Serial  1983, czyli jak nie zrozumiałam konwencji Agnieszki Holland

Serial 1983, czyli jak nie zrozumiałam konwencji Agnieszki Holland

Jeśli zastanawiacie się, jak powstawała pierwsza polska produkcja dla Netflixa, a chodzi dokładnie o serial 1983, to ja wyjaśnię. Oto przykładowa rozmowa pomiędzy twórcami:

– Halo. Pani Agnieszka? Mamy zielone światło na ten pani serial 1983. Co robimy? 

–  Chcę Roberta Więckiewicza do głównej roli i tego boskiego blond chłopca.

– Ale Pani Agnieszko! Przecież nie mamy tyle kasy. Nie wystarczy nam.

– Jeszcze tego Marcina Bosaka proszę mi wcisnąć do jakiegoś epizodu.

– Jak sobie Pani życzy. Obetnę budżet na światło i się jakoś zmieścimy!

– Tylko dialogi po angielsku napiszcie. Niech będzie światowo. Polacy i tak nie zrozumieją.

Wiemy już jak to się zaczęło. Możemy kontynuować recenzję.

Mamy rok 2003, a w Polsce trwa zimna wojna. Nie ma mowy o upadku komunizmu, Solidarności czy Lechu Wałęsie. Nie ma strajków, stoczniowców ani kartek na mięso. Panuje za to idylla, którą skrzętnie kontrolują politycy na najwyższych szczeblach. Tworzą fałszywą historię o swoim heroizmie i na jej podstawie wytwarzają – niczym w fabryce – młodych idealistów. Wierzących w nieomylność i prawość partii.

Nie ma opcji, że coś takiego się uda. Młody student prawa Kajetan Skowron zostaje nakierowany na wielką państwową tajemnicę i choć jest cudownym dzieckiem systemu, budzi się w nim wątpliwość we własne przekonania.

Serial 1983 i niewykorzystany potencjał aktorski

W tej roli mamy Maćka Musiała i ja sama mam trochę problem z tym chłopakiem. Niby trudno się traktuje poważnie kogoś, kto cierpi na wieczny #babyface, ale ja zawsze przymykam oko na jego grę aktorską i z niewytłumaczalnych powodów, lubię nawet na niego popatrzeć. Jego uroda jakoś pasowała mi do konwencji niewinnego i niczego nieświadomego chłopca.

Nie ma opcji, żeby twórcy nie osadzili w jakiejś roli Zofii Wichłacz. Ta dziewczyna ma dziki okres w swojej karierze. Mam nadzieję, że codziennie dzwoni do Jasia Komasy z podziękowaniami za Biedronkę z Miasta 44. Jednak jej postać jest tak nudna i bezpłciowa, że tłumaczy ją tylko jedno. Jest dzieckiem poważnego polityka. Na jej miejscu też bym wolała być trochę tępa.

Filmweb

Robert Więckiewicz też mnie nie przekonał. Jego postać niby wydaje się posiadać jakiś kręgosłup moralny. Niby widzi co się wokół dzieje i dąży do prawdy, ale kariera też jest  dla niego ważna. Żaden tam złożony konflikt bohatera. Trochę nabroi, trochę pomoże. Makaronu u chińczyków zje.

Rola Edyty Olszówki też nie zachwyca. Właściwie to jakby usunęli sceny z jej udziałem, to nic by się w serialu nie zmieniło. To wcale nie jest zła aktorka, podobnie zresztą jak Robert Więckiewicz, czy Zofia Wichłacz. Niestety winni są tutaj scenarzyści. Nie zaoferowali oni aktorom zbyt wiele. Niby każda postać jest złożona i ma własną tajemnicę, ale że trzeba się zmieścić w 8 odcinkach, to nikt nie miał zamiaru tego rozwijać.

Szkoda mi Andrzeja Chyry, Agnieszki Żulewskiej czy Ewy Błaszczyk. Potencjał nie został wykorzystany. Ich drugoplanowe postaci mogłyby mocniej namieszać i zespoić w całość ten scenariusz.

Jest jeden pozytywny aspekt. Ogromnie się ucieszyłam widząc Mateusza Kościukiewicza na ekranie. Rzadko się go ostatnio widuje, a to jeden z lepszych aktorów młodego pokolenia.

Serial 1983 i zmarnowany scenariusz

Orwell’owska wizja świata to jeden z najbardziej kuszących tematów ostatnich czasów. Cała ta polityczna propaganda w serialu przypomina wspaniałomyślne nagłówki z TVP. Więc kiedy nasz kraj wstaje z kolan, serial 1983 jest niezwykle atrakcyjną pozycją dla całego świata. Ten scenariusz serio jest dobry. Wkręciłam się w wątek kryminalny i tylko dlatego dotrwałam do końca serialu. No dobra, jeszcze dlatego, że rzucono mi rękawice i wyzwanie przyjęłam. Jednak realizacja tej historii daje wiele do życzenia i niestety pada ona jak wizerunek Norbiego.

