Czarnobyl – taka piękna katastrofa [Recenzja]

Czarnobyl – taka piękna katastrofa [Recenzja]

Czarnobyl to choroby popromienne, porzucone domy, kłamstwa i tajemnice. HBO postanowiło zrekonstruować wypadek jądrowy z 1986 roku i pokazać światu, jak wyglądała katastrofa czarnobylska. Oraz jak władze ZSRR postanowiły — nieudolnie — ukryć owe wydarzenia przed światem. Każdy z nas o Czarnobylu słyszał, niektórzy nawet pamiętają smak płynu Lugola. Nikogo nie powinno więc dziwić ogromne zainteresowanie nową produkcją HBO. Którą już po dwóch odcinkach można określić jako pierwszej klasy horror. 

Twórcy serialu obnażają krętactwa osób odpowiedzialnych za katastrofę w Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej. Jednak przede wszystkim opowiadają historie ofiar wybuchu, które poświęciły własne życie, by ratować miliony istnień. Heroizm ten należy podkreślić, lecz jednocześnie pamiętać, że wielu szło w tę nierówną walkę niczym zwierzęta na rzeź. Wielu z nich nie było świadom, że umrze w ciągu kilku lat, miesięcy, dni, a nawet godzin.

Autorzy podają nam na tacy wysokiej jakości thriller, w którym zobaczymy m.in. tragiczne skutki napromieniowania. Ludzi rozkładających się żywcem, których ciała na zawsze pozostanę połączone z betonem, określone później jako radioaktywne zagrożenie. Ujrzymy rozpacz w oczach żony strażaka, fizyka jądrowego i wojskowego. Dostrzeżemy go nawet w oczach polityków, którzy poprzez partyjną grę i strach o własny stołek, nie będą w stanie trzeźwo określić sytuacji i na czas wydać odpowiednich rozkazów.

Czarnobyl to serial, który snuje się powoli, niczym unoszący się dym znad reaktora. Twórcy nie stawiali na sensację, superbohaterów i tani poklask, a skupili się raczej na opowiedzeniu prawdziwych wydarzeń i wytłumaczeniu, dlaczego ta historia potoczyła się dokładnie tak, jak się potoczyła.

Sama przeanalizowałam sobie wątki naukowe z serialu i nigdy wcześniej nie rozumiałam ich bardziej, niż dzisiaj. Czułam się jak ekranowy Borys Szczerbina (Stellan Skarsgard), któremu fizyk jądrowy Walerij Legasow (Jared Harris) tłumaczy, na czym polega katastrofa tego wydarzenia. To ogromny plus tej produkcji. Niełatwo jest wyjaśnić zwykłemu człowiekowi, co tam właściwie się wydarzyło.

Twórcy zadbali nie tylko o szczegółową chronologię wydarzeń katastrofy w Czarnobylu, ale pamiętali także o części wizualnej. Niektórzy internauci twierdzą, że Amerykanie nie nadają się do opowiadania tej historii. Tłumacząc, że Jankesi nie rozumieją klimatu, który wówczas panował w krajach ZSRR. Ja raczej powiem, że nikt tak chętnie nie ścierał się z Rosjanami, jak Amerykanie właśnie.

Dlatego uważam, że producenci z USA rewelacyjnie oddali klimat tamtych czasów. Zadbali o architekturę, samochody, ubiór, fryzury, a nawet o muzykę. Muzykę islandzkiej kompozytorki Hildur Gu-nadóttir, która budzi w nas podniecenie i zdenerwowanie jednocześnie. Ten porządek sprawia, że jeszcze mocniej odczuwalny jest nastrój grozy.

No i obsada. Jared Harris grający Legasova, jest bezkonkurencyjny. Jego postać pojawia się w drugim odcinku i z miejsca napędza całą machinę. Wiecie, że mam słabość do dobrych duetów? Wiecie. Może to trochę nudne, ale Jared Harris i Stellan Skarsgård wspólnie tworzą wspaniałą drużynę. Valery Legasov, fizyk jądrowy i głoszący prawdę naukowiec, oraz Boris Shcherbina, sceptyczny i oddany partii polityk. Żeby zbytnio nie przedłużać, dodam, że Emily Watson także świetnie odgrywa swoją rolę naukowczyni i jej hipnotyzujące spojrzenie jak zwykle spełnia swoje zadanie.

