Sex Education, czyli prosta historia o dojrzewaniu

Sex Education, czyli prosta historia o dojrzewaniu

11 stycznia Netflix wypuścił w świat swoją nową produkcję, brytyjski  komediodramat – Sex Education. Podchodziłam do niego sceptycznie. Nie dość, że był mocno promowany przez samą platformę (a różnie to już z tym bywało), to nie byłam przekonana, że można jeszcze w świeży sposób opowiadać o nastolatkach. Okazało się jednak, że można. Jeśli dobrze ugryzie się temat i zaoferuje dobrze napisane postaci – można świetnie się bawić bez poczucia wstydu, a nawet się zakochać (Eric jest boski).

Sex Education to historia nastoletniego Otisa. Chłopca, który stoi w kącie i jak twierdzi, czuje się świetnie w swojej strefie komfortu. Co prawda posiada ekscentryczną matkę seksuolożkę i kolorowego jak paw przyjaciela Erica, ale to jeszcze nic nie znaczy. Prawda? Otis wybiega myślami dużo dalej niż jego rówieśnicy i jego analityczny umysł nie pozwala mu wieść beztroskiego życia nastolatka. Pewnego dnia los stawia przed nim awangardową damę o imieniu Meave. Meave dostrzega magię i ponad przeciętny umysł Otisa i namawia go do otworzenia poradni seksualnej dla swoich rówieśników. Czy to, że on jest prawiczkiem, a ona ma opinię latawicy może w czymś przeszkodzić? Skąd. Nie od dziś wiadomo, że rozwiązywanie czyiś problemów jest dużo łatwiejsze, niż własnych. Może brzmi trochę jak banał, ale co może bardziej przerażać nastolatków, niż seks?

Kto jest kim w Sex Education?

Netflix zaserwował nam kilka bardzo autentycznych postaci i kilka zdecydowanie przerysowanych. Kto za rodzica ma psychoterapeutę (w tej roli Gillian Anderson) ten wie, że ich bezwstydność i lekkość poruszania się po tematach tabu, bywa zawstydzająca. Rozwiązła matka Otisa co prawda wydaje się z początku dziwna, ale im dalej w las, tym bardziej jesteśmy skłonni ją zrozumieć.

Otis jest nadwrażliwym i przerażonym życiem nastolatkiem, ale Eric to jego przeciwieństwo i bezkonkurencyjnie kradnie całe show. Eric jest przyjacielem naszego głównego bohatera i choć w małym miasteczku nie ma zbyt wielu okazji do seksualnych uniesień, nie traci w sobie entuzjazmu. Nasz wesołek wprowadza do serialu chyba najwięcej radości i ciepła ze wszystkich bohaterów. Momentami nie mogłam przestać się śmiać z jego optymistycznych reakcji i choć w prawdziwym życiu byłabym Otisem, to zakochałam się w tym przecudownym geju bez reszty. Ponadto przemiana właśnie tego bohatera jest najlepszą klamrą, jaką mógł sobie wymyślić Netflix. Ostatni odcinek to brylant!

Nie mniej ciepła daje nam Meave. Świadoma swojego położenia w hierarchii społecznej, robi co może by wyrwać się z położonej na wzgórzu przyczepy. I choć może się wydawać, że to kolejna typowa postać wykreowana na obrazie patologicznej rodziny, to problemy, z którymi mierzy się bohaterka, są mocno na czasie. Netflix o tym nie zapomniał i zamieścił w Sex Education aktualnie najbardziej pożądaną problematykę wśród młodzieży, Zmuszając bohaterów do przeżywania trudnych przygód. Mamy zatem wachlarz takich problemów, jak transwestytyzm, związki homoseksualne, aborcja i świadomość seksualna. Nie brakuję jednak tych pozornie prozaicznych typu wytaczanie granic między dzieckiem a rodzicem, pierwsza miłość i odrzucenie.

Sex Education netflix

Oczywiście nie jest to czysty dramat. Mamy zatem dużo śmiesznych sytuacji. Jak już wspominałam, Eric to naczelny entuzjasta Sex Education i nie pozwala widzowi na jedynie smutne refleksje na temat dojrzewania. Inaczej odbierają ten serial sami nastolatkowie, ale ja jako osoba dorosła dostrzegam w nim autentyczność. Może tylko w lekko przerysowanej formie. Jest jeszcze jedna wariatka. Lily. Co to jest za szalona dziewczyna. Gdy zobaczycie jej rysunki i stroje, to oszalejecie. Jej wyobraźnia zdaje się oscylować na dwóch różnych biegunach.

 A co z muzyką?

Soundtrack udał się na milion procent i wyciągnął serial na jeszcze wyższy poziom. W serialu usłyszymy takie kawałaki jak: a-ha – Take On Me czy The Smiths – Asleep. Z tych mniej znanych urzekł mnie utwór Chip Taylor & The New Ukrainians – Fuck All The Perfect People i Bikini Kill – Rebel Girl. Oba znajdziecie poniżej. Jeśli boicie się tych małych buntowników, niech muzyka Was przekona.

https://open.spotify.com/playlist/0l9KbQRt9xejlQQPrbYjUA – tutaj cała playlista.

Czy Sex Education to prosta historia o dojrzewaniu?

Prosta na pewno nie jest. To raczej fajnie podana lekcja na temat dojrzewania. Młodzi ludzie nadal szukają swojego miejsca na świecie i krążą wokół tematu seksu niczym satelita po orbicie. Netflix po raz kolejny kreuje otwartą postawę na inny kolor skóry i orientację. Wyśmiewając przy tym tych, którzy się jeszcze nie zorientowali, że śmianie się z homo jest po prostu passé. Piona.

 

Fot. Netflix

Ślepnąc od świateł – Boskie dzieło czy hipsterka?

Ślepnąc od świateł – Boskie dzieło czy hipsterka?