Chciałabym powiedzieć, że warto obejrzeć dla samego głównego wątku, ale zakończenie jest zwyczajną furtką do ewentualnego drugiego sezonu i można to oglądać tylko wtedy, gdy ktoś nakręci dużo lepszą kontynuację. Przy okazji rozwinie postaci i wyjaśni sezon pierwszy.

Czas na Lekką Brygadę.

Cytując Asię Kołaczkowską: Co to kurna było?

Dlaczego polscy scenarzyści nie używają światła i kolorów?

Tam jest ciemno jak w głowie celebrytek. Serio. Nawet jak ktoś umiera w więzieniu czy bunkrze, to fajnie by było zobaczyć, kto akurat zakończył swój żywot. Jednak twórcy nie mieli w planach używać, jakiegokolwiek światła, bo wszystko poszło na gażę Więckiewicza. Zresztą to już wiecie. Mogliby, chociaż użyć jakiejś latarki z telefonu, gdy panowie polityce spacerują po polanie. Jednak uznano, że klimat wszechobecnego smutku odzwierciedli nastroje społeczne Polaków. Może w drugim sezonie nieznany bohater uratuje z ucisku nasz kraj. Wtedy niebo stanie się niebieskie, a trawa na polanie w końcu będzie zielona.

Jest plus tej ciemności. Niewiele było widać podczas sceny seksu Zofii Wichłacz i Maćka Musiała. Przecież tego nie można potem odzobaczyć. Pani Agnieszko, Pani trochę przesadziła.

Serial 1983 i dialogi na opak

Według informacji dialogi były napisane po angielsku, a następnie przetłumaczone na polskie. Tak naprawdę to są świetne, błyskotliwe i pełne ironii, ale my nie rozumiemy. Nie przypominam sobie, żeby twórcy Dark czy Dom z papieru tak uczynili. Polscy twórcy zachowali się jak polska reprezentacja. Niby jesteśmy na jednym boisku z Hiszpanią i Niemcami, ale jednak nasze kompleksy dają za wygraną i sami strzelamy sobie samobója.

Trudno.

Zawsze jestem za polskimi produkcjami. Bronię polskiego kina od dawna i zawsze staram się wyciągać pozytywy z naszych rodzimych dzieł. Jeśli można to jakoś podsumować w kilku słowach, to powiem tak:

Historia jest ciekawa. Aktorski Monolog Konrada z III części Dziadów Adama Mickiewicza podczas jednej ze scen to kapitalna wstawka. Jeśli zobaczy to X osób na świecie, to świetnie. Realizacja jednak wypada słabo. Nie jest to może tragedia, choć pewnie mówię to z niepohamowanej chęci i potrzeby polskiego sukcesu. Może następnym razem? Oby tylko znowu nie obsadzili Roberta Więckiewicza. 

Filmy doskonałe, czyli do czego warto wrócić jesienią

Filmy doskonałe, czyli do czego warto wrócić jesienią

Są takie filmy, których nie obejrzymy drugi raz. Mam tak z Lotem nad kukułczym gniazdem (bo ryje banie zbyt mocno) lub z Zieloną Milą. Tego filmu nie lubię i chyba jestem w mniejszości. Lubię za to wracać do Skazanego na Shawshank, czy zrobić sobie seans z Harrym Potterem. Jednak nie tym razem. Skazanego opisali już chyba wszyscy, a z Harrym zeszło by jakieś sto lat. Dzisiaj zrobiłam listę z filmami dla Was. Filmy, które uwielbiam i co jakiś czas do nich wracam, bo zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Sama mam w planach nadrobić wszystkie te pozycje tej jesieni. Dziecko Rosemary już za mną.

Deszczowa piosenka

Muszę się przyznać, że Deszczową piosenkę obejrzałam dopiero 4 lata temu. Wszyscy znani mi ludzie o dobrym guście filmowym mówili mi: Musisz to obejrzeć. Musisz. Musisz. Musisz. Więc oczywiście tego nie robiłam. Potem dołączyłam do klubu filmowego w moim mieście i wstyd trochę przed Ryśkiem był. Więc obejrzałam. I przepadłam. Uwielbiam! Gene Kelly na ekranie jest doskonały. Największy musical w dziejach kina – to jeden z komentarzy na Filmwebie. W Deszczowej Piosence udało się wszystko. Aktorstwo, muzyka, taniec i świetna historia. To jest tak dobre, że nie możesz doczekać się finału (bo to serio jest dobry scenariusz) i jednocześnie chcesz, by ten film nigdy się nie skończył. Niech Debbie Reynolds, Donald O’Connor i Gene Kelly tańczą bez końca. Klasa. No i kultowa scena w deszczu:

Dziecko Rosemary

Czytałam kiedyś, że Roman Polański przyjaźnił się w latach 60 z gościem, który zajmował się kościołem satanistycznym. Zainspirowany jego działaniami stworzył Dziecko Rosemary, a ów znajomy wystąpił w filmie w roli samego szatana. Czy tak było? Nie wiem. Może ktoś z Was wie? Nigdy bym nie powiedziała, że horror może być filmem doskonałym, ale Dziecko Rosemary takie jest. Wszystko dzięki wspaniałej Mii Farrow. Jej wygląd, spojrzenie i głos robią robotę. John Cassavetes pozostaje w jej cieniu, nawet gdy jest na ekranie. Roman Polański ma niezwykły talent. Jest ambitny i inni reżyserowie powinni się od niego uczyć.