Czarnobyl i ekologia

Kiedy 10 lat po katastrofie po raz pierwszy zobaczyłam Czarnobyl, zaskoczyła mnie przewaga zieleni. Moje notatki z podróży pełne są znaczków i podkreśleń typu „dzikie pola”, „lasy”, „zwierzyna leśna”, „olbrzymie grzyby”. Na przekór mitom i wyobrażeniom w Czarnobylu powstał jedyny w swoim rodzaju ekosystem. Wbrew najczarniejszym prognozom teren odżył, by stać się największym europejskim rezerwatem przyrody obfitującym we florę i w faunę. Wszystkie zwierzęta, podobnie jak lasy, pola i bagna tego zaskakująco ciekawego środowiska, są napromieniowane. Ku zaskoczeniu wszystkich one również doskonale funkcjonują.

 

 Mary Mycio, Piołunowy las. Historia Czarnobyla, wyd. KR, Warszawa 2006.

Myślę, że natura sama doskonale skomentowała własne dzieło i porażkę człowieka. Jednak historia czarnobylska nadal budzi w nas skrajne emocje. Pomimo wielu dokumentów, które było dane mi obejrzeć na ten temat, wciąż intryguje, ciekawi i porusza. Wierzę także, że słusznie zrezygnowałam ze szczegółowego opisywania tej katastrofy, ale jeśli nie jest Wam ona znana, tym bardziej powinniście sięgnąć po nową produkcję HBO.

Dobrze skrojone garnitury i idealnie dobrane buty do sukienek, czyli najlepsze stylizacje w historii kina

Dobrze skrojone garnitury i idealnie dobrane buty do sukienek, czyli najlepsze stylizacje w historii kina

Która z nas w młodości nie chciała być jak Kelly Taylor albo Brenda Walsh i mieć za męża Dylana czy Brandona. Kto z wypiekami na twarzach nie spoglądał na najlepsze stylizacje z Seksu w wielkim mieście i w końcu, kto nie marzył o włosach Rachel Green? Mężczyźni, choć udają niewzruszonych, także zachwycają się modą w męskim kinie i doklejają w myślach swoje głowy do garniturów detektywa Jamesa “Sonny’ego”. Popkultura pełna jest stylizacji, które do dziś wywołują u nas uśmiech i nostalgię. Pełno jest także tych nowych, które bez kompleksów dołączają do starych, znoszonych marynarek. Jakby nie było, znam co najmniej jedną osobę, która kupiła sobie kaszkiet po obejrzeniu Peaky Blinders.

 

Oto najlepsze stylizacje w historii kinematografii:

 

Seks w wielkim mieście (1998-2004)

Chociaż stylówki pisarki Carrie Bradshaw i jej wyzwolonych koleżanek z czasem zaczynają bardziej bawić niż zachwycać, to jednak towarzyszyły nam przez wiele lat i nadal kochamy oglądać je nocami na Comedy Central. Nawet jeśli fabuła nie jest już taka atrakcyjna jak 10 lat temu.

Peaky Blinders (2013-)

Peaky Blinders to gangsterka, broń i piękne samochody, ale niezaprzeczalnym sukcesem tej produkcji są także najlepsze stylizacje EVER. Aż żałowałam, że powyżej mogę umieścić tylko trzy. Szczerze mówiąc, to miałam ochotę wstawić jakąś setkę. No ale, że trzeba być choć trochę rozsądnym w tym mało poważnym życiu, to jakoś się ograniczyłam z nadzieją, że namówię tych, którzy jeszcze nie widzieli do obejrzenia tego pięknego — w idealnie skrojone garnitury — serialu o braterskiej miłości i honorowej walce.