27 października miał premierę serial produkcji HBO — Ślepnąc od świateł. Jeśli wierzyć słowom z okładki książki Jakuba Żulczyka (serial jest na jej podstawie) – Krzysztof Skonieczny od razu poczuł bluesa do autora, a autor po obejrzeniu Hardkor Disko (debiut reżyserski Skoniecznego) – poczuł bluesa do Krzysztofa. Po trzech napisanych rozdziałach, oboje wiedzieli, że to miłość i zaczęli tworzyć jeden z najlepszych polskich seriali – Ślepnąc od świateł. I to nie jest tylko moja subiektywna ocena. Produkcja została doceniona za granicami kraju i ogłoszona, najchętniej oglądanym serialem na platformie HBO w 2018 roku.

Muszę się przyznać, że samą książkę Żulczyka przeczytałam dopiero po obejrzeniu serialu. Dość opornie mi idzie sięganie po pozycje wychwalane pod niebosa, przez co odłożyłam sobie tego autora na dalekie później. Zresztą poprzedni rok to dla mnie  wspinaczkowy rollercoaster. Trochę odleciałam i zdecydowanie mam co teraz nadrabiać w popkulturze. Zostawiając jeszcze na chwilę serial – Książkę zjadłam w 3 dni i gdyby nie trzeba było biegać (nabiega to się dopiero Kubuś w serialu, hehe) w święta do lodówki po dokładkę sałatki i ciastek, przeczytałabym ją w jedną noc. Już pal licho, te wszystkie różnice w scenariuszu, te mini zmiany itd. Serial w połączeniu z best­sel­lerem Jakuba Żulczyka to konkretne rycie głowy. Główny bohater i jego historia wbijają się w mózg niczym rak z przerzutami i nic nie wskazuje na to, że kiedyś odpuszczą.

Ślepnąc od świateł

foto: kadr z serialu “Ślepnąc od świateł”

Ślepnąc od świateł czyli warszawska gangsterka

Emancypacyjny Kuba (W książce główny bohater na imię ma Jacek. Początkowo miał być Kuba, ale Szczepan Twardoch polecił Żulczykowi zmienić, aby ludzie nie myśleli, że to autor książki jest główną postacią.) jest dilerem narkotyków i co noc wyrusza na nocne eskapady, by wspomóc swoich klientów w potrzebie. Kuba Nitecki, czyli Kamil Nożyński, stworzył sobie postać, jakiej jeszcze nie mieliśmy w polskim kinie. Na pewno pomógł fakt, że Kamil to nie żaden aktor, a właściwie raper. Książka daje nam zblazowanego, egoistycznego, nastawionego na własny sukces dilera.

Zdecydowanie różni się on od normalnych osiedlowych ziomków, którzy sprzedając Ci trochę zioła, telepią się, jakby mieli CI upchnąć cały worek kokainy prosto z Meksyku. Nasz diler jest opanowany, dobrze ubrany, jeździ drogą furą i nie ulega emocjom. Prawie nigdy. Nitecki postanawia ulotnić się z kraju na małe wakacje do Argentyny. Zanim jednak wsiądzie do samolotu, musi jeszcze obskoczyć kilka najważniejszych klientów. Tutaj się poznajemy i wchodzimy w świat brzydkiej Warszawy. Nie liczcie na kadry szklanych wieżowców rodem z produkcji TVN-u. Wszystkie korpo-szczury skończyły już pracę i wyruszyły w nocną podróż. W poszukiwaniu miłości i wrażeń. Stosunek obojętny.

Modlitwa warszawska

„Czasami się modlę, chociaż nigdy nie pomyślałem o Bogu dłużej niż przez minutę. Ale się modlę. Otwierając usta, nie wydając dźwięku. Modlę się o deszcz. Modlę się, tak. Boże Wszechmogący, w Trójcy Jedyny, ześlij deszcz. Boże Wszechmogący, ześlij deszcz, potężny deszcz, taki, który jeszcze nigdy nie padał, deszcz jak bombardowanie, deszcz jak nalot. Ześlij deszcz i zatop to miasto. Zrób to szybko zanim ktokolwiek zdąży zareagować. Zanim włączą się alarmy. Niech woda wyleje się z Wisły, niech rozleje się po obu brzegach, niech zatopi Pragę i Powiśle, niech zaleje Żoliborz i Targówek, Mokotów i Wawer. Niech pada.

 

Niech wszystko zaleje woda, czarna, brudna, zimna. Niech płynie. Niech przykryje kamienice, ulice, wieżowce, skrzyżowania, niech po samą iglicę przykryje Pałac Kultury i Nauki. Zatop nas Boże, bo jeśli tego nie zrobisz, będziemy biegać tutaj w kółko, zderzać się ze sobą, uderzać w ściany, które sami postawiliśmy, będziemy wściekle szarpać tę brudną tekturę, z której to wszystko jest zrobione, aby wydusić z niej cokolwiek, miłość, pieniądze, nas samych, coś, czego tak naprawdę w ogóle nie ma, a jeśli nawet jest, to zaledwie na chwilę, i znika szybciej, niż się pojawiło. […] 

 

Zatop nas, bo nie potrafimy ani myśleć, ani kochać. Bo tego nie chcemy. Bo idziemy przez las pijani od słów. […] Zatop ich wszystkich, bo nie wiedzą, co czynią, bo nie wiedzą, kim są, bo wychodzą w dzień i w noc tak samo bezmyślni, tak samo oszukani jak małe dzieci, które wbiegają do ogromnego, rozświetlonego lunaparku i przez chwilę jeszcze biegną, unoszone przez muzykę, reflektory, odgłosy, dźwięki i melodie, śmiech klaunów, brzęk monet, ale po chwili zatrzymują się i stoją nieruchomo, nie wiedząc, co się dzieje, głuchnąc od hałasu, ślepnąc od świateł”

 

Jakub Żulczyk – Ślepnąc od świateł

Dlaczego tym razem się udało?

Jest kilka powodów. Po pierwsze – zachowano ciągłość. Mamy zatem wstęp, rozwinięcie i zakończenie. Nic po drodze nam się nie gubi, nie traci sensu. Po drugie – postaci.

