Składam się z bajek Disneya, dokumentów kryminalnych oglądanych po kryjomu i tych wszystkich filmów, gdzie Julia Roberts lub Mel Gibson zbawiają świat przed zagładą. Wychowałam się w poczuciu, że mój tato o kinie wie wszystko. Albo, że w ogóle zdobył wiedzę całego świata. Uwielbiałam w sposób niezrozumiały obserwować go, gdy oglądał obrady rządu, zalewając go przy tym pytaniami o randomowych polityków.  To wszystko połączone w jedno pudełko Panasonic mocno wpłynęło na moją dorosłą już formę i miłość do popkultury. Myślę, że wtedy zakochałam się w starszych panach i dlatego dziś, zamiast wzdychać do Ryana Goslinga, kocham się raczej w Robercie Redfordzie. Nawet Bradley Cooper jakoś tak korzystniej wygląda, od kiedy nieco się postarzał.

Kobiety znacznie gorzej miały się się na dużym ekranie. Przez lata jako dodatki do kadru, zachowawcze i zatrudnione do leżenia w pościeli. Dlatego jeszcze mocniej do mnie przemawiają postaci stworzone przez Meryl Streep czy Jane Fondę. Pożegnały one podwójne standardy, przebiły szklany sufit i udowodniły, że kobiety jednak głos mają i to nie byle jaki.  Dlatego dziś będzie o kinie. O tym, co warto obejrzeć, do czego wrócić, przeanalizować i odkryć na nowo. 

Pożegnanie z Afryką

O kinie

Wanda, Ameryki to Ty nie odkryłaś. Wszyscy już to widzieliśmy. Okey, ale jest jedna sprawa, którą sobie uświadomiłam całkiem niedawno. Gdy oglądałam ten film lata temu, widziałam w nim po prostu historię miłosną. Dziś widzę piękny film o wolności. Wolności nie w sensie takiej, jaką kojarzymy zazwyczaj. Nie o naszą osobistą przestrzeń, możliwość decydowania, czy swobodnego przemieszczania się po pięknej Afryce chodzi, ale o wolność, którą daje miłość. Miłość dojrzała, taka, która pozwala nam na bycie sobą, która dopełnia, nie jest zaborcza. Kocham Cię, jesteś wolny, więc możesz wyjść przez drzwi mojego domu, kiedy zechcesz, i zawsze te drzwi będą otwarte na Twój powrót. Nie chcę Cię posiadać, a jedynie być obok. I ta miłość będzie trwać, dopóki nie wzbijesz się ponad ziemię w swoją ostatnią podróż po nieboskłonie.

After Life

Ricky Gervais wciela się w postać smutnego wdowca, którego przed popełnieniem samobójstwa ratuje jedynie obowiązek nakarmienia psa. Daje on sobie więc warunek, że gdy nadejdzie kres życia jego przyjaciela, on sam zakończy swój żywot. Przepełniony żalem i goryczą po stracie swojej ukochanej, postanawia być obojętnym i wrednym typem, który udowodni wszystkim, że nie warto być dobrym człowiekiem. Taranuje wszystko i wszystkich na swojej drodze i potrafi zranić nawet upierdliwego dzieciaka ze szkoły, którą codziennie mija. Jego żal podsycają filmiki, które nagrała dla niego, przed śmiercią, jego żona. Każdy dzień to jeden filmik, puszka jedzenia dla psa, spacer z nim i tysiąc zachowań, które odbijają się na jego najbliższych. Ricky Gervais jest KA-PI-TA-LNY w swej roli. Jest on zresztą także reżyserem tego serialu, więc nikogo chyba nie dziwi, że historia ma właśnie taką narrację. After Life to opowieść o pięknej miłości, stracie i próbie poradzenia sobie z ogromną tęsknotą za ukochaną osobą.

Narodziny gwiazdy

Producenci najpierw podarowali nam piękną muzykę, a potem totalnie rozczarowali filmem. Miała być piękna historia miłosna z muzyką w tle, a dostaliśmy tani dramat. Tej historii nie ratuje ani Lady Gaga, ani Bradley Cooper. Oboje grają na najwyższym poziomie i widz jest przekonany o autentyczności chemii między nimi, ale sama opowieść jest płytka i z każdą minutą traci na wartości. W rezultacie mamy film, który może i zaczyna się doskonale, ale na końcu już mało kto pamięta ten zachwyt. Gdyby nieco zmienić historię głównej bohaterki i zrezygnować z całej tej tandety, mielibyśmy przepiękne widowisko o miłości z kapitalną muzyką.

Jane Fonda in Five Acts

Jane Fonda to kobieta, która cholernie mnie inspiruje. Aktorka, aktywistka, matka, żona i to trzykrotnie. Jeśli chcecie wiedzieć, jak wyglądała historia dziewczyny, która z bycia dodatkiem na ekranie stała się pewną siebie feministką, powinniście zalogować się na HBO i obejrzeć ten kilkugodzinny, wspaniały dokument o jej życiu. Jane Fonda opowiada w nim o trudnej relacji ze sławnym ojcem, chorą psychicznie matką, skomplikowanych, ale pięknych małżeństwach i o walce przeciwko wojnie w Wietnamie. Dlaczego właśnie ona? Bo nigdy się nie poddała.

Instagram

  • Dla mnie Mody papie to przede wszystkim dwie wietne role
  • Dale Cooper  Harry STruman    dalecooper twinpeaks
  • Kobieta artystka poetka ikona   pattismith girlssupportgirls rocknroll strongwoman
  • Z Tob mog mwi swobodniej ni z kimkolwiek bo nikt
  • Czasem sysz e feminizm jest zbdny w dzisiejszych czasach e
  • Jak tam sytuacja? Mona ju spoilerowa?    strangerthings
  •   strangerthings eleven matylda leonzawodowiec popculture
  • Tak si zastanawiaam czy nowym Bondem powinna zosta kobieta Lubi