Grindhouse: Death Proof (2007)

Ja już się nad Tarantino nie będę rozczulać, ale stylówki dziewczyn z Death Proof zwyczajnie kocham. W połączeniu z super dialogami i morderczym Kurtem Russelem w niebieskiej kurtce tworzą jeden z moich ulubionych filmów. Niby tylko zwykły T-shirt – ktoś powie, ale chyba nikt nie ma zamiaru krytykować Arlene?

Brooklyn (2015)

Eilis Lacey to młoda Irlandka, która w latach 50. postanawia przenieść się do Nowego Jorku. Wychowana w konserwatywnej rodzinie odkrywa uroki miasta w towarzystwie bardziej wyzwolonych koleżanek. Oczywiście spotyka młodego Włocha i zakochuje się w nim na amen. Żadna tam nowa historia i odkrycie Ameryki (fabuła ma dalszy ciąg, to nie był spojler), ale ten film jest tak bardzo przepełniony świetnymi kieckami, że mogłabym jeszcze takich historii obejrzeć z 10, żeby tylko reżyser serwował mi je w ciągle nowym wydaniu. Lata pięćdziesiąte, kołnierzyki i cudnie skrojone spódnice? Please, please, please!

Miami Vice  (1984-1990)

Według najbardziej oddanych fanów, Miami Vice to pomnik lat osiemdziesiątych, kultowa muzyka i najlepsze włoskie garnitury. Czyli, że nie trzeba starych, obdartych, skórzanych kurtek, by walczyć ze zorganizowaną przestępczością. Towarzystwo pięknych kobiet jest wystarczającą motywacją.

Służące (2011)

Naturalnie ten film porusza bardzo ważny temat, jakim był wszechobecny rasizm w latach sześćdziesiątych, ale nikt mi nie odmówi i nie powie, że postać grana przez Jessicę Chastain nie wygląda obłędnie! Kobiety w tym filmie noszą perfekcyjne fryzury i szyte na miarę sukienki. Nic dziwnego, nie mają innych zajęć, wszystkie obowiązki należą do czarnoskórych służących.

Projektantka (2015)

Do zaściankowego miasteczka w Australii wraca pewna kobieta. To, co ją wyróżnia, to odważne i przebojowe kreacje. Nikt tam jej specjalnie nie lubi, ale inne dziewczyny szybko ulegają własnym pragnieniom i zwracają się do naszej bohaterki o sukienki swoich marzeń. Projektantka z ogromną cierpliwością spełnia zachcianki mieszkańców, bo i tak w planach ma zrobić niezły zamęt. Na uwagę zasługuje szczególnie Hugo Weaving, który stworzył rewelacyjną postać ekscentrycznego sierżanta, lubiącego się w niecodziennych stylizacjach.

Beverly Hills, 90210 (1990-2000)

Właściwie wstęp do tego wpisu to chyba wszystko, co chciałam powiedzieć na temat Beverly Hills, 9210. Mam nadzieję, że Luke Perry buja się po jakiejś magicznej krainie najlepszymi furami w historii i że nie mają tam korków, ani ograniczeń prędkości.

Taksówkarz (1976)

To jasne, że ten film to życiowa rola Roberta De Niro i nie ma nikogo, kto by nie znał słynnej sceny sprzed lustra, ALE dlaczego nikt nie zachwyca się nad Jodie Foster? Przecież miała w tym filmie 14 lat, a zagrała tak wiarygodnie! Jej hipisowska stylówka z ulicy, ogromny kapelusz plus dziecięce, zielone okulary, to jedna z moich TOP filmowych charakteryzacji.

Dobra, przyznawać się chłopaki, który marzył o takich kowbojkach, które z namaszczeniem pastował Robert De Niro, hę?

Przyjaciele (1994-2004)

Każdy fan Przyjaciół uwielbia obserwować, jak zmieniają się bohaterowie na przestrzeni sezonów. Każdy także wie, że jak dotrze się do końca, to trzeba zacząć od początku. Świat tak bardzo szalał na punkcie fryzur Jennifer Aniston, że nikt nie zliczy, ile razy dziennie fryzjerki słyszały “poproszę fryzurę à la Rachel”. Moim numerem jeden jest zdecydowanie czerwony top i jasne jeansy Monici. Moda na lata 90. wraca do łask i to dobry moment, by kupić sobie bluzę z nazwą kultowej drużyny koszykarskiej Knicks. Jeansowa koszula? Owszem. Także.

Stranger Things (2016-)

Bracia Duffer oddają hołd swojemu “nerdowskiemu” dzieciństwu za pomocą scenografii i różnych nawiązań do filmów grozy lat osiemdziesiątych, ale jeśli chodzi o najlepsze stylizacje, to wygrywają te dziewczyńskie. Jedenastka — wiadomo. Jej postać z miejsca stała się kultowa i nie sądzę, by cokolwiek miałoby to zmienić. Obok jest także Nancy Wheeler i cudowny rudzielec z deskorolką — Max. Wszystkie inne, wszystkie cudne. Wystarczy odpalić Pinterest, żeby zobaczyć ilość inspiracji różową sukienką, czy bordową kurtką, obszytą wewnątrz białym misiem.

Pretty Woman (1990)

Wystarczy powiedzieć: Julia Roberts i nic więcej nie trzeba dodawać. Ta marynarka z bufkami to obłęd. Wcale nie gorzej się mają zwykła biała koszula z podwiniętymi rękawami i proste dżinsy. Tak jak mówiłam, to po prostu Julia Roberts.

Grease (1978)

Różowe i  czarne skórzane kurtki, rozkloszowane spódnice  i wystylizowane fryzury — która z nas nie marzyła o byciu Sandy Olsen? Niektórzy mocno narzekają na fabułę, ale czy to w ogóle jest istotne? Czy wszyscy już zapomnieli, jak wyglądał w tym filmie John Travolta? No halo!

Dziecko Rosemary (1968)

Każdy, kto mnie trochę zna, ten wie, że Mia Farrow ma szczególne miejsce w moim filmowym serduszku. Dziecko Rosemary zajmuje jeszcze więcej miejsca, a o Romanie Polańskim już nie wspomnę. Wiem, że to może nie na czasie w dobie #metoo kochać tego reżysera, ale serce nie sługa, życia nie oszukasz. Kiecki z tego filmu, wiadomo, ale dodatkowo dziwaczna sąsiadka w kolorowych chustach, grana przez Ruth Gordon, to świetne dopełnienie. Jeśli chodzi o charakteryzacje, to Roman Polański nigdy nie popełnia gaf i jego bohaterowie są zawsze ubrani w najlepsze stylizacje.

Carol (2015)

O tym filmie pisałam już w ramach filmów anty świątecznych na święta (link poniżej), ale nie mogło go zabraknąć w tym zestawieniu. Ten film cały jest jedną wielką, piękną stylizacją. Każdy kadr, strój, fryzura i tło są dopieszczone do maksimum. No i ta piękna Cate Blanchett. Nigdy nie mogę się na nią przestać patrzeć.

Świąteczne filmy, ale bez choinek

 

Można by tak długo, właściwie bez końca, ale zamkniemy to zestawienie na piętnastu tytułach. No, chyba że oszalejecie, to coś zadziałamy w następnym odcinku i wybierzemy kolejne najlepsze stylizacje! Jest ich zdecydowanie więcej. Dajcie znać o swoich ulubionych filmach i serialach z modą w tle.

Sex Education, czyli prosta historia o dojrzewaniu

Sex Education, czyli prosta historia o dojrzewaniu

11 stycznia Netflix wypuścił w świat swoją nową produkcję, brytyjski  komediodramat – Sex Education. Podchodziłam do niego sceptycznie. Nie dość, że był mocno promowany przez samą platformę (a różnie to już z tym bywało), to nie byłam przekonana, że można jeszcze w świeży sposób opowiadać o nastolatkach. Okazało się jednak, że można. Jeśli dobrze ugryzie się temat i zaoferuje dobrze napisane postaci – można świetnie się bawić bez poczucia wstydu, a nawet się zakochać (Eric jest boski).