Pazina. Jak ja ją kocham! To ona utrzymuje na powierzchni Kubę i jak on sam o niej mówi, to jego jedyna przyjaciółka. Więc jeśli mamy momentami dość apodyktycznego bohatera który ma wszystkich w dupie, dostajemy rozemocjonowaną Pazinę – ja to kupuję. Chcę mieć ją za przyjaciółkę. Jan Frycz jako Dario. MotherFucker! Co to była za metamorfoza. Nikt nie jest w stanie mi powiedzieć, że nie uwierzył w tę postać. Jego duet z Krzysztofem Skoniecznym to jakiś obłęd. Fryczowi uwierzyłam, że jest serio prawdziwym psycholem, a Skoniecznemu, że to wzięty z ulicy nieźle naćpany raper.

To nie są postaci mdłe i nudne jak w Rojście. To nie jest przerysowana gangsterka Vegi. Cezary Pazura także wykorzystał swój moment na ekranie. Mam nieodparte wrażenie, że jego postać jest inspirowana królem TVN-u. Pazura gra gwiazdę telewizji, właściciela sterylnego mieszkania. Klienta, który zawsze ma gotówkę i nigdy nie robi sobie długów. Bawi Warszawską hipsterkę, więc jego dom to wylęgarnia ćpunów. No i ten różowy gajer. Bitch Please. Wiadomo przecież na kim wzorowali tę postać. No i jeszcze Więckiewicz. Robert naprawdę ślicznie przeklina i mówi o depresji.

Aktorsko wyszło świetnie. Żulczyk napisał jedne z najbardziej wyrazistych postaci w polskiej literaturze. Przełożenie ich na ekran było zapewne czystą przyjemnością dla Krzysztofa Skoniecznego. No może Marzena Pokrzywińska wypada trochę kiepsko w roli Pauliny. Choć w przypadku tej postaci, nawet w książce nie da się jej polubić.

Naprawdę warto wejść w ten świat. Do tej brudnej i samotnej Warszawy. Tam gdzie wchodzi bohater. Cały na biało. Do tego świata, który nie jest już do uratowania. Gdzie kokainę wciąga się na zmianę z sokiem jednodniowym na siłowni. Narkotyki muszą być w ruchu. Przedstawienie trwa. Ten serial jest jak poemat. Poemat z dodatkiem świetnych kadrów, dobrej muzyki i światła. Jak ktoś potrzebuje bardziej wulgarnej recki, to gra tam gangstera Janusz Chabior i zawodowo wykręca ludziom łapki. Ogólnie to jest jakby sobą. If You Know What I Mean? Mało? No to jeszcze to: Kazik na Żywo i Maanam. Muzyka połączona z obrazem wgniata w fotel. Polecam serdecznie.

No więc, boskie dzieło czy hipsterka? Boska hipsterka. Zdecydowanie.

Chłonę kino z miłości do Tarantino

Chłonę kino z miłości do Tarantino

Jeśli się chwilę zastanowić, to Tarantino zmienił życie niejednego artysty. Ten chłopiec z kina dla dorosłych otworzył wrota do kariery wielu niszowym aktorom. Wyciągnął z nich wnętrzności i zostawił tylko to, co najlepsze. Czysty talent. Rzucił scenariuszem i obdarował kreacjami, dzięki którym dzisiaj są sławni na całym świecie. Quentin Tarantino nie zmienił życia, tylko aktorów. Zmienił także moje. Dokładnie to Pulp Fiction zmieniło moje podejście do sztuki i popkultury.

Zacznijmy od braw dla Paula Nipkowa i jego pudełka z okienkiem tzw. telewizorem. Następnie jeszcze kilka oklasków dla firmy Ampex za zbudowanie pierwszego magnetowidu i możemy zaczynać. Po co? Po pierwsze: Quentin Tarantino pracował w wypożyczalni kaset video jako mały chłopiec i to na pewno miało wpływ na jego twórczość . Po drugie: Mój tato przysłał nam magnetowid z Ameryki i tutaj właśnie niepozornie rozpoczyna się moja historia z tym niezwykłym reżyserem. Choć minie dużo czasu, zanim spotkamy się po raz pierwszy, to właśnie te wydarzenia były preludium do czegoś znacznie większego.

Już podczas oglądania bajek Disneya wiedziałam, że świat z ekranu pochłonie mnie bez reszty. Sztuka kina wydawała mi się dużo bardziej atrakcyjna, niż bieganie za kolegami z osiedla w poszukiwaniu sztucznej akceptacji i przyjaźni. Jako nadwrażliwe dziecko widziałam w tym ogrom możliwości. Po pierwsze – nie było wtedy internetu i to z filmów i bajek dowiadywaliśmy się, że gdzieś tam jest całkiem inny, obcy świat. Po drugie – to właśnie ten świat nauczył mnie szerokiej perspektywy. Nigdy nie wiesz jaką kto ma historię i co czuje.

Chociaż to tato pokazał mi Zabójczą broń z Melem Gibsonem i Teorię spisku również z Melem i Julią Roberts, to chyba wolał mi wciskać romantyczne filmy dla małych dziewczynek. Zresztą co jakiś czas odpalam sobie z sentymentu Koniec Niewinności. Zawsze mi to przypomina, że ten posiwiały człowiek, zaszczepił we mnie miłość do kina.

Jednak w życiu każdej nastolatki przychodzi taki moment, że autorytet ojca nie jest już taki atrakcyjny. Za to koledzy są atrakcyjni. Bardzo atrakcyjni. Dirty Dancing odchodzi w zapomnienie (Wiadomo, że po latach wróci) i choć jedyny film Lyncha, jaki wtedy widziałaś to Prosta historia, to już wiesz, że Twoje życie nigdy już nie będzie takie samo. Może i kierujesz się chęcią zaimponowania starszym kolegom, ale co obejrzysz – to Twoje.

Pewnego dnia mój znajomy w rozmowie rzucił hasło które połączyło mnie z Tarantino na zawsze i to był ten moment, w którym wszystko się zmieniło. Jeżeli istnieją twórcy, którzy kręcą filmy od tyłu, to co jeszcze ten świat ma do zaoferowania?

Hej! Naprawdę nie widziałaś Pulp Fiction i najsłynniejszej sceny tanecznej w historii kina? I Ty się masz za znawcę kultury?

Siadaj i oglądaj. Pyk.

Najważniejsza taneczna scena:

Kapitalny Tim Roth i Amanda Plummer. Scena numer jeden, lub jak kto woli – ostatnia.

Niektórzy powiedzą, że Tarantino to chodzący złodziej, że kopiuje i czerpie od innych. W zasadzie wszystko, co zachwyca w jego filmach, nie jest jego. Jednak to tego reżysera kocha tyle ludzi na świecie, że wieść o jego zakończeniu kariery wywołuje łzy w niejednych oczętach. Nikt nie mówi o tamtych artystach. Z jakiegoś powodu świat nie jest pluszowym miejscem i wygrywa tylko ten, który ma odwagę wyjść przed szereg.

Quentin Tarantino wyciągnął, co mógł z czasów, gdy był bileterem w kinie dla dorosłych, połączył to z pracą w wypożyczalni kaset i stworzył swoje własne imperium. Nie przyjęli go do szkoły aktorskiej? Żaden problem. Nakręcił Urodziny mojego najlepszego przyjaciela i sam otworzył sobie drzwi do świata show-biznesu. Może nie jest najlepszym aktorem, czego byliśmy świadkami w Od zmierzchu do świtu, ale jeśli obok nas gra Juliette LewisGeorge Clooney i Salma Hayek, to chyba wiadomo, że każdy może wypaść blado.

Akurat porażka przekuła się w przypadku tego amerykańskiego reżysera w sukces. Jeśli nie chcą Cie na ekranie, wyjdź oknem i stań po drugiej strony kamery – zapewne tak pomyślał Quentin i tak też uczynił. Odkrywając przy tym takie gwiazdy jak Tim Roth czy Christoph Waltz. Mam nadzieję, że niedługo będę mogła dopisać do nich Rafała Zawieruchę. Całym sercem jestem za tym chłopakiem. Niech dołączenie do Hollywoodzkiej rodziny da mu rolę o których nawet nie śnił. Kto wie? Może niedługo na Pudelku będziemy oglądać Oscary, a tam Tomasz Kot, Joanna Kulig i Rafał Zawierucha. Piękna wizja.

Żeby jakoś to wszystko zgrabnie spuentować, mała lekcja kina od Tarantino:

 

Tarantino i Death Proof. Lekcja numer jeden:

Szybkie samochody, dziewczyny w krótkich szortach, krew i wyścigi  – Niech Cię nie zwiodą pozory. To połączenie, które trzeba zgrabnie wyważyć. Inaczej wyjdzie Ci Diablo. Wyścig o wszystko, a tego byśmy nie chcieli.

Tarantino i Bękarty Wojny. Lekcja numer dwa:

Jeśli masz ochotę nakręcić film o drugiej wojnie światowej, ale Twój kraj nakręcił już milion podobnych o superbohaterach – patriotach, masz tylko jedno wyjście. Twoimi głównymi bohaterami muszą być Żydzi. Jednak nie tacy, których znamy z książek historycznych. Twoi Żydzi muszą być silni, waleczni i mściwi. Przy okazji wrzuć w scenariusz grę w zgadywanie postaci, a sukces masz w kieszeni.

Jednak jeśli nie jesteś Tarantino, to nie próbuj tego w domu. Tylko on może sobie pozwalać na takie kombinacje.

Tarantino i Wściekłe Psy. Lekcja numer trzy:

Możesz być przystojny niczym Hugh Grant i grać w niezliczonej ilości komedii romantycznych, ale to Steve Buscemi będzie tym aktorem, przez którego ludzie pójdą do kina z przekonaniem, że wyjdą z niego zadowoleni.

Brzydka twarz jest błogosławieństwem dla aktora.

Tarantino i Django. Lekcja numer cztery:

Jeżeli wyciągnąłeś na piedestał Żydów mordujących nazistów i to się udało  – oddaj hołd kolejnej uciśnionej przez historię nacji. Oddaj hołd Afroamerykanom w Westernie. To wspaniała zabawa, wiedzieć ile ograniczonych umysłowości ludzi pluło sobie w brodę, oglądając te filmy. Thanks Tarantino! Lovki.

Quentin Tarantino i Pulp Fiction. Lekcja numer pięć:

Zbierz cały kicz popkultury niczym bohaterowie Dragon Balla kryształowe kule i rozpisz to na scenariusz. Pognieć go, zrób z niego piłkę do zośki i nagraj z tego film. Koniec jest na początku? Jakiś bohater umiera w połowie filmu, a i tak pojawia się na końcu? Czy ktoś mówił, że będzie łatwo?


Jeśli widzisz podczas pisania, że Twój kot śpi z łapami w powietrzu, to wiedz, że musisz kończyć, by ratować go z tej kosmicznej podróży. Dajcie znać w komentarzu, jak Wam się podobały zajęcia z kinematografii.

 

Fot. Filmweb

 

 

 

 

Świąteczne filmy, ale bez choinek

Świąteczne filmy, ale bez choinek

Miałam w planach zrobić przewodnik po świątecznych filmach, ale koledzy po fachu już mnie wyprzedzili. Wychodzę więc z kontrą i zamiast typowych bożonarodzeniowych propozycji, przynoszę Wam piękne i wzruszające kino. Będzie trochę romantycznie. Świąteczne filmy, ale bez choinek.

Nasze noce

Spotkanie Jane Fondy i Roberta Redforda po latach to wzruszający moment. Para aktorów spotykała się na planie filmowym kilkukrotne i to już na początku kariery obojga aktorów. Sama Jane Fonda przyznała po latach, że kochała Roberta Redforda.

Zawsze go kochałam. Za każdym razem zakochiwałam się na nowo.

Film opowiada o parze wdowców, których przyciąga do siebie samotność. Addie Moore i Louis Waters postanawiają dotrzymać sobie towarzystwa i choć wychodzi im to dość pokracznie, to z czasem ta decyzja okaże się najlepszą w ich życiu. Przenikliwie ciepły duet. Ani Jane Fonda, ani Robert Redford nie tracą uroku sprzed lat. To przepiękna klamra ich przyjaźni i wielokrotnej współpracy na planie filmowym.

