paweł: Proste! U Elżbiety. Chciałbym zobaczyć, jak wstaje i klaszcze, kiwając głową z
aprobatą.
Piotr: Ani tu, ani tu…choć może u Eli, żeby sprawdzić, czy nie jest zmiennokształtną.
Luke: God, save the queen from ATME!
Adek: Nie wiem, nie pomogę.. Nie znam się…

– Duet z Depeche Mode czy Madonną?
Paweł: Z Madonną, znam całe La Isla Bonita na pamięć!
Adek: Madonna, ale z okresu jej progresywnej twórczości
Piotr: Depeche Mode
Luke: Królowa jest tylko jedna.

 

Dzięki! Poszło nam całkiem nieźle!

 

 

 

Świąteczna muzyka – Zbuduj sobie nastrój inaczej

Świąteczna muzyka – Zbuduj sobie nastrój inaczej

Mam takie świąteczne wspomnienie. Żółte radio na podłodze w salonie i kolędy na kasetach puszczane przez mojego tatę. Dziś raczej stronię od kolęd, a żółte radio już dawno wyzionęło ducha, ale mamy za to nową, cudowną tradycję — Trzech Tenorów. Nasza świąteczna muzyka to Domingo, Pavarotti i Pan Carreras. Nieodłączny element grudniowych wieczorów. Lubię ten czas. Dom pełen ludzi. Znajomi, którzy przychodzą podjeść ciasto z lodówki, napić się wina i trochę poplotkować. Czym jednak byłyby święta bez muzyki? Nie umiem sobie tego wyobrazić. Przynoszę Wam więc piętnaście utworów, którymi z pewnością umilicie sobie i bliskim ten magiczny czas.

 

Queen – Thank God It’s Christmas

Ten jest od mojej mamy. Wyczuwam w tym roku zapętlenie milion.

 Plácido Domingo, Luciano Pavarotti & José Carreras – La Traviata

Ten leciał roku temu przez całe święta 24/h

Agnes Obel – The Curse

Mykola Leontovych – Carol of the Bells

Frank Sinatra – Let it snow

Bruce Springsteen – Merry Christmas Baby

Niektórzy mówią, że ten jest najlepszy. Niby “knajpiany”

 

Kto znajdzie dwa utwory z filmu Home Alone, ten zostanie okrzyknięty mistrzem Jaka to melodia: edycja Wandy. Wiem, że wszyscy chcecie wygrać!

 

U2 – Christmas, Baby Please Come Home

Świąteczna muzyka czy nie, to chyba jeden z najlepszych ich utworów.

Alicia Keys & John Mayer – If I Ain’t Got You

The Darnkess – Christmas Time

Ten wrzucam z sentymentu.

Eric Clapton – Layla

Perry Como – It’s Beginning To Look A Lot Like Christmas

Robbie Williams – My Way

Jak ja go kochałam jako nastolatka. Nadal zresztą. Bardzo.

Santana – Samba Pa Ti

Ten też jest od mojej mamy. Dobra w to jest.

Tchaikovsky: Nemanja Radulovic & Borusan Istanbul Philharmonic Orchestra

Nie żebym się zakochała, ale mogłabym się nazywać Wanda Radulovic

John Williams – Somewhere in My Memory

 

Jeśli świąteczna muzyka to mało – zapraszam tutaj:

Muzyczne Podsumowanie 2018 – SZJU

Fot. Unsplash

Muzyczne Podsumowanie 2018 – SZJU

Muzyczne Podsumowanie 2018 – SZJU

Dobrze się ten rok nie zaczął, a już się kończy. Jaki był? Trochę jak zabawa na karuzeli. Niby świetnie się bawisz, ale momentami kręci Ci się w głowie i nie możesz złapać równowagi. Trzeba się odkręcić w drugą stronę i modlić, żeby nie zwrócić waty cukrowej i popcornu z karmelem. Następnie pojawia się jakiegoś rodzaju wyparcie i znów wracasz na karuzelę życia. To chyba właśnie tak było. Muzyczne podsumowanie to dla mnie  klamra zamykająca ten rok. Obserwując swoje wędrówki na inne planety z dwunastu miesięcy, widzę, że znów znalazłam się w innym miejscu. Gdzie udało mi się dotrzeć tym razem? I co odkryłam podczas muzycznego podróżowania?

 

Dave Matthews Band – That Girl Is You

Stary, poczciwy Dave. On jest jak powrót do domu po długiej podróży. Jak uścisk bliskiej osoby.

Editors – Ocean Of Night

Tę wycieczkę zapamiętam na zawsze. To najjaśniejszy punkt na mojej mapie.

MIUOSH | SMOLIK | NOSPR – Wizje feat. Piotr Rogucki

Natalia Przybysz – Dzieci Malarzy

David Gilmour – Comfortably Numb

Jezusie…to była podróż jak w Interstellar. Totalny kosmos.

Lady Gaga, Bradley Cooper – Shallow

Ta piosenka jest miłością.

Peaky Blinders – Wonderful Life

Brodka & A_GIM – Wszystko, czego dziś chcę

 

Tutaj miała być piosenka Dawida Podsiadło, ale musicie sobie kupić płytę, albo posłuchać jej poprzez media streamingowe.

 

 

5 Seconds Of Summer – Youngblood

Ten moment, w którym publicznie przyznajesz się do słuchania radiowych hitów.

M.I.A. – Paper Planes

Dynoro & Gigi D’Agostino – In My Mind

To radio w kuchni zamienia mnie w potwora.

Kult – Maria ma syna

Konoba – On Our Kness (feat. R.O)

Ten utwór jest jak atłasowa pościel. Albo jak dożylnie podawane narkotyki.

Sonbird – Ląd

Lady Gaga – Million Reasons

Moja królewna po ogromnej metamorfozie.

 

Muzyczne podsumowanie rok temu miało piętnaście utworów, ale że jestem ostatnio niczym zbuntowany anioł, to postanowiłam porzucić wszelkie zasady i zaszalałam.

 

Zbigniew Wodecki – Lubię wracać tam gdzie byłem

John Lennon – Woman is The Nigger of The World

Zeal & Ardor- Don’t You Dare

Paul McCartney – Hope of Deliverance

Duke Dumont – Ocean Drive

Jak tak patrzę na to moje muzyczne podsumowanie, to chyba naprawdę już nie pasuję na Woodstock.

Fot. unsplash.com

Instagram

  • Gdybym ju nie wybraa e w nastpnym yciu zostan antylop
  • Mio to mio loveislove loveislove lgbt lgbtq
  • Vesper Isabelle i Susan   evagreen perfectsense jamesbond thedreamers
  • Flower Power    billmurray actor kultura kino aktorzy
  • Dla mnie godziny spdzane przy okrgym drewnianym stole w ogrodzie
  • The rifle is the first weapon you learn how to
  • Jeeli chodzi o plusy lata to znalazam dwa Roliny rosn
  • Feminizm to najlepsza rzecz jaka mi si przytrafia od kiedy