Estetyczny horror brzmi trochę jak oksymoron, ale to całkiem inne kino, niż to współczesne. Piękne. Wersji z 2014 roku nie widziałam, ale chyba z ciekawości nadrobię. Na uwagę zasługuje także Team Ruth Gordon i Sidney Blackmer w rolach ekscentrycznych sąsiadów. To jeden z tych filmów, do których wracam z największą przyjemnością. Coś jeszcze? Oczywiście muzyka. Nie są to może melodie do słuchania wieczorową porą, ale wystarczy obejrzeć końcową scenę, gdy Rosemary idzie  z nożem do swoich sąsiadów. Dźwięki są dobrane z największą starannością.

Filmy

Nic do stracenia

Historia jest prosta. Nick Beam odkrywa, że jego ukochana żona zdradza go z jego szefem. Wkurzony wychodzi z domu, by się na nim odegrać. Chce go zniszczyć. Za wszelką cenę. Na jego drodze pojawia się drobny chuligan Terrance Paul Davidson. To jest cena Nicka, jaką musi zapłacić, by osiągnąć zamierzony cel. Znosić towarzystwo tego rzezimieszka. Choć oboje chcą pozbyć się siebie nawzajem, to los ciągle ich ze sobą splata. Dzięki temu możemy przez dwie godziny umierać ze śmiechu. W głównych rolach Tim Robbins oraz Martin Lawrence. Steve Oedekerk zrobił komedię, która w żadnym momencie nie jest żenująco głupia. To najlepsza komedia, jaką widziałam w życiu.

Filmy

Lęk Pierwotny

Richard Gere i Edward Norton w duecie. Wzięty prawnik i ministrant, który zostaje oskarżony o zamordowanie arcybiskupa. Sala sądowa, poszukiwanie dowodów i rozmowy w celi. Niby nic nowego, ale jednak coś. Ten duet to wiarygodne widowisko. Szczególnie na pochwały zasługuje młody Edward Norton. Już tym filmem pokazał, że będzie idealnym kandydatem do filmu Fight Club. Zresztą zdobyty Złoty Glob i nominacja do Oscara mówią same za siebie. Richard Gere wcale nie jest gorszy. Tylko z tym aktorem mam trochę problem. Potrafi zagrać doskonałe role, a czasami wybiera takie szmiry. Aktorstwo to najwyraźniej ciężki chleb. Wracając do Lęku Pierwotnego, to warto. Finał jest bardzo mocny. Czy Edward Norton zabił? Czy był ktoś drugi? Martin Vail wierzy w niewinność swojego klienta. Dokąd ich to zaprowadzi?

Wszystko za życie

Są takie filmy, do których nie można nie wracać. Tak jest z Into the Wild. Ten film jest tak dobry, ponieważ Christopher McCandless istniał na prawdę. Jego podróż na Alaskę wydarzyła się na prawdę i jego historia do dziś inspiruje wielu ludzi. Ten dreszczyk emocji jest dla nich jak narkotyk. Podążają za tym pragnieniem, bez względu na konsekwencje. Christopher McCandless miał pozornie wszystko. Dobry dom, pieniądze i wykształcenie. Zapewnioną przyszłość przez swoich ambitnych rodziców. Zamiast żyć w poczuciu bezpieczeństwa i dostatku, rzucił wszystko i wyruszył w podróż marzeń. Na Alaskę. Sean Penn jako reżyser zrobił coś niesamowitego. Jego film jest wrażliwy, piękny i lekki. Emile Hirsch nie został dłużny. Zagrał tę rolę kapitalnie. W końcu Eddie Vedder odpowiedzialny za muzykę. Dodał wisienkę na tort i dopełnił tym cały film. Nie wyobrażam sobie, żeby ktokolwiek inny robił muzykę do tego filmu. Filmy drogi to jeden z najlepszych gatunków filmowych!

Nebraska

Kolejny film drogi. Zgoła inny od Wszystko za życie. Woody Grant dowiaduje się, że wygrał milion na loterii. Musi wyruszyć w podróż, aby odebrać nagrodę. Nie pomaga fakt, że jego rodzina ma go za ofermę i pijaka. Jednak ten podstarzały pijaczek zabiera syna i rozpoczyna się ich przygoda. Film jest utrzymany w czarno białej tonacji, choć jest z 2013 roku. Co do aktorstwa, to Bruce Dern to geniusz! Jego gra aktorska jest leciutka jak piórko. No i przecudowna June Squibb jako żona Granta. Wspaniali staruszkowie. Uwielbiam ich. Takie filmy są idealne na jesienne wieczory.

Spotlight

Jeden z moich ulubionych filmów. Gdy obejrzałam go pierwszy raz, to zaraz obejrzałam znowu, a na drugi dzień…znowu. Dość świeży, bo z 2015 roku. W skrócie: Afera pedofilska w Kościele rzymskokatolickim w Bostonie. Grupa dziennikarzy trafia na trop i wierci dziurę w brzuchu panom w sutannach. O tym filmie słyszałam już różne rzeczy. Jedni mówili, że to sprawka Żydów. Nawet to, że dostał Oscara, to sprawka oczywiście żydowska. Zostałam też nazwana lewaczką, gdy opowiadałam o tym filmie jednemu panu. Ciekawa jestem, co będę mówić o Wojtku Smarzowskim i jego filmie Kler.

Spotlight jednak nie żerował na kontrowersji. Był temat, a Tom McCarthy to wykorzystał. Ten film to pokaz prawdziwej pracy dziennikarskiej, o którą coraz trudniej w dzisiejszych czasach. Może nie ma tam dziennikarzy, którzy są zastraszani i boją się o własne życie. Nie ma też wielkich akcji czy ucieczek. Film jest dość jednoliniowy. Bohaterowie głównie siedzą za biurkiem i poszukują informacji, ale to naprawdę kawałek dobrego kina dziennikarskiego. No i gwiazdorska obsada. Rachel McAdams, Michael Keaton, John Slattery, Stanley Tucci i najlepszy na świecie Mark Ruffalo. Takie filmy posiadają bohatera zbiorowego i Ci aktorzy byli tego świadomi. Nikt nie wyszedł przed szereg. Nikt nie próbował zabłysnąć na tle innych. Dzięki temu ten film jest tak dobry. W ogóle to zabawne, że ktoś potrafi oskarżyć kogoś o lewactwo, czy o żydostwo, kiedy ta historia wydarzyła się naprawdę i jest faktem. McCarthy tylko nakręcił o tym film. Ktoś to wyjaśni?

Jakie są Wasze propozycje? Jakie filmy polecicie do obejrzenia jesienią?

 

Jeżeli podobał CI się wpis Filmy doskonałe, czyli do czego warto wrócić jesienią, to zapraszam Cię tutaj:

 

Netflix – seriale które warto zobaczyć

 

Źródło zdjęć: Filmweb.pl

Co sprawia, że serial Love jest najlepszy?

Co sprawia, że serial Love jest najlepszy?

Chciałabym powiedzieć, że to Dawid Podsiadło polecił mi serial Love, ale tak naprawdę to stalkuję go na instagramie i on całemu światu o tym serialu opowiedział. 

Co takiego ma w sobie serial Love?

Gus i Mickey to połączenie dwóch skrajności. Gus to facet który ma problem  z tym, że chce uszczęśliwić cały świat, Mickey zaś pije wódę w opór i rozwala ludziom wszystkie imprezy. Oboje nie mają szczęścia w miłości, dopóki nie spotykają się przypadkiem na stacji benzynowej.

On wygląda jak król nerdów, ona jako strój wieczorowy wybiera strój kąpielowy.

Dlaczego więc to ma się w ogóle udać?

Autentyczność tych postaci aż razi w oczy. To nie jest  smutny serial o problemach.  To petarda miłości! 

Love jest o nas

Jesteśmy pokoleniem milenialsów. Lubimy freelancerke, koktajle z jarmużu i chcemy mieć zdanie na każdy temat. Jesteśmy zagubieni pomiędzy tym, co mamy a tym, czego chcemy. Analizujemy wszystkie wartości na nowo.

Głośno mówimy o uczuciach i boimy się miłości jak nigdy wcześniej.

Mickey i Gus-Gus też się boją. Dlatego wszyscy im kibicują.

Miłość w czasach popkultury

Gus pracuje na planie serialu o wiedźmach z przedmieścia. Na kolanie pisze własne scenariusze i marzy o wielkiej karierze reżysera. Po godzinach układa ze znajomymi utwory o filmach.

Piosenkę o Gran Torino? Proszę bardzo!

Mickey jeździ mercedesem, pracuje w radio i nosi stylówki, jakby była dziewczyną z tumblra.

Najlepsze jednak jest to, jak oni tańczą! Gus to mistrz parkietu! Istny król!

Fuck Fuck Fuck i Uber, czyli najczęściej rzucane hasła w serialu

  • Fuck
  • What The Fuck
  • Fuck You
  • Nice to meet you
  • Uber

Słowo Fuck pada tak często, jakby ten serial kręcił sam Quentin Tarantino.

Dlaczego więc Love?

Bo miło jest popatrzeć na ludzi, którzy walczą o miłość. Nie odchodzą gdy pojawia się pierwszy problem. Może i drą się i klną na potęgę, ale przynajmniej nie uciekają. Dodatkowo mają świetnych przyjaciół. Chodzą słuchy, że wszyscy kochają Bertie z Australii.

serial loveserial love

Serial Love

Love ponieważ przez wszystkie odcinki pojawiała się w mojej głowie jedna myśl:

Znam to! Znam to. Znam to. To ja, to ja to ja!

Dajcie znać, czy oglądaliście, albo czy będziecie oglądać. Serio, to nie jest taka ckliwa bajka o miłości. Żaden facet nie będzie wychodził 35 raz naprawić zlew podczas seansu.


Może widzieliście już Love i szukacie nowego serialu? Zajrzyjcie koniecznie do moich propozycji. O tutaj —>

Netflix – seriale które warto zobaczyć

Fot: Filmweb

Netflix – seriale które warto zobaczyć

Netflix – seriale które warto zobaczyć

Gdy aktywujesz konto na Netflixie, to tak jakbyś trochę pożegnał się z życiem towarzyskim. Od tej chwili wystarczy CI już tylko kołderka, popcorn i seriale. Super, jeśli ktoś będzie obok, ale jak będziesz sam, to też nic się nie stanie…Netflix  wszystko Ci wynagrodzi. 

 

Co takiego oferuje Netflix?

 

 Dom z papieru

Dom z papieru

Grupa przestępców pod przywództwem Profesora napada na hiszpańską mennicę. Są przekonani, że ich plan jest doskonały.

Czy można jednak bez końca manipulować policją? Czy przebywanie z zakładnikami przez tak długi czas jest bezpieczne? Co z syndromem Sztokholmskim?

Jednym z fajniejszych zabiegów reżysera było nazwanie bohaterów nazwami miast. Berlin idealnie odzwierciedla osobowość swojego bohatera. Serial czasem trąci absurdem, ale wszystko jest tak świetną historią, że trzeba obejrzeć to widowisko do ostatniego odcinka. Sceny z Nairobi to majstersztyk…a wszystko to schowane pod maskami Salvadora Dalego.

Nairobi “Alegría, fiesta e ilusión”

 

Stranger Things

Netflix Stranger Things

Są lata 80. Nie ma komputerów ani smartfonów. Gdy wyjdziesz z domu, rodzic nie ma jak Cię namierzyć. Gdy znikniesz, nikt nie odpali aplikacji lokalizującej swoje dziecko.

W małym miasteczku ginie chłopiec. Will. Swoje prywatne śledztwo prowadzą przyjaciele Willa, jego matka oraz Komendant Jim Hopper.

Bracia Duffer w Stranger Things oddali hołd latom osiemdziesiątym. Czerpią z filmów Spielberga czy Kinga. Jednak coś innego czyni ten serial wyjątkowym. To hołd oddany wszystkim nerdom tego świata. Każdy uczeń, który choć raz był zamknięty w szkolnej szafce – może poczuć się wyjątkowo.

Niewątpliwym atutem serialu jest pewna młoda dama. Zakochacie się w niej na amen i obejrzycie Strangersów w dwa dni. Mówiłam już, że Netflix i kołderka wystarczą?

 

American Crime Story

Ameryka to wytwórnia popkultury. Opowiadają historie morderców jak bajki o superbohaterach.

Proces stulecia O.J. Simpsona to m.in. najdłuższa reklama samochodu w historii. Policyjny pościg Forda Bronco oglądali wszyscy mieszkańcy Ameryki, choć była to bardziej eskorta, niż pościg. Proces sądowy, który trwał ponad rok. Ciekawostka: Prawnikiem O.J. Simpsona był ojciec Kim Kardashian.

Czy można zbudować obronę na oskarżeniach o rasizm i dzięki temu wygrać?

 

Manhunt; Unabomber

Netflix

Ted Kaczynski

Seryjny morderca

Idealista

Wróg technologi

Przyjaciel natury

Samotnik

Zabijał ludzi za pomocą ręcznie wytwarzanych bomb. Nieuchwytny przez lata. Schwytany za pomocą analizy własnych listów. Złapany przez Fitzgeralda. Człowieka, który uwierzył w słowa.

Paul Bettany jako Ted Kaczynski jest niezwykle przekonywujący. Scena, gdy tańczy na deszczu w lesie – uwielbiam.

Najgorsze jest jednak to, że teorie i poglądy Kaczynskiego nie są tak głupie, jakby się chciało. Choć skonstruowane w głowie seryjnego mordercy – mają sens.

Zwykły obywatel będzie kontrolował tylko własne urządzenia: samochód czy komputer. Natomiast nadzór wielkich systemów będzie należał do wąskiej elity, jak dziś, ale przy dwóch wielkich znamiennych różnicach: 1/ Dzięki lepszej technologii elity będą miały większą kontrolę nad masami; 2/ Praca ludzka nie będzie więcej konieczna i masy staną się pustym ciężarem dla systemu. Jeśli elity będą okrutne, to doprowadzą do eliminacji zbędnej ludności przez redukcję urodzin przy pomocy propagandy i środków biologicznych. Może się zdarzyć, że elita będzie miała miękkie serce liberałów. W takim przypadku zatroszczy się o potrzeby fizyczne mas i zdrowe hobby dla każdego, ale życie stanie się tak bezcelowe, że ludzkie istoty dopadną do poziomu udomowionych zwierząt.

Telefonistki

NETFLIX

Kochałaś za młodu Zbuntowanego Anioła? Lubisz historie pełne intryg? Telefonistki są dla Ciebie.

Cztery przepiękne kobiety.

Intrygi, ale nie tylko. Serial dzieje się w latach dwudziestych, kiedy kobiety nie miały zbyt wielu praw.

Mąż Cię bije? Jeśli to zgłosisz na policję bez posiadania świadka – pójdziesz do więzienia.

Jak w takim razie odnaleźć wolność? Te cztery kobiety może różnie rozumieją to pojęcie, ale z taką samą upartością o nią walczą

Dark

netflix

Co właściwie wiemy o czasie?

Czy to co na nas czeka, już przeżyliśmy? Czas to podróż? Czy nas los jest przesądzony z góry, czy jednak jesteśmy panami swojego losu?

W niemieckim miasteczku giną dzieci. Pewien mężczyzna popełnia samobójstwo. Co wspólnego ze sobą mają te wydarzenia? Co skrywa ciemna jaskinia? Co w tym wszystkim robi Jonas? Nie da się chyba tego serialu obejrzeć tylko raz.

Niemiecki „odpowiednik” Stranger Things. Choć im dalej, tym mniej Strangersów, a więcej Darka. Przede wszystkim wspaniała zagadka i przecudowna muzyka.

„Różnica między przeszłością, teraźniejszością i przyszłością jest tylko uparcie obecną iluzją” – Albert Einstein.

Peaky Blinders

Netflix

Koniec pierwszej wojny światowej. Tommy wraca do domu i robi wszystko, by się wzbogacić i obronić swoją rodzinę. Niekoniecznie w legalny sposób. Wszyscy go kochają i nienawidzą jednocześnie. Tommy traktuje życie jak grę w szachy. Jest zawsze trzy kroki do przodu.

Zaraz po Stranger Things to najlepszy serial na Netflixie. Bijatyki, wyścigi konne, alkohol, handel i piękne kobiety. Dobre męskie kino. Charakterystyka postaci wyśmienita i znów – muzyka doskonała. Ciotka Pola jest sztos babka!

4 sezony dobrego kina.

BroadChurch

netflix

To klasyczna historia. Detektywi próbują rozwikłać zagadkę morderstwa małego chłopca. Wszystko dzieje się oczywiście w miasteczku, w którym takie coś nigdy się nie zdarza. Jak zareagują mieszkańcy, gdy ich spokój i poczucie bezpieczeństwa zniknie?

Kto zabił?

Ojciec? Ksiądz? Właściciel małego sklepu, czy może najbliższy przyjaciel rodziny? Może to był ktoś z zewnątrz?

David Tennant jest dobry. Olivia Colman nieco wkurzająca, ale nadal zgrywa się z Davidem. Dobrze napisany kryminał z ciekawym zakończeniem. Kto tęskni za klasycznymi kryminałami? Ręka w górę!

 

Które seriali z powyższej listy oglądacie? Może macie coś równie dobrego do polecenia? Ja w kolejce mam Orange is the new Black,  Ania, nie Anna, The End Of The F***ing world i Anihilację (1 odcinek za mną). Netflix to wylęgarnia seriali i serio można umrzeć przez nich towarzysko…no ale jak przyjdzie deszcz, to będzie co robić.

Już niedługo druga część: Netflix i filmy!

Fotki i plakty zabrałam z pinteresta.

 

Dlaczego Czesi mają w dupie konwenanse i kręcą dobre filmy? Czeskie kino w romantycznym wydaniu

Dlaczego Czesi mają w dupie konwenanse i kręcą dobre filmy? Czeskie kino w romantycznym wydaniu

Czeskie kino otworzyło mi oczy na polską nieudolność. Niby jesteśmy dobrzy w patetyczne filmy historyczne, ale za grosz nie umiemy robić komedii romantycznych. Jesteśmy zapatrzeni w Amerykę i gdybyśmy mogli, odwzorowalibyśmy od nich niemal wszystko. Począwszy od programów rozrywkowych typu talent show, kończąc na komediach romantycznych. Cała popkultura z zachodu, dzień dobry globalizacjo.

Gdybyśmy mieli tylko fundusze na blokbastery typu Avengers, na pewno byśmy je skopiowali kropa w kropę. W zasadzie dobrze robimy, gdy nie możemy, Polska uciśniona to najlepsza Polska, jaka nam się trafia. Gdy niemożliwością jest stworzenie polskiego filmu Sci-Fi, Allegro tworzy wraz z Tomaszem Bagińskim fantastyczne krótkie metraże o polskich legendach. Smoki nie są z tektury, czary i mrok nie są z Ameryki, istne cudo. Czyli, że potrafimy. Nie wspominając już nawet o Sekmisji. Do dziś zastanawiam się jak to możliwe, że Juliusz Machulski w takich czasach nagrał tak niesamowity film, jeśli chodzi o scenerie i wykonanie. Może ktoś wie i wyjaśni mi to zjawisko?

Przyznam się, że do dziś nawet mi to nie przeszkadzało. Nikt nie wymaga od komedii romantycznych przecież jakiś wielkich fanfarów, ale to, co robią Czesi w filmie „Wszystko albo nic” to istna paranoja. Paranoja według przeciętnego Polaka. „Wszystko albo nic” to czeska produkcja, która zachwyciła mnie swoją niesztampowością. No bo kto by myślał, że w filmach w ogóle można palić papierosy. Przecież to nie po bożemu. Dajcie spokój, tak propagować palenie papierosów? No w filmie historycznym owszem, ale tak w komedii romantycznej? Nie ma mowy! Dopiszcie do tego całą gamę przekleństw, rozmowy o seksie i parę gejów. Na dodatek do jednego z nich główne bohaterki zwracają się per PEDZIO i totalnie nikt tam się nie obraża. Śmiechom i chichom nie ma końca. Heloł? Czy ktoś już wezwał komisję od etyki?

Żeby nie było tak łatwo, w filmie także nabijają się z „wegechuji” i to jest totalnie pokręcone. Ostatnio oglądałam polską komedię z Anną Dereszowską w roli głównej, która robiła ciasto z buraka, a na pocieszenie dała swojej porzuconej przyjaciółce sok z jarmużu i selera. Czy to nie jest trochę pretensjonalne? Ja wiem, że kino musi iść z duchem czasu, a już na pewno komedie romantyczne, ale bez przesady. Nie jesteśmy przecież idiotami. Na pocieszenie Bridget Jones jadła pudło lodów i siedziała rozczochrana w czerwonej antyseksownej piżamie, a nie piła koktajl z jarmużu. Dokąd to zmierza? Serio ktoś je jarmuż na pocieszenie?

Nie mam nic do jarmużu, ale powinniśmy pokazywać w filmach prawdę

Czesi kręcą filmy, jakby w ogóle nie zwracali uwagi na otaczającą ich rzeczywistość. Mają w dupie poprawność. Może to nie jest jakaś wysokich lotów produkcja, ale umówmy się, człowiek się na niej na zmianę ŚMIEJE i PŁACZE! Kumacie to? Kto z Was ostatni raz płakał na komedii romantycznej w wykonaniu Polaków (mówimy o kinie współczesnym)? Nie chcę być wredna, kocham polskie kino, nawet kiedyś pisałam o tym wpis na blogu, ale ostatnio jakby ta miłość lekko osłabła. Jest we mnie jakaś złość, że nie mamy w sobie takiej buńczuczności jak Czesi. Robimy kino poprawne, a to jest za mało.

Jest taki cykl reportaży na filmwebie, w którym ludzie kina wypowiadają się na temat swojego gustu. Kiedyś Sebastian Fabijański wypowiedział bardzo ładne zdanie, z którym się mocno utożsamiam. Stwierdził, że Polacy nie opowiadają ciekawych fabuł, które by były zwyczajnie wymyślone. Historię polską opowiadamy fantastycznie, ale wciąż nikt nie wymyśla ciekawych scenariuszy, tak jak robią to np. Anglicy. Jeśli coś robimy, to zaraz się okazuje, że w zasadzie jest to zapożyczone. No dobra, Smarzowski jest genialny, ale to jednak wciąż jest malutko.

Czesi udowadniają, że można pieprzyć wszystkie kanony i robić to, co się chce. Nie musi być sterylnie. Smarzowski to wie i Czesi to wiedzą. Czas chyba wyciągnąć kija? Czy nie? Jeżeli nie lubicie komedii romantycznych, to polecam jeszcze jeden film, który wyrywa z butów – Czeski sen. Jeśli się skusicie i obejrzycie to arcydzieło, to koniecznie dajcie znać, czy się ze mną zgadzacie. Bandiczki to są niezłe świry i coś czuję, że mogłabym się tam przeprowadzić. Gdybym była facetem, zapuściłabym wąsa i nosiła sweter z krecikiem. Życie byłoby od razu ciekawsze i nie wiałoby taką poprawną nudą. Film także szczerze polecam. Naprawdę śmiałam się i płakałam na zmianę, nie przeszkadzał mi nawet polski dubbing ani piosenki Ewy Farny, a to już naprawdę sukces! Chciałabym, żeby Polacy także kręcili właśnie takie komedie romantyczne.

Gdyby jednak Polacy nie chcieli nic zmienić, pozostaje mi czeskie kino, więc można spać spokojnie.

Dzikie plenery łagodzą rzeź. Recenzja Watahy – sezon 2

Dzikie plenery łagodzą rzeź. Recenzja Watahy – sezon 2

Doszły mnie słuchy, że niejedna pochlebna przedpremierowa recenzja Watahy to bujda na resorach i wszystko było kupione pod promocję serialu. Czekałam na kontynację pierwszego sezonu, który był przecież doskonały i modliłam się, by HBO zechciało wyprodukować drugi. Niby furtka w zakończeniu została i dawała nadzieję, jednak wiadomo nie od dziś, producenci lubią uśmiercać bohaterów, bezlitośnie urywając niedokończone wątki. Na szczęście HBO nie zrezygnowało z kontynuacji Watahy i 15 października mieliśmy premierę nowego sezonu. Z tej okazji producenci wypuścili w prezencie aż dwa odcinki. Jakoś nie chciało mi się wierzyć w tę teorię. Wcale, a wcale. Obejrzałam i postanowiłam wyrazić swoją opinię.

Zanim jednak zaczniemy, muszę wspomnieć o mojej słabości do odtwórcy głównej roli – Leszka Lichoty. Uwielbiam tego aktora i niestety to sprawi, że moja recenzja Watahy nie do końca będzie obiektywna.

Wspólny wróg zjednoczy bohaterów.

Przede wszystkim, udany przeskok w czasie. Producenci zabierają nas w to samo miejsce, jednak z różnicą 4 lat w przód. Przez dwa odcinki Watahy możemy dowiedzieć się, co działo się przez te wszystkie lata, choć najmroczniejsze tajemnice dopiero wyjdą na powierzchnię. Wszyscy bohaterowie znowu w jednym miejscu, jednak każdy odmieniony. Na przód wyłaniają się dwie mocne postaci, Wiktor Rebrow oraz Prokurator Iga Dobosz. To między nimi rozgrywa się główna akcja w drugim sezonie. Choć w pierwszym jedno zaganiało drugie do lasu, to w obliczu nowych wydarzeń, mogą stać się oni sprzymierzeńcami, jeśli tylko dostrzegą, że ich wróg, to wspólny wróg.

“Nie jest przypadkiem, że ten drugi sezon kręciliśmy zimą, ona doskonale odzwierciedla stan ducha bohaterów. Mieliśmy szczęście, że w tym roku w Bieszczadach zima zaczęła się od razu, jak zaczęliśmy zdjęcia. Ona czasami nas przerosła, czasami narzuciła rytm i tempo pracy, czasami musieliśmy uznać jej wyższość. Wszystko to sprawiło, że efekt na ekranie jest jeszcze bardziej interesujący. Zawsze krew wygląda lepiej na śniegu niż na błocie”

Leszek Lichota

Dwa premierowe odcinki Watahy to doskonały prolog nowego sezonu. HBO postanowiło tym razem zająć się tematem imigrantów i uchodźców. Może to budzić lekkie kontrowersje, a co za tym idzie, jest to świetna promocja dla serialu. Jednak uważam, że nie było to podyktowane chęcią wywołania sztucznej i gorączkowej dyskusji w społeczeństwie. Raczej jestem skłonna stwierdzić, że akurat ten temat osadzony w realiach pracy straży granicznej jest jak najbardziej słuszny i bezpretensjonalny. Nie wiem, w jakim dokładnie kierunku pójdą scenarzyści, ale jestem pewna, że doskonale pogodzą wątki z obu sezonów. Nie bez powodu Wiktor Rebrow buja się przez 4 lata po lesie w ukryciu, żeby teraz odszedł w zapomnienie.

Do wyjaśnienia jest także historia „Grzywy” i te dwa odcinki, już pokazały, że w tym wątku będzie się działo bardzo dużo. Na szczególną uwagę zasługują nieokiełznane Bieszczady. Scenarzyści zbudowali mroczny i ciężki klimat, a plenerowe przerywniki to dla tego mroku świetny kontrast. Dzięki temu widz nie odczuwa zmęczenia i z przyjemnością śledzi losy bohaterów. Ja się w tych zdjęciach zakochałam.

„To jest polski serial, a wygląda, jak z bardzo daleka i to jest wielki komplement. Petarda światowej jakości. Nie ma się do czego przyczepić. Rzecz zrobiona bezbłędnie, z szacunkiem dla widza, który ma ogromną skalę porównawczą i byle chłamu nie lubi”

Karolina Korwin-Piotrowska

Z całą pewnością Polacy zrobili ten serial bezkompleksowo i nie widzę tu ani jednego powodu, aby uznać, że przedpremierowe recenzje były kupione.Ten serial to dowód, na to, że jeśli tylko ktoś podsunie naszym aktorom dobry scenariusz, to nie ma mowy o porażce na ekranie. Nowy sezon Watahy broni się sam, wystarczy obejrzeć dwa odcinki, by to stwierdzić. Może po prostu, niektórzy muszą iść pod prąd, stąd te skrajne opinie. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji, nadróbcie, czy to dwa odcinki, czy całość – warto!

źródło zdjęć: www.pomorska.plwww.film.interia.pl

Instagram

  • Super wyszo z t zabaw ktra sobie trwa jeszcze przez
  • Sweet Honey Sharon Tate    sharontate kultura romanpolanski
  • Dla mnie genialny w 7 psychopatach i Trzech bilbordach To
  • Eleven Jakby wszystko na jednym obrazku   eleven strangerthings
  • Media wiadomie i z premedytacj przedstawiaj feministki jako te ktre
  • Postanowiam znowu wybra si na festiwal W celu zamieszkania w
  • Pozytywny feminizm     feminizm feminista feministka femininity
  • 4 dni bez telefonu ale za to z blem brzucha