Lion. Droga do domu

Wyobraźcie sobie, że macie 5 lat i mieszkacie w Indiach. Pewnego dnia trafiacie do przeraźliwie zatłoczonej Kalkuty i nie możecie odnaleźć drogi do domu. Nie pomaga fakt, że nie znacie swojego adresu, ani nazwiska. Saroo Brierley przeżył to naprawdę i choć szczęście się do niego uśmiechnęło, nigdy nie zapomniał o swojej rodzinie. Postanowił po 25 latach odbyć podróż w poszukiwaniu własnego domu.

Niezwykła historia. Połączenie dojrzałego aktorstwa i reżyserii dało efekt wzruszającego kina. Bez zbędnego patosu i sztuczności. Dev Patel zdobędzie serce każdego widza. Jakby co, nie odpowiadam za płacz całej rodziny. Jako wisienka na torcie, cudowna Nicole Kidman i Rooney Mara.

Carol

Carol to klasyczny melodramat. I choć nieszczęśliwa miłość od razu kojarzy nam się z Romeo i Julią, to w tym wypadku zakazany owoc dotyczy dwóch kobiet. Nic nie przemawia na ich korzyść. Ani epoka, w której żyją, ani różne klasy społeczne. W głównych rolach Cate Blanchett (jak zawsze doskonała) i Rooney Mara (drugi raz w dzisiejszym zestawieniu). Carol to delikatna opowieść o miłości, ale przede wszystkim przepiękne wnętrza i stroje. Idealny film na świąteczny wieczór.

Ps. Trochę tutaj przekłamałam, bo akcja rozgrywa się w okresie świąt, ale nie ma to znaczenia dla historii oraz puenty. 

Kamerdyner

Gdybym żyła w Ameryce i za prezydenta miała Donalda Trumpa, to oglądałabym ten film codziennie. Kamerdyner to sto lat historii USA. W tym historia o drodze do wolności i tolerancji, która obecnie wydaje się zagrożona jak nigdy. Amerykański sen czarnego kamerdynera, który służył 8 amerykańskim prezydentom. Nie jest, to może dokładna i szczegółowa retrospekcja, ale wrażliwa interpretacja. W moim odczuciu takie powinny być świąteczne filmy.

Mandarynki

Wojenne filmy kręcone przez Amerykanów, przyzwyczaiły nas do tanich i ckliwych rozwiązań. Budowanie bohaterów i nadawanie patriotycznego sensu wojnie to typowe dla nich zagrania. Zaza Urshadze nie idzie tą drogą i za pomocą mandarynkowego drzewa, ukazuje słodko gorzki obraz wojennego absurdu.

W miasteczku naznaczonym wojną pozostało już tylko dwóch mężczyzn. Plantator mandarynek i stolarz. Przywiązanie do swojego miejsca na ziemi, nie pozwala opuścić im domu nawet w obliczu zagrożenia. I choć nikt tutaj nie gloryfikuje wojny staje się, ona główmy tematem filmu. Pewnego dnia dochodzi do krwawej strzelaniny, z której żywi wychodzą dwaj żołnierze – pierwszy jest czeczeńskim najemnikiem, drugi – Gruzinem. Stolarz Ivo postanawia się nimi zaopiekować, co nie będzie wcale łatwym zadaniem. Obaj składają gospodarzowi pokojową obietnicę i choć wcale tego nie chcą, zaczynają ze sobą rozmawiać.

Choć Kamerdyner oferuje nam American dream, to europejskie kino różni się od niego w każdym aspekcie. Zaza Urshadze postawił na spokojną narrację i dzięki temu, daje widzowi możliwość obcowania z bohaterami i rozkładania ich umysłów na czynniki pierwsze. Gdy mandarynkowe drzewo dojrzewa, dojrzewają także postaci w filmie. Jeszcze jedno. Kolory. W tym filmie piękne są kolory.

Ostatnia miłość pana Morgana

Jest we mnie jakiegoś rodzaju paradoks, że jednocześnie kocham Francję i jej nienawidzę. Ostatnia miłość pana Morgana to jednak jeden z najładniejszych filmów, jakie widziałam a widziałam ich sporo. Są dwa powody, przemawiające za tym dziełem. Pierwszy – Michael Caine. Kocham go. Drugi – Clémence Poésy. Jest niezwykła w tym filmie. To opowieść o tęsknocie, którą odczuwa każdy z nas. Cechuje ją typowa francuska wrażliwość i inteligentne dialogi. Każdego z nas dotyka samotność, jednak gdzie należy dotrzeć, by ją zrozumieć?

Zanim się rozstaniemy

Jeśli Twoje życie właśnie się wykoleiło, a Ty krążysz bez sensu wokół niezdefiniowanej osi, to się zatrzymaj. Złap oddech i pozwól sobie na inną perspektywę. To właściwie idealny opis tego filmu. Jednak łatwiej będzie w ten sposób: Los splata dwójkę nieznajomych na jednej drodze i choć nic dla siebie nie znaczą, nie potrafią się ze sobą pożegnać. Żaden tam naiwny romantyzm i płomienny romans. Raczej metaforyczne rzucanie sobie kół ratunkowych. Bardzo ciepły film, pełen zawirowań i emocji. Świąteczne filmy oferują nam zawsze happy end, tutaj takiego zakończenia nikt nie obiecuje.

Lęk Wysokości

Wiem, że panuje społeczny strach przed polskim kinem, ale w tym przypadku jest on zbędny. Nie ma w Lęku Wysokości Karolaka ani pana Adamczyka. Jest za to rewelacyjny Marcin Dorociński i jeszcze lepszy Krzysztof Stroiński. Wszyscy wiemy, jak konflikty rodzinne potrafią zaważyć na naszym życiu, nawet jeśli jest poukładane w każdym innym aspekcie.

Tomasz Janicki (Marcin Dorociński) pomimo rozwijającej się kariery i poukładanego małżeństwa, nie może się uwolnić od wyrzutów sumienia, względem schorowanego ojca (Krzysztof Stroiński). Kiedy Tomasz lada moment sam zostanie ojcem, postanawia zrozumieć ich skomplikowaną relację. Wyrusza wraz z ojcem w niebanalną podróż. Tak naprawdę to całe aktorskie show kradnie Krzysztof Stroiński. Jest po prostu niezwykły. Możecie wybrać świąteczne filmy i Listy do M, ale gwarantuję Wam, że ten duet jest dużo lepszy.

To moje propozycje na świąteczne filmy. Przewodnik po produkcjach bez choinki. Macie własne propozycje? Co będziecie oglądać? Amelia? Utalentowany pan Ripley? Bajki Disneya? Dajcie koniecznie znać. 

Fot. główna: Unsplash / Kadry filmowe: Filmweb

Serial  1983, czyli jak nie zrozumiałam konwencji Agnieszki Holland

Serial 1983, czyli jak nie zrozumiałam konwencji Agnieszki Holland

Jeśli zastanawiacie się, jak powstawała pierwsza polska produkcja dla Netflixa, a chodzi dokładnie o serial 1983, to ja wyjaśnię. Oto przykładowa rozmowa pomiędzy twórcami:

– Halo. Pani Agnieszka? Mamy zielone światło na ten pani serial 1983. Co robimy? 

–  Chcę Roberta Więckiewicza do głównej roli i tego boskiego blond chłopca.

– Ale Pani Agnieszko! Przecież nie mamy tyle kasy. Nie wystarczy nam.

– Jeszcze tego Marcina Bosaka proszę mi wcisnąć do jakiegoś epizodu.

– Jak sobie Pani życzy. Obetnę budżet na światło i się jakoś zmieścimy!

– Tylko dialogi po angielsku napiszcie. Niech będzie światowo. Polacy i tak nie zrozumieją.

Wiemy już jak to się zaczęło. Możemy kontynuować recenzję.

Mamy rok 2003, a w Polsce trwa zimna wojna. Nie ma mowy o upadku komunizmu, Solidarności czy Lechu Wałęsie. Nie ma strajków, stoczniowców ani kartek na mięso. Panuje za to idylla, którą skrzętnie kontrolują politycy na najwyższych szczeblach. Tworzą fałszywą historię o swoim heroizmie i na jej podstawie wytwarzają – niczym w fabryce – młodych idealistów. Wierzących w nieomylność i prawość partii.

Nie ma opcji, że coś takiego się uda. Młody student prawa Kajetan Skowron zostaje nakierowany na wielką państwową tajemnicę i choć jest cudownym dzieckiem systemu, budzi się w nim wątpliwość we własne przekonania.

Serial 1983 i niewykorzystany potencjał aktorski

W tej roli mamy Maćka Musiała i ja sama mam trochę problem z tym chłopakiem. Niby trudno się traktuje poważnie kogoś, kto cierpi na wieczny #babyface, ale ja zawsze przymykam oko na jego grę aktorską i z niewytłumaczalnych powodów, lubię nawet na niego popatrzeć. Jego uroda jakoś pasowała mi do konwencji niewinnego i niczego nieświadomego chłopca.

Nie ma opcji, żeby twórcy nie osadzili w jakiejś roli Zofii Wichłacz. Ta dziewczyna ma dziki okres w swojej karierze. Mam nadzieję, że codziennie dzwoni do Jasia Komasy z podziękowaniami za Biedronkę z Miasta 44. Jednak jej postać jest tak nudna i bezpłciowa, że tłumaczy ją tylko jedno. Jest dzieckiem poważnego polityka. Na jej miejscu też bym wolała być trochę tępa.

Filmweb

Robert Więckiewicz też mnie nie przekonał. Jego postać niby wydaje się posiadać jakiś kręgosłup moralny. Niby widzi co się wokół dzieje i dąży do prawdy, ale kariera też jest  dla niego ważna. Żaden tam złożony konflikt bohatera. Trochę nabroi, trochę pomoże. Makaronu u chińczyków zje.

Rola Edyty Olszówki też nie zachwyca. Właściwie to jakby usunęli sceny z jej udziałem, to nic by się w serialu nie zmieniło. To wcale nie jest zła aktorka, podobnie zresztą jak Robert Więckiewicz, czy Zofia Wichłacz. Niestety winni są tutaj scenarzyści. Nie zaoferowali oni aktorom zbyt wiele. Niby każda postać jest złożona i ma własną tajemnicę, ale że trzeba się zmieścić w 8 odcinkach, to nikt nie miał zamiaru tego rozwijać.

Szkoda mi Andrzeja Chyry, Agnieszki Żulewskiej czy Ewy Błaszczyk. Potencjał nie został wykorzystany. Ich drugoplanowe postaci mogłyby mocniej namieszać i zespoić w całość ten scenariusz.

Jest jeden pozytywny aspekt. Ogromnie się ucieszyłam widząc Mateusza Kościukiewicza na ekranie. Rzadko się go ostatnio widuje, a to jeden z lepszych aktorów młodego pokolenia.

Serial 1983 i zmarnowany scenariusz

Orwell’owska wizja świata to jeden z najbardziej kuszących tematów ostatnich czasów. Cała ta polityczna propaganda w serialu przypomina wspaniałomyślne nagłówki z TVP. Więc kiedy nasz kraj wstaje z kolan, serial 1983 jest niezwykle atrakcyjną pozycją dla całego świata. Ten scenariusz serio jest dobry. Wkręciłam się w wątek kryminalny i tylko dlatego dotrwałam do końca serialu. No dobra, jeszcze dlatego, że rzucono mi rękawice i wyzwanie przyjęłam. Jednak realizacja tej historii daje wiele do życzenia i niestety pada ona jak wizerunek Norbiego.

Chciałabym powiedzieć, że warto obejrzeć dla samego głównego wątku, ale zakończenie jest zwyczajną furtką do ewentualnego drugiego sezonu i można to oglądać tylko wtedy, gdy ktoś nakręci dużo lepszą kontynuację. Przy okazji rozwinie postaci i wyjaśni sezon pierwszy.

Czas na Lekką Brygadę.

Cytując Asię Kołaczkowską: Co to kurna było?

Dlaczego polscy scenarzyści nie używają światła i kolorów?

Tam jest ciemno jak w głowie celebrytek. Serio. Nawet jak ktoś umiera w więzieniu czy bunkrze, to fajnie by było zobaczyć, kto akurat zakończył swój żywot. Jednak twórcy nie mieli w planach używać, jakiegokolwiek światła, bo wszystko poszło na gażę Więckiewicza. Zresztą to już wiecie. Mogliby, chociaż użyć jakiejś latarki z telefonu, gdy panowie polityce spacerują po polanie. Jednak uznano, że klimat wszechobecnego smutku odzwierciedli nastroje społeczne Polaków. Może w drugim sezonie nieznany bohater uratuje z ucisku nasz kraj. Wtedy niebo stanie się niebieskie, a trawa na polanie w końcu będzie zielona.

Jest plus tej ciemności. Niewiele było widać podczas sceny seksu Zofii Wichłacz i Maćka Musiała. Przecież tego nie można potem odzobaczyć. Pani Agnieszko, Pani trochę przesadziła.

Serial 1983 i dialogi na opak

Według informacji dialogi były napisane po angielsku, a następnie przetłumaczone na polskie. Tak naprawdę to są świetne, błyskotliwe i pełne ironii, ale my nie rozumiemy. Nie przypominam sobie, żeby twórcy Dark czy Dom z papieru tak uczynili. Polscy twórcy zachowali się jak polska reprezentacja. Niby jesteśmy na jednym boisku z Hiszpanią i Niemcami, ale jednak nasze kompleksy dają za wygraną i sami strzelamy sobie samobója.

Trudno.

Zawsze jestem za polskimi produkcjami. Bronię polskiego kina od dawna i zawsze staram się wyciągać pozytywy z naszych rodzimych dzieł. Jeśli można to jakoś podsumować w kilku słowach, to powiem tak:

Historia jest ciekawa. Aktorski Monolog Konrada z III części Dziadów Adama Mickiewicza podczas jednej ze scen to kapitalna wstawka. Jeśli zobaczy to X osób na świecie, to świetnie. Realizacja jednak wypada słabo. Nie jest to może tragedia, choć pewnie mówię to z niepohamowanej chęci i potrzeby polskiego sukcesu. Może następnym razem? Oby tylko znowu nie obsadzili Roberta Więckiewicza. 

Filmy doskonałe, czyli do czego warto wrócić jesienią

Filmy doskonałe, czyli do czego warto wrócić jesienią

Są takie filmy, których nie obejrzymy drugi raz. Mam tak z Lotem nad kukułczym gniazdem (bo ryje banie zbyt mocno) lub z Zieloną Milą. Tego filmu nie lubię i chyba jestem w mniejszości. Lubię za to wracać do Skazanego na Shawshank, czy zrobić sobie seans z Harrym Potterem. Jednak nie tym razem. Skazanego opisali już chyba wszyscy, a z Harrym zeszło by jakieś sto lat. Dzisiaj zrobiłam listę z filmami dla Was. Filmy, które uwielbiam i co jakiś czas do nich wracam, bo zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Sama mam w planach nadrobić wszystkie te pozycje tej jesieni. Dziecko Rosemary już za mną.

Deszczowa piosenka

Muszę się przyznać, że Deszczową piosenkę obejrzałam dopiero 4 lata temu. Wszyscy znani mi ludzie o dobrym guście filmowym mówili mi: Musisz to obejrzeć. Musisz. Musisz. Musisz. Więc oczywiście tego nie robiłam. Potem dołączyłam do klubu filmowego w moim mieście i wstyd trochę przed Ryśkiem był. Więc obejrzałam. I przepadłam. Uwielbiam! Gene Kelly na ekranie jest doskonały. Największy musical w dziejach kina – to jeden z komentarzy na Filmwebie. W Deszczowej Piosence udało się wszystko. Aktorstwo, muzyka, taniec i świetna historia. To jest tak dobre, że nie możesz doczekać się finału (bo to serio jest dobry scenariusz) i jednocześnie chcesz, by ten film nigdy się nie skończył. Niech Debbie Reynolds, Donald O’Connor i Gene Kelly tańczą bez końca. Klasa. No i kultowa scena w deszczu:

Dziecko Rosemary

Czytałam kiedyś, że Roman Polański przyjaźnił się w latach 60 z gościem, który zajmował się kościołem satanistycznym. Zainspirowany jego działaniami stworzył Dziecko Rosemary, a ów znajomy wystąpił w filmie w roli samego szatana. Czy tak było? Nie wiem. Może ktoś z Was wie? Nigdy bym nie powiedziała, że horror może być filmem doskonałym, ale Dziecko Rosemary takie jest. Wszystko dzięki wspaniałej Mii Farrow. Jej wygląd, spojrzenie i głos robią robotę. John Cassavetes pozostaje w jej cieniu, nawet gdy jest na ekranie. Roman Polański ma niezwykły talent. Jest ambitny i inni reżyserowie powinni się od niego uczyć.

Estetyczny horror brzmi trochę jak oksymoron, ale to całkiem inne kino, niż to współczesne. Piękne. Wersji z 2014 roku nie widziałam, ale chyba z ciekawości nadrobię. Na uwagę zasługuje także Team Ruth Gordon i Sidney Blackmer w rolach ekscentrycznych sąsiadów. To jeden z tych filmów, do których wracam z największą przyjemnością. Coś jeszcze? Oczywiście muzyka. Nie są to może melodie do słuchania wieczorową porą, ale wystarczy obejrzeć końcową scenę, gdy Rosemary idzie  z nożem do swoich sąsiadów. Dźwięki są dobrane z największą starannością.

Filmy

Nic do stracenia

Historia jest prosta. Nick Beam odkrywa, że jego ukochana żona zdradza go z jego szefem. Wkurzony wychodzi z domu, by się na nim odegrać. Chce go zniszczyć. Za wszelką cenę. Na jego drodze pojawia się drobny chuligan Terrance Paul Davidson. To jest cena Nicka, jaką musi zapłacić, by osiągnąć zamierzony cel. Znosić towarzystwo tego rzezimieszka. Choć oboje chcą pozbyć się siebie nawzajem, to los ciągle ich ze sobą splata. Dzięki temu możemy przez dwie godziny umierać ze śmiechu. W głównych rolach Tim Robbins oraz Martin Lawrence. Steve Oedekerk zrobił komedię, która w żadnym momencie nie jest żenująco głupia. To najlepsza komedia, jaką widziałam w życiu.

Filmy

Lęk Pierwotny

Richard Gere i Edward Norton w duecie. Wzięty prawnik i ministrant, który zostaje oskarżony o zamordowanie arcybiskupa. Sala sądowa, poszukiwanie dowodów i rozmowy w celi. Niby nic nowego, ale jednak coś. Ten duet to wiarygodne widowisko. Szczególnie na pochwały zasługuje młody Edward Norton. Już tym filmem pokazał, że będzie idealnym kandydatem do filmu Fight Club. Zresztą zdobyty Złoty Glob i nominacja do Oscara mówią same za siebie. Richard Gere wcale nie jest gorszy. Tylko z tym aktorem mam trochę problem. Potrafi zagrać doskonałe role, a czasami wybiera takie szmiry. Aktorstwo to najwyraźniej ciężki chleb. Wracając do Lęku Pierwotnego, to warto. Finał jest bardzo mocny. Czy Edward Norton zabił? Czy był ktoś drugi? Martin Vail wierzy w niewinność swojego klienta. Dokąd ich to zaprowadzi?

Wszystko za życie

Są takie filmy, do których nie można nie wracać. Tak jest z Into the Wild. Ten film jest tak dobry, ponieważ Christopher McCandless istniał na prawdę. Jego podróż na Alaskę wydarzyła się na prawdę i jego historia do dziś inspiruje wielu ludzi. Ten dreszczyk emocji jest dla nich jak narkotyk. Podążają za tym pragnieniem, bez względu na konsekwencje. Christopher McCandless miał pozornie wszystko. Dobry dom, pieniądze i wykształcenie. Zapewnioną przyszłość przez swoich ambitnych rodziców. Zamiast żyć w poczuciu bezpieczeństwa i dostatku, rzucił wszystko i wyruszył w podróż marzeń. Na Alaskę. Sean Penn jako reżyser zrobił coś niesamowitego. Jego film jest wrażliwy, piękny i lekki. Emile Hirsch nie został dłużny. Zagrał tę rolę kapitalnie. W końcu Eddie Vedder odpowiedzialny za muzykę. Dodał wisienkę na tort i dopełnił tym cały film. Nie wyobrażam sobie, żeby ktokolwiek inny robił muzykę do tego filmu. Filmy drogi to jeden z najlepszych gatunków filmowych!

Nebraska

Kolejny film drogi. Zgoła inny od Wszystko za życie. Woody Grant dowiaduje się, że wygrał milion na loterii. Musi wyruszyć w podróż, aby odebrać nagrodę. Nie pomaga fakt, że jego rodzina ma go za ofermę i pijaka. Jednak ten podstarzały pijaczek zabiera syna i rozpoczyna się ich przygoda. Film jest utrzymany w czarno białej tonacji, choć jest z 2013 roku. Co do aktorstwa, to Bruce Dern to geniusz! Jego gra aktorska jest leciutka jak piórko. No i przecudowna June Squibb jako żona Granta. Wspaniali staruszkowie. Uwielbiam ich. Takie filmy są idealne na jesienne wieczory.

Spotlight

Jeden z moich ulubionych filmów. Gdy obejrzałam go pierwszy raz, to zaraz obejrzałam znowu, a na drugi dzień…znowu. Dość świeży, bo z 2015 roku. W skrócie: Afera pedofilska w Kościele rzymskokatolickim w Bostonie. Grupa dziennikarzy trafia na trop i wierci dziurę w brzuchu panom w sutannach. O tym filmie słyszałam już różne rzeczy. Jedni mówili, że to sprawka Żydów. Nawet to, że dostał Oscara, to sprawka oczywiście żydowska. Zostałam też nazwana lewaczką, gdy opowiadałam o tym filmie jednemu panu. Ciekawa jestem, co będę mówić o Wojtku Smarzowskim i jego filmie Kler.

Spotlight jednak nie żerował na kontrowersji. Był temat, a Tom McCarthy to wykorzystał. Ten film to pokaz prawdziwej pracy dziennikarskiej, o którą coraz trudniej w dzisiejszych czasach. Może nie ma tam dziennikarzy, którzy są zastraszani i boją się o własne życie. Nie ma też wielkich akcji czy ucieczek. Film jest dość jednoliniowy. Bohaterowie głównie siedzą za biurkiem i poszukują informacji, ale to naprawdę kawałek dobrego kina dziennikarskiego. No i gwiazdorska obsada. Rachel McAdams, Michael Keaton, John Slattery, Stanley Tucci i najlepszy na świecie Mark Ruffalo. Takie filmy posiadają bohatera zbiorowego i Ci aktorzy byli tego świadomi. Nikt nie wyszedł przed szereg. Nikt nie próbował zabłysnąć na tle innych. Dzięki temu ten film jest tak dobry. W ogóle to zabawne, że ktoś potrafi oskarżyć kogoś o lewactwo, czy o żydostwo, kiedy ta historia wydarzyła się naprawdę i jest faktem. McCarthy tylko nakręcił o tym film. Ktoś to wyjaśni?

Jakie są Wasze propozycje? Jakie filmy polecicie do obejrzenia jesienią?

 

Jeżeli podobał CI się wpis Filmy doskonałe, czyli do czego warto wrócić jesienią, to zapraszam Cię tutaj:

 

Netflix – seriale które warto zobaczyć

 

Źródło zdjęć: Filmweb.pl

Instagram

  • Jakie mam dziwne wraenie e poowa z Was pi po
  • Dzie dobry misie krewetkowe Co u Was? Czy kto z
  • Dzisiaj roda czyli maa sobota Mam nadziej e bdziecie mie
  • Kiedy wybralimy si do lasu i szukalimy grzybw Znalelimy a
  • Co czytacie? Jak pitek? Koderka i Netflix czy imprezka? Musz
  • atwo jest przypisywa nienawi do danych nacji Zrzuca za ni
  • W kocu dotar do mnie Jakub ulczyk i Wzgrze Psw
  • Jako e nie mog sobie zasn i nie pomaga nawet

Facebook