Sex Education to historia nastoletniego Otisa. Chłopca, który stoi w kącie i jak twierdzi, czuje się świetnie w swojej strefie komfortu. Co prawda posiada ekscentryczną matkę seksuolożkę i kolorowego jak paw przyjaciela Erica, ale to jeszcze nic nie znaczy. Prawda? Otis wybiega myślami dużo dalej niż jego rówieśnicy i jego analityczny umysł nie pozwala mu wieść beztroskiego życia nastolatka. Pewnego dnia los stawia przed nim awangardową damę o imieniu Meave. Meave dostrzega magię i ponad przeciętny umysł Otisa i namawia go do otworzenia poradni seksualnej dla swoich rówieśników. Czy to, że on jest prawiczkiem, a ona ma opinię latawicy może w czymś przeszkodzić? Skąd. Nie od dziś wiadomo, że rozwiązywanie czyiś problemów jest dużo łatwiejsze, niż własnych. Może brzmi trochę jak banał, ale co może bardziej przerażać nastolatków, niż seks?

Kto jest kim w Sex Education?

Netflix zaserwował nam kilka bardzo autentycznych postaci i kilka zdecydowanie przerysowanych. Kto za rodzica ma psychoterapeutę (w tej roli Gillian Anderson) ten wie, że ich bezwstydność i lekkość poruszania się po tematach tabu, bywa zawstydzająca. Rozwiązła matka Otisa co prawda wydaje się z początku dziwna, ale im dalej w las, tym bardziej jesteśmy skłonni ją zrozumieć.

Otis jest nadwrażliwym i przerażonym życiem nastolatkiem, ale Eric to jego przeciwieństwo i bezkonkurencyjnie kradnie całe show. Eric jest przyjacielem naszego głównego bohatera i choć w małym miasteczku nie ma zbyt wielu okazji do seksualnych uniesień, nie traci w sobie entuzjazmu. Nasz wesołek wprowadza do serialu chyba najwięcej radości i ciepła ze wszystkich bohaterów. Momentami nie mogłam przestać się śmiać z jego optymistycznych reakcji i choć w prawdziwym życiu byłabym Otisem, to zakochałam się w tym przecudownym geju bez reszty. Ponadto przemiana właśnie tego bohatera jest najlepszą klamrą, jaką mógł sobie wymyślić Netflix. Ostatni odcinek to brylant!

Nie mniej ciepła daje nam Meave. Świadoma swojego położenia w hierarchii społecznej, robi co może by wyrwać się z położonej na wzgórzu przyczepy. I choć może się wydawać, że to kolejna typowa postać wykreowana na obrazie patologicznej rodziny, to problemy, z którymi mierzy się bohaterka, są mocno na czasie. Netflix o tym nie zapomniał i zamieścił w Sex Education aktualnie najbardziej pożądaną problematykę wśród młodzieży, Zmuszając bohaterów do przeżywania trudnych przygód. Mamy zatem wachlarz takich problemów, jak transwestytyzm, związki homoseksualne, aborcja i świadomość seksualna. Nie brakuję jednak tych pozornie prozaicznych typu wytaczanie granic między dzieckiem a rodzicem, pierwsza miłość i odrzucenie.

Sex Education netflix

Oczywiście nie jest to czysty dramat. Mamy zatem dużo śmiesznych sytuacji. Jak już wspominałam, Eric to naczelny entuzjasta Sex Education i nie pozwala widzowi na jedynie smutne refleksje na temat dojrzewania. Inaczej odbierają ten serial sami nastolatkowie, ale ja jako osoba dorosła dostrzegam w nim autentyczność. Może tylko w lekko przerysowanej formie. Jest jeszcze jedna wariatka. Lily. Co to jest za szalona dziewczyna. Gdy zobaczycie jej rysunki i stroje, to oszalejecie. Jej wyobraźnia zdaje się oscylować na dwóch różnych biegunach.

 A co z muzyką?

Soundtrack udał się na milion procent i wyciągnął serial na jeszcze wyższy poziom. W serialu usłyszymy takie kawałaki jak: a-ha – Take On Me czy The Smiths – Asleep. Z tych mniej znanych urzekł mnie utwór Chip Taylor & The New Ukrainians – Fuck All The Perfect People i Bikini Kill – Rebel Girl. Oba znajdziecie poniżej. Jeśli boicie się tych małych buntowników, niech muzyka Was przekona.

https://open.spotify.com/playlist/0l9KbQRt9xejlQQPrbYjUA – tutaj cała playlista.

Czy Sex Education to prosta historia o dojrzewaniu?

Prosta na pewno nie jest. To raczej fajnie podana lekcja na temat dojrzewania. Młodzi ludzie nadal szukają swojego miejsca na świecie i krążą wokół tematu seksu niczym satelita po orbicie. Netflix po raz kolejny kreuje otwartą postawę na inny kolor skóry i orientację. Wyśmiewając przy tym tych, którzy się jeszcze nie zorientowali, że śmianie się z homo jest po prostu passé. Piona.

 

Fot. Netflix

Ślepnąc od świateł – Boskie dzieło czy hipsterka?

Ślepnąc od świateł – Boskie dzieło czy hipsterka?

27 października miał premierę serial produkcji HBO — Ślepnąc od świateł. Jeśli wierzyć słowom z okładki książki Jakuba Żulczyka (serial jest na jej podstawie) – Krzysztof Skonieczny od razu poczuł bluesa do autora, a autor po obejrzeniu Hardkor Disko (debiut reżyserski Skoniecznego) – poczuł bluesa do Krzysztofa. Po trzech napisanych rozdziałach, oboje wiedzieli, że to miłość i zaczęli tworzyć jeden z najlepszych polskich seriali – Ślepnąc od świateł. I to nie jest tylko moja subiektywna ocena. Produkcja została doceniona za granicami kraju i ogłoszona, najchętniej oglądanym serialem na platformie HBO w 2018 roku.

Muszę się przyznać, że samą książkę Żulczyka przeczytałam dopiero po obejrzeniu serialu. Dość opornie mi idzie sięganie po pozycje wychwalane pod niebosa, przez co odłożyłam sobie tego autora na dalekie później. Zresztą poprzedni rok to dla mnie  wspinaczkowy rollercoaster. Trochę odleciałam i zdecydowanie mam co teraz nadrabiać w popkulturze. Zostawiając jeszcze na chwilę serial – Książkę zjadłam w 3 dni i gdyby nie trzeba było biegać (nabiega to się dopiero Kubuś w serialu, hehe) w święta do lodówki po dokładkę sałatki i ciastek, przeczytałabym ją w jedną noc. Już pal licho, te wszystkie różnice w scenariuszu, te mini zmiany itd. Serial w połączeniu z best­sel­lerem Jakuba Żulczyka to konkretne rycie głowy. Główny bohater i jego historia wbijają się w mózg niczym rak z przerzutami i nic nie wskazuje na to, że kiedyś odpuszczą.

Ślepnąc od świateł

foto: kadr z serialu “Ślepnąc od świateł”

Ślepnąc od świateł czyli warszawska gangsterka

Emancypacyjny Kuba (W książce główny bohater na imię ma Jacek. Początkowo miał być Kuba, ale Szczepan Twardoch polecił Żulczykowi zmienić, aby ludzie nie myśleli, że to autor książki jest główną postacią.) jest dilerem narkotyków i co noc wyrusza na nocne eskapady, by wspomóc swoich klientów w potrzebie. Kuba Nitecki, czyli Kamil Nożyński, stworzył sobie postać, jakiej jeszcze nie mieliśmy w polskim kinie. Na pewno pomógł fakt, że Kamil to nie żaden aktor, a właściwie raper. Książka daje nam zblazowanego, egoistycznego, nastawionego na własