Serial  1983, czyli jak nie zrozumiałam konwencji Agnieszki Holland

Serial 1983, czyli jak nie zrozumiałam konwencji Agnieszki Holland

Jeśli zastanawiacie się, jak powstawała pierwsza polska produkcja dla Netflixa, a chodzi dokładnie o serial 1983, to ja wyjaśnię. Oto przykładowa rozmowa pomiędzy twórcami:

– Halo. Pani Agnieszka? Mamy zielone światło na ten pani serial 1983. Co robimy? 

–  Chcę Roberta Więckiewicza do głównej roli i tego boskiego blond chłopca.

– Ale Pani Agnieszko! Przecież nie mamy tyle kasy. Nie wystarczy nam.

– Jeszcze tego Marcina Bosaka proszę mi wcisnąć do jakiegoś epizodu.

– Jak sobie Pani życzy. Obetnę budżet na światło i się jakoś zmieścimy!

– Tylko dialogi po angielsku napiszcie. Niech będzie światowo. Polacy i tak nie zrozumieją.

Wiemy już jak to się zaczęło. Możemy kontynuować recenzję.

Mamy rok 2003, a w Polsce trwa zimna wojna. Nie ma mowy o upadku komunizmu, Solidarności czy Lechu Wałęsie. Nie ma strajków, stoczniowców ani kartek na mięso. Panuje za to idylla, którą skrzętnie kontrolują politycy na najwyższych szczeblach. Tworzą fałszywą historię o swoim heroizmie i na jej podstawie wytwarzają – niczym w fabryce – młodych idealistów. Wierzących w nieomylność i prawość partii.

Nie ma opcji, że coś takiego się uda. Młody student prawa Kajetan Skowron zostaje nakierowany na wielką państwową tajemnicę i choć jest cudownym dzieckiem systemu, budzi się w nim wątpliwość we własne przekonania.

Serial 1983 i niewykorzystany potencjał aktorski

W tej roli mamy Maćka Musiała i ja sama mam trochę problem z tym chłopakiem. Niby trudno się traktuje poważnie kogoś, kto cierpi na wieczny #babyface, ale ja zawsze przymykam oko na jego grę aktorską i z niewytłumaczalnych powodów, lubię nawet na niego popatrzeć. Jego uroda jakoś pasowała mi do konwencji niewinnego i niczego nieświadomego chłopca.

Nie ma opcji, żeby twórcy nie osadzili w jakiejś roli Zofii Wichłacz. Ta dziewczyna ma dziki okres w swojej karierze. Mam nadzieję, że codziennie dzwoni do Jasia Komasy z podziękowaniami za Biedronkę z Miasta 44. Jednak jej postać jest tak nudna i bezpłciowa, że tłumaczy ją tylko jedno. Jest dzieckiem poważnego polityka. Na jej miejscu też bym wolała być trochę tępa.

Filmweb

Robert Więckiewicz też mnie nie przekonał. Jego postać niby wydaje się posiadać jakiś kręgosłup moralny. Niby widzi co się wokół dzieje i dąży do prawdy, ale kariera też jest  dla niego ważna. Żaden tam złożony konflikt bohatera. Trochę nabroi, trochę pomoże. Makaronu u chińczyków zje.

Rola Edyty Olszówki też nie zachwyca. Właściwie to jakby usunęli sceny z jej udziałem, to nic by się w serialu nie zmieniło. To wcale nie jest zła aktorka, podobnie zresztą jak Robert Więckiewicz, czy Zofia Wichłacz. Niestety winni są tutaj scenarzyści. Nie zaoferowali oni aktorom zbyt wiele. Niby każda postać jest złożona i ma własną tajemnicę, ale że trzeba się zmieścić w 8 odcinkach, to nikt nie miał zamiaru tego rozwijać.

Szkoda mi Andrzeja Chyry, Agnieszki Żulewskiej czy Ewy Błaszczyk. Potencjał nie został wykorzystany. Ich drugoplanowe postaci mogłyby mocniej namieszać i zespoić w całość ten scenariusz.

Jest jeden pozytywny aspekt. Ogromnie się ucieszyłam widząc Mateusza Kościukiewicza na ekranie. Rzadko się go ostatnio widuje, a to jeden z lepszych aktorów młodego pokolenia.

Serial 1983 i zmarnowany scenariusz

Orwell’owska wizja świata to jeden z najbardziej kuszących tematów ostatnich czasów. Cała ta polityczna propaganda w serialu przypomina wspaniałomyślne nagłówki z TVP. Więc kiedy nasz kraj wstaje z kolan, serial 1983 jest niezwykle atrakcyjną pozycją dla całego świata. Ten scenariusz serio jest dobry. Wkręciłam się w wątek kryminalny i tylko dlatego dotrwałam do końca serialu. No dobra, jeszcze dlatego, że rzucono mi rękawice i wyzwanie przyjęłam. Jednak realizacja tej historii daje wiele do życzenia i niestety pada ona jak wizerunek Norbiego.

Chciałabym powiedzieć, że warto obejrzeć dla samego głównego wątku, ale zakończenie jest zwyczajną furtką do ewentualnego drugiego sezonu i można to oglądać tylko wtedy, gdy ktoś nakręci dużo lepszą kontynuację. Przy okazji rozwinie postaci i wyjaśni sezon pierwszy.

Czas na Lekką Brygadę.

Cytując Asię Kołaczkowską: Co to kurna było?

Dlaczego polscy scenarzyści nie używają światła i kolorów?

Tam jest ciemno jak w głowie celebrytek. Serio. Nawet jak ktoś umiera w więzieniu czy bunkrze, to fajnie by było zobaczyć, kto akurat zakończył swój żywot. Jednak twórcy nie mieli w planach używać, jakiegokolwiek światła, bo wszystko poszło na gażę Więckiewicza. Zresztą to już wiecie. Mogliby, chociaż użyć jakiejś latarki z telefonu, gdy panowie polityce spacerują po polanie. Jednak uznano, że klimat wszechobecnego smutku odzwierciedli nastroje społeczne Polaków. Może w drugim sezonie nieznany bohater uratuje z ucisku nasz kraj. Wtedy niebo stanie się niebieskie, a trawa na polanie w końcu będzie zielona.

Jest plus tej ciemności. Niewiele było widać podczas sceny seksu Zofii Wichłacz i Maćka Musiała. Przecież tego nie można potem odzobaczyć. Pani Agnieszko, Pani trochę przesadziła.

Serial 1983 i dialogi na opak

Według informacji dialogi były napisane po angielsku, a następnie przetłumaczone na polskie. Tak naprawdę to są świetne, błyskotliwe i pełne ironii, ale my nie rozumiemy. Nie przypominam sobie, żeby twórcy Dark czy Dom z papieru tak uczynili. Polscy twórcy zachowali się jak polska reprezentacja. Niby jesteśmy na jednym boisku z Hiszpanią i Niemcami, ale jednak nasze kompleksy dają za wygraną i sami strzelamy sobie samobója.

Trudno.

Zawsze jestem za polskimi produkcjami. Bronię polskiego kina od dawna i zawsze staram się wyciągać pozytywy z naszych rodzimych dzieł. Jeśli można to jakoś podsumować w kilku słowach, to powiem tak:

Historia jest ciekawa. Aktorski Monolog Konrada z III części Dziadów Adama Mickiewicza podczas jednej ze scen to kapitalna wstawka. Jeśli zobaczy to X osób na świecie, to świetnie. Realizacja jednak wypada słabo. Nie jest to może tragedia, choć pewnie mówię to z niepohamowanej chęci i potrzeby polskiego sukcesu. Może następnym razem? Oby tylko znowu nie obsadzili Roberta Więckiewicza. 

Filmy doskonałe, czyli do czego warto wrócić jesienią

Filmy doskonałe, czyli do czego warto wrócić jesienią

Są takie filmy, których nie obejrzymy drugi raz. Mam tak z Lotem nad kukułczym gniazdem (bo ryje banie zbyt mocno) lub z Zieloną Milą. Tego filmu nie lubię i chyba jestem w mniejszości. Lubię za to wracać do Skazanego na Shawshank, czy zrobić sobie seans z Harrym Potterem. Jednak nie tym razem. Skazanego opisali już chyba wszyscy, a z Harrym zeszło by jakieś sto lat. Dzisiaj zrobiłam listę z filmami dla Was. Filmy, które uwielbiam i co jakiś czas do nich wracam, bo zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Sama mam w planach nadrobić wszystkie te pozycje tej jesieni. Dziecko Rosemary już za mną.

Deszczowa piosenka

Muszę się przyznać, że Deszczową piosenkę obejrzałam dopiero 4 lata temu. Wszyscy znani mi ludzie o dobrym guście filmowym mówili mi: Musisz to obejrzeć. Musisz. Musisz. Musisz. Więc oczywiście tego nie robiłam. Potem dołączyłam do klubu filmowego w moim mieście i wstyd trochę przed Ryśkiem był. Więc obejrzałam. I przepadłam. Uwielbiam! Gene Kelly na ekranie jest doskonały. Największy musical w dziejach kina – to jeden z komentarzy na Filmwebie. W Deszczowej Piosence udało się wszystko. Aktorstwo, muzyka, taniec i świetna historia. To jest tak dobre, że nie możesz doczekać się finału (bo to serio jest dobry scenariusz) i jednocześnie chcesz, by ten film nigdy się nie skończył. Niech Debbie Reynolds, Donald O’Connor i Gene Kelly tańczą bez końca. Klasa. No i kultowa scena w deszczu:

Dziecko Rosemary

Czytałam kiedyś, że Roman Polański przyjaźnił się w latach 60 z gościem, który zajmował się kościołem satanistycznym. Zainspirowany jego działaniami stworzył Dziecko Rosemary, a ów znajomy wystąpił w filmie w roli samego szatana. Czy tak było? Nie wiem. Może ktoś z Was wie? Nigdy bym nie powiedziała, że horror może być filmem doskonałym, ale Dziecko Rosemary takie jest. Wszystko dzięki wspaniałej Mii Farrow. Jej wygląd, spojrzenie i głos robią robotę. John Cassavetes pozostaje w jej cieniu, nawet gdy jest na ekranie. Roman Polański ma niezwykły talent. Jest ambitny i inni reżyserowie powinni się od niego uczyć.

Estetyczny horror brzmi trochę jak oksymoron, ale to całkiem inne kino, niż to współczesne. Piękne. Wersji z 2014 roku nie widziałam, ale chyba z ciekawości nadrobię. Na uwagę zasługuje także Team Ruth Gordon i Sidney Blackmer w rolach ekscentrycznych sąsiadów. To jeden z tych filmów, do których wracam z największą przyjemnością. Coś jeszcze? Oczywiście muzyka. Nie są to może melodie do słuchania wieczorową porą, ale wystarczy obejrzeć końcową scenę, gdy Rosemary idzie  z nożem do swoich sąsiadów. Dźwięki są dobrane z największą starannością.

Filmy

Nic do stracenia

Historia jest prosta. Nick Beam odkrywa, że jego ukochana żona zdradza go z jego szefem. Wkurzony wychodzi z domu, by się na nim odegrać. Chce go zniszczyć. Za wszelką cenę. Na jego drodze pojawia się drobny chuligan Terrance Paul Davidson. To jest cena Nicka, jaką musi zapłacić, by osiągnąć zamierzony cel. Znosić towarzystwo tego rzezimieszka. Choć oboje chcą pozbyć się siebie nawzajem, to los ciągle ich ze sobą splata. Dzięki temu możemy przez dwie godziny umierać ze śmiechu. W głównych rolach Tim Robbins oraz Martin Lawrence. Steve Oedekerk zrobił komedię, która w żadnym momencie nie jest żenująco głupia. To najlepsza komedia, jaką widziałam w życiu.

Filmy

Lęk Pierwotny

Richard Gere i Edward Norton w duecie. Wzięty prawnik i ministrant, który zostaje oskarżony o zamordowanie arcybiskupa. Sala sądowa, poszukiwanie dowodów i rozmowy w celi. Niby nic nowego, ale jednak coś. Ten duet to wiarygodne widowisko. Szczególnie na pochwały zasługuje młody Edward Norton. Już tym filmem pokazał, że będzie idealnym kandydatem do filmu Fight Club. Zresztą zdobyty Złoty Glob i nominacja do Oscara mówią same za siebie. Richard Gere wcale nie jest gorszy. Tylko z tym aktorem mam trochę problem. Potrafi zagrać doskonałe role, a czasami wybiera takie szmiry. Aktorstwo to najwyraźniej ciężki chleb. Wracając do Lęku Pierwotnego, to warto. Finał jest bardzo mocny. Czy Edward Norton zabił? Czy był ktoś drugi? Martin Vail wierzy w niewinność swojego klienta. Dokąd ich to zaprowadzi?

Wszystko za życie

Są takie filmy, do których nie można nie wracać. Tak jest z Into the Wild. Ten film jest tak dobry, ponieważ Christopher McCandless istniał na prawdę. Jego podróż na Alaskę wydarzyła się na prawdę i jego historia do dziś inspiruje wielu ludzi. Ten dreszczyk emocji jest dla nich jak narkotyk. Podążają za tym pragnieniem, bez względu na konsekwencje. Christopher McCandless miał pozornie wszystko. Dobry dom, pieniądze i wykształcenie. Zapewnioną przyszłość przez swoich ambitnych rodziców. Zamiast żyć w poczuciu bezpieczeństwa i dostatku, rzucił wszystko i wyruszył w podróż marzeń. Na Alaskę. Sean Penn jako reżyser zrobił coś niesamowitego. Jego film jest wrażliwy, piękny i lekki. Emile Hirsch nie został dłużny. Zagrał tę rolę kapitalnie. W końcu Eddie Vedder odpowiedzialny za muzykę. Dodał wisienkę na tort i dopełnił tym cały film. Nie wyobrażam sobie, żeby ktokolwiek inny robił muzykę do tego filmu. Filmy drogi to jeden z najlepszych gatunków filmowych!

Nebraska

Kolejny film drogi. Zgoła inny od Wszystko za życie. Woody Grant dowiaduje się, że wygrał milion na loterii. Musi wyruszyć w podróż, aby odebrać nagrodę. Nie pomaga fakt, że jego rodzina ma go za ofermę i pijaka. Jednak ten podstarzały pijaczek zabiera syna i rozpoczyna się ich przygoda. Film jest utrzymany w czarno białej tonacji, choć jest z 2013 roku. Co do aktorstwa, to Bruce Dern to geniusz! Jego gra aktorska jest leciutka jak piórko. No i przecudowna June Squibb jako żona Granta. Wspaniali staruszkowie. Uwielbiam ich. Takie filmy są idealne na jesienne wieczory.

Spotlight

Jeden z moich ulubionych filmów. Gdy obejrzałam go pierwszy raz, to zaraz obejrzałam znowu, a na drugi dzień…znowu. Dość świeży, bo z 2015 roku. W skrócie: Afera pedofilska w Kościele rzymskokatolickim w Bostonie. Grupa dziennikarzy trafia na trop i wierci dziurę w brzuchu panom w sutannach. O tym filmie słyszałam już różne rzeczy. Jedni mówili, że to sprawka Żydów. Nawet to, że dostał Oscara, to sprawka oczywiście żydowska. Zostałam też nazwana lewaczką, gdy opowiadałam o tym filmie jednemu panu. Ciekawa jestem, co będę mówić o Wojtku Smarzowskim i jego filmie Kler.

Spotlight jednak nie żerował na kontrowersji. Był temat, a Tom McCarthy to wykorzystał. Ten film to pokaz prawdziwej pracy dziennikarskiej, o którą coraz trudniej w dzisiejszych czasach. Może nie ma tam dziennikarzy, którzy są zastraszani i boją się o własne życie. Nie ma też wielkich akcji czy ucieczek. Film jest dość jednoliniowy. Bohaterowie głównie siedzą za biurkiem i poszukują informacji, ale to naprawdę kawałek dobrego kina dziennikarskiego. No i gwiazdorska obsada. Rachel McAdams, Michael Keaton, John Slattery, Stanley Tucci i najlepszy na świecie Mark Ruffalo. Takie filmy posiadają bohatera zbiorowego i Ci aktorzy byli tego świadomi. Nikt nie wyszedł przed szereg. Nikt nie próbował zabłysnąć na tle innych. Dzięki temu ten film jest tak dobry. W ogóle to zabawne, że ktoś potrafi oskarżyć kogoś o lewactwo, czy o żydostwo, kiedy ta historia wydarzyła się naprawdę i jest faktem. McCarthy tylko nakręcił o tym film. Ktoś to wyjaśni?

Jakie są Wasze propozycje? Jakie filmy polecicie do obejrzenia jesienią?

 

Jeżeli podobał CI się wpis Filmy doskonałe, czyli do czego warto wrócić jesienią, to zapraszam Cię tutaj:

 

Netflix – seriale które warto zobaczyć

 

Źródło zdjęć: Filmweb.pl

Netflix – seriale które warto zobaczyć

Netflix – seriale które warto zobaczyć

Gdy aktywujesz konto na Netflixie, to tak jakbyś trochę pożegnał się z życiem towarzyskim. Od tej chwili wystarczy CI już tylko kołderka, popcorn i seriale. Super, jeśli ktoś będzie obok, ale jak będziesz sam, to też nic się nie stanie…Netflix  wszystko Ci wynagrodzi. 

 

Co takiego oferuje Netflix?

 

 Dom z papieru

Dom z papieru

Grupa przestępców pod przywództwem Profesora napada na hiszpańską mennicę. Są przekonani, że ich plan jest doskonały.

Czy można jednak bez końca manipulować policją? Czy przebywanie z zakładnikami przez tak długi czas jest bezpieczne? Co z syndromem Sztokholmskim?

Jednym z fajniejszych zabiegów reżysera było nazwanie bohaterów nazwami miast. Berlin idealnie odzwierciedla osobowość swojego bohatera. Serial czasem trąci absurdem, ale wszystko jest tak świetną historią, że trzeba obejrzeć to widowisko do ostatniego odcinka. Sceny z Nairobi to majstersztyk…a wszystko to schowane pod maskami Salvadora Dalego.

Nairobi “Alegría, fiesta e ilusión”

 

Stranger Things

Netflix Stranger Things

Są lata 80. Nie ma komputerów ani smartfonów. Gdy wyjdziesz z domu, rodzic nie ma jak Cię namierzyć. Gdy znikniesz, nikt nie odpali aplikacji lokalizującej swoje dziecko.

W małym miasteczku ginie chłopiec. Will. Swoje prywatne śledztwo prowadzą przyjaciele Willa, jego matka oraz Komendant Jim Hopper.

Bracia Duffer w Stranger Things oddali hołd latom osiemdziesiątym. Czerpią z filmów Spielberga czy Kinga. Jednak coś innego czyni ten serial wyjątkowym. To hołd oddany wszystkim nerdom tego świata. Każdy uczeń, który choć raz był zamknięty w szkolnej szafce – może poczuć się wyjątkowo.

Niewątpliwym atutem serialu jest pewna młoda dama. Zakochacie się w niej na amen i obejrzycie Strangersów w dwa dni. Mówiłam już, że Netflix i kołderka wystarczą?

 

American Crime Story

Ameryka to wytwórnia popkultury. Opowiadają historie morderców jak bajki o superbohaterach.

Proces stulecia O.J. Simpsona to m.in. najdłuższa reklama samochodu w historii. Policyjny pościg Forda Bronco oglądali wszyscy mieszkańcy Ameryki, choć była to bardziej eskorta, niż pościg. Proces sądowy, który trwał ponad rok. Ciekawostka: Prawnikiem O.J. Simpsona był ojciec Kim Kardashian.

Czy można zbudować obronę na oskarżeniach o rasizm i dzięki temu wygrać?

 

Manhunt; Unabomber

Netflix

Ted Kaczynski

Seryjny morderca

Idealista

Wróg technologi

Przyjaciel natury

Samotnik

Zabijał ludzi za pomocą ręcznie wytwarzanych bomb. Nieuchwytny przez lata. Schwytany za pomocą analizy własnych listów. Złapany przez Fitzgeralda. Człowieka, który uwierzył w słowa.

Paul Bettany jako Ted Kaczynski jest niezwykle przekonywujący. Scena, gdy tańczy na deszczu w lesie – uwielbiam.

Najgorsze jest jednak to, że teorie i poglądy Kaczynskiego nie są tak głupie, jakby się chciało. Choć skonstruowane w głowie seryjnego mordercy – mają sens.

Zwykły obywatel będzie kontrolował tylko własne urządzenia: samochód czy komputer. Natomiast nadzór wielkich systemów będzie należał do wąskiej elity, jak dziś, ale przy dwóch wielkich znamiennych różnicach: 1/ Dzięki lepszej technologii elity będą miały większą kontrolę nad masami; 2/ Praca ludzka nie będzie więcej konieczna i masy staną się pustym ciężarem dla systemu. Jeśli elity będą okrutne, to doprowadzą do eliminacji zbędnej ludności przez redukcję urodzin przy pomocy propagandy i środków biologicznych. Może się zdarzyć, że elita będzie miała miękkie serce liberałów. W takim przypadku zatroszczy się o potrzeby fizyczne mas i zdrowe hobby dla każdego, ale życie stanie się tak bezcelowe, że ludzkie istoty dopadną do poziomu udomowionych zwierząt.

Telefonistki

NETFLIX

Kochałaś za młodu Zbuntowanego Anioła? Lubisz historie pełne intryg? Telefonistki są dla Ciebie.

Cztery przepiękne kobiety.

Intrygi, ale nie tylko. Serial dzieje się w latach dwudziestych, kiedy kobiety nie miały zbyt wielu praw.

Mąż Cię bije? Jeśli to zgłosisz na policję bez posiadania świadka – pójdziesz do więzienia.

Jak w takim razie odnaleźć wolność? Te cztery kobiety może różnie rozumieją to pojęcie, ale z taką samą upartością o nią walczą

Dark

netflix

Co właściwie wiemy o czasie?

Czy to co na nas czeka, już przeżyliśmy? Czas to podróż? Czy nas los jest przesądzony z góry, czy jednak jesteśmy panami swojego losu?

W niemieckim miasteczku giną dzieci. Pewien mężczyzna popełnia samobójstwo. Co wspólnego ze sobą mają te wydarzenia? Co skrywa ciemna jaskinia? Co w tym wszystkim robi Jonas? Nie da się chyba tego serialu obejrzeć tylko raz.

Niemiecki „odpowiednik” Stranger Things. Choć im dalej, tym mniej Strangersów, a więcej Darka. Przede wszystkim wspaniała zagadka i przecudowna muzyka.

„Różnica między przeszłością, teraźniejszością i przyszłością jest tylko uparcie obecną iluzją” – Albert Einstein.

Peaky Blinders

Netflix

Koniec pierwszej wojny światowej. Tommy wraca do domu i robi wszystko, by się wzbogacić i obronić swoją rodzinę. Niekoniecznie w legalny sposób. Wszyscy go kochają i nienawidzą jednocześnie. Tommy traktuje życie jak grę w szachy. Jest zawsze trzy kroki do przodu.

Zaraz po Stranger Things to najlepszy serial na Netflixie. Bijatyki, wyścigi konne, alkohol, handel i piękne kobiety. Dobre męskie kino. Charakterystyka postaci wyśmienita i znów – muzyka doskonała. Ciotka Pola jest sztos babka!

4 sezony dobrego kina.

BroadChurch

netflix

To klasyczna historia. Detektywi próbują rozwikłać zagadkę morderstwa małego chłopca. Wszystko dzieje się oczywiście w miasteczku, w którym takie coś nigdy się nie zdarza. Jak zareagują mieszkańcy, gdy ich spokój i poczucie bezpieczeństwa zniknie?

Kto zabił?

Ojciec? Ksiądz? Właściciel małego sklepu, czy może najbliższy przyjaciel rodziny? Może to był ktoś z zewnątrz?

David Tennant jest dobry. Olivia Colman nieco wkurzająca, ale nadal zgrywa się z Davidem. Dobrze napisany kryminał z ciekawym zakończeniem. Kto tęskni za klasycznymi kryminałami? Ręka w górę!

 

Które seriali z powyższej listy oglądacie? Może macie coś równie dobrego do polecenia? Ja w kolejce mam Orange is the new Black,  Ania, nie Anna, The End Of The F***ing world i Anihilację (1 odcinek za mną). Netflix to wylęgarnia seriali i serio można umrzeć przez nich towarzysko…no ale jak przyjdzie deszcz, to będzie co robić.

Już niedługo druga część: Netflix i filmy!

Fotki i plakty zabrałam z pinteresta.

 

Dlaczego Czesi mają w dupie konwenanse i kręcą dobre filmy? Czeskie kino w romantycznym wydaniu

Dlaczego Czesi mają w dupie konwenanse i kręcą dobre filmy? Czeskie kino w romantycznym wydaniu

Czeskie kino otworzyło mi oczy na polską nieudolność. Niby jesteśmy dobrzy w patetyczne filmy historyczne, ale za grosz nie umiemy robić komedii romantycznych. Jesteśmy zapatrzeni w Amerykę i gdybyśmy mogli, odwzorowalibyśmy od nich niemal wszystko. Począwszy od programów rozrywkowych typu talent show, kończąc na komediach romantycznych. Cała popkultura z zachodu, dzień dobry globalizacjo.

Gdybyśmy mieli tylko fundusze na blokbastery typu Avengers, na pewno byśmy je skopiowali kropa w kropę. W zasadzie dobrze robimy, gdy nie możemy, Polska uciśniona to najlepsza Polska, jaka nam się trafia. Gdy niemożliwością jest stworzenie polskiego filmu Sci-Fi, Allegro tworzy wraz z Tomaszem Bagińskim fantastyczne krótkie metraże o polskich legendach. Smoki nie są z tektury, czary i mrok nie są z Ameryki, istne cudo. Czyli, że potrafimy. Nie wspominając już nawet o Sekmisji. Do dziś zastanawiam się jak to możliwe, że Juliusz Machulski w takich czasach nagrał tak niesamowity film, jeśli chodzi o scenerie i wykonanie. Może ktoś wie i wyjaśni mi to zjawisko?

Przyznam się, że do dziś nawet mi to nie przeszkadzało. Nikt nie wymaga od komedii romantycznych przecież jakiś wielkich fanfarów, ale to, co robią Czesi w filmie „Wszystko albo nic” to istna paranoja. Paranoja według przeciętnego Polaka. „Wszystko albo nic” to czeska produkcja, która zachwyciła mnie swoją niesztampowością. No bo kto by myślał, że w filmach w ogóle można palić papierosy. Przecież to nie po bożemu. Dajcie spokój, tak propagować palenie papierosów? No w filmie historycznym owszem, ale tak w komedii romantycznej? Nie ma mowy! Dopiszcie do tego całą gamę przekleństw, rozmowy o seksie i parę gejów. Na dodatek do jednego z nich główne bohaterki zwracają się per PEDZIO i totalnie nikt tam się nie obraża. Śmiechom i chichom nie ma końca. Heloł? Czy ktoś już wezwał komisję od etyki?

Żeby nie było tak łatwo, w filmie także nabijają się z „wegechuji” i to jest totalnie pokręcone. Ostatnio oglądałam polską komedię z Anną Dereszowską w roli głównej, która robiła ciasto z buraka, a na pocieszenie dała swojej porzuconej przyjaciółce sok z jarmużu i selera. Czy to nie jest trochę pretensjonalne? Ja wiem, że kino musi iść z duchem czasu, a już na pewno komedie romantyczne, ale bez przesady. Nie jesteśmy przecież idiotami. Na pocieszenie Bridget Jones jadła pudło lodów i siedziała rozczochrana w czerwonej antyseksownej piżamie, a nie piła koktajl z jarmużu. Dokąd to zmierza? Serio ktoś je jarmuż na pocieszenie?

Nie mam nic do jarmużu, ale powinniśmy pokazywać w filmach prawdę

Czesi kręcą filmy, jakby w ogóle nie zwracali uwagi na otaczającą ich rzeczywistość. Mają w dupie poprawność. Może to nie jest jakaś wysokich lotów produkcja, ale umówmy się, człowiek się na niej na zmianę ŚMIEJE i PŁACZE! Kumacie to? Kto z Was ostatni raz płakał na komedii romantycznej w wykonaniu Polaków (mówimy o kinie współczesnym)? Nie chcę być wredna, kocham polskie kino, nawet kiedyś pisałam o tym wpis na blogu, ale ostatnio jakby ta miłość lekko osłabła. Jest we mnie jakaś złość, że nie mamy w sobie takiej buńczuczności jak Czesi. Robimy kino poprawne, a to jest za mało.

Jest taki cykl reportaży na filmwebie, w którym ludzie kina wypowiadają się na temat swojego gustu. Kiedyś Sebastian Fabijański wypowiedział bardzo ładne zdanie, z którym się mocno utożsamiam. Stwierdził, że Polacy nie opowiadają ciekawych fabuł, które by były zwyczajnie wymyślone. Historię polską opowiadamy fantastycznie, ale wciąż nikt nie wymyśla ciekawych scenariuszy, tak jak robią to np. Anglicy. Jeśli coś robimy, to zaraz się okazuje, że w zasadzie jest to zapożyczone. No dobra, Smarzowski jest genialny, ale to jednak wciąż jest malutko.

Czesi udowadniają, że można pieprzyć wszystkie kanony i robić to, co się chce. Nie musi być sterylnie. Smarzowski to wie i Czesi to wiedzą. Czas chyba wyciągnąć kija? Czy nie? Jeżeli nie lubicie komedii romantycznych, to polecam jeszcze jeden film, który wyrywa z butów – Czeski sen. Jeśli się skusicie i obejrzycie to arcydzieło, to koniecznie dajcie znać, czy się ze mną zgadzacie. Bandiczki to są niezłe świry i coś czuję, że mogłabym się tam przeprowadzić. Gdybym była facetem, zapuściłabym wąsa i nosiła sweter z krecikiem. Życie byłoby od razu ciekawsze i nie wiałoby taką poprawną nudą. Film także szczerze polecam. Naprawdę śmiałam się i płakałam na zmianę, nie przeszkadzał mi nawet polski dubbing ani piosenki Ewy Farny, a to już naprawdę sukces! Chciałabym, żeby Polacy także kręcili właśnie takie komedie romantyczne.

Gdyby jednak Polacy nie chcieli nic zmienić, pozostaje mi czeskie kino, więc można spać spokojnie.

La la land

La la land

Wiem, że wszyscy już La La Land pewnie widzieli, ale ja odkładałam go sobie na później, myśląc, że przecież to musi być doskonałe kino, wszak musicale kocham nad życie, ponieważ musicale zawsze są takie piękne i wzruszające, więc dlaczego mieliby zepsuć tak kasową produkcję? W dodatku zjawiskowa Emma Stone, która zachwycała mnie do tej pory w każdym filmie, szczególnie gdy do swojej produkcji angażował ją Woody Allen. Dlaczego więc Damien Chazelle stworzył takie przeciętne dzieło? Przecież jego Whiplash był doskonały! Może jednak ktoś jeszcze nie widział? Łapcie recenzję.

La La Land opowiada o początkującej aktorce, która biega od przesłuchania, do przesłuchania, z nadzieją, że dostanie w końcu życiową szansę, na rozwinięcie swojej kariery, oraz o jazzowym muzyku, który nie odnajduje się w nowoczesnym świecie, szczególnie że musi grać kiczowatą muzykę do kotleta. Ta artystyczna, niespełniona para marzycieli, trafia na siebie przypadkiem i od słowa do słowa okazuje się, że rozumieją się idealnie. Ich kariery nabierają tempa, wszystko układa się doskonale, pytanie jest tylko, czy cała ta bieganina za marzeniami, pozwoli im być razem? Co wybrać? Miłość czy pasję? Jak połączyć te dwa elementy?

Ryan Gosling może i jest przystojny, ale aktorsko to ja mu wcale nie wierzę, że on w tym jazzie jest zakochany. Pamiętacie duet Marka Ruffalo i Keiry Knightley w Begin Again? Jak oni byli zakochani w tej muzyce! Przepiękni byli! Ryan Gosling mógłby co najwyżej im podawać szklaneczki z whisky. Poważnie. Emma Stone jak na swoje możliwości, też jest tutaj bardzo przeciętna. W zasadzie najbardziej mi się podoba, gdy odgrywa rolę aktorki w pierwszym przesłuchaniu, pokazuje w tej scenie swój warsztat aktorski. Niestety później nie ma zbyt wielu momentów, by się wykazać, a szkoda, ponieważ udowodniła już, że potrafi tworzyć świetne postaci. Nie ma między nimi chemii i trudno dostrzec w nich jakieś uczucia, chociaż iskierkę namiętności.

Z przykrością stwierdzam, nie ma nic szczególne w ich spojrzeniu. To zapewne kolejny raz wina obsady. Może gdyby z Ryanem Goslingiem w duecie zagrała Rachel McAdams, byłoby lepiej? W pamiętniku wypadli razem wiarygodnie albo gdyby ktoś zastąpił drewnianego Goslinga? Niestety tego się już nie dowiemy.

Jeśli chodzi zaś o scenariusz, wszystko brzmi dobrze. Miłość to idealny temat na musical. Więc La La Land powinien się udać, bez żadnych turbulencji. Jednak coś poszło nie tak. Sam początek mnie już do siebie zraził. Ja wiem, że w musicalach zawsze wszyscy spontanicznie zaczynają tańczyć i śpiewać, ale jakoś mi cała ta koncepcja ludzi stojących w korku nie pasuje. No bo jak to, widzieliście kiedyś wesołych ludzi stojących w korku? W dodatku skaczących po cudzych autach w napadzie radości? A tak poważnie, to zwyczajnie mi się to nie podobało. Nie mam na to żadnego sensownego wytłumaczenia. Potem wcale nie jest lepiej. Tło mnie nie przekonuje, całe to Los Angeles akurat w przypadku tego scenariusza nie jest idealnym miejscem. Scenariusz pasuje mi bardziej do Chicago, niż do nowoczesnego Los Angeles i imprez przy basenach, gdzie dziewczyny ubierają na siebie kiczowate, pstrokate kiecki. Takie jak prezentują w drugiej tanecznej scenie, współlokatorki głównej bohaterki.

Niby gdzie jest ten hołd w stronę Hollywoodu, o którym wszyscy piszą w swoich recenzjach? Znów pozwolę sobie nawiązać do twórczości Woody’ego Allena. Stworzył on niedawno dzieło, które nawiązuje do złotej ery Hollywood i on ukazał ten świat doskonale. Mowa o Café Society, ten film jest hołdem i udaną próbą ukazania starych czasów śmietanki towarzyskiej Los Angeles. W La La Land kompletnie tego nie czuję. Zdaję sobie sprawę, że są to dwie inne epoki, ale chodzi o uchwycenie tego unikatowego klimatu, malutkich elemencików.

Nie ma w tym filmie, żadnej sceny tanecznej, która by mnie zachwyciła, poza jedną. Na końcu, gdy Mia i Sebastian tańczą w otoczeniu kolorowo ubranych ludzi, a to trwa jakąś minutę (sic!). Szkoda, bo to jest taka scena, w bardzo klasycznym musicalowym stylu. Gdyby film był w takim klimacie, na pewno bym się w nim zakochała, a tak niestety los bohaterów jest mi całkowicie obojętny, nie zachwycają mnie ani stroje, ani miejsca, w których znajdują się bohaterowie. Jedynie muzyka jest świetnie dobrana i jest to z całą pewnością element, który udał się reżyserowi doskonale. Jednak nadal nie aż tak, abym tę ścieżkę katowała bez opamiętania. Miałam ogromne oczekiwania, myślałam, że La La Land powali mnie na kolana, jednak nic takiego się nie stało. Bardzo żałuję, dawno już żaden film, aż tak mi się nie podobał. Jak było z Wami? Napiszcie koniecznie, może pojawią się jakieś fakty, których nie dostrzegłam?

Polecam:

źródło zdjęć: www.filmweb.pl

Instagram

  • Szczepan Twardoch i jego pikne okadki budz we mnie niezwyky
  • Lady Gaga to kolejna kobieta ktra mnie inspiruje Cz z
  • Jane Fonda jedna z moich ulubionych aktorek i w ogle
  • Udao mi si dokoczy Stranger Things poraz drugi Pierwszy raz
  • Zdecydowanie niedziela a jak niedziela to odcinek przyjaci do kawy
  • Id wita i wtedy czowiek staje si bardziej dobroduszny Moe
  • Brigitte Bardot Niezapomniana ikona Obiekt zachwytw kobiet i mczyzn od
  • Tilda Swinton  kolejna kobieta ktr uwielbiam i niezwykle ceni

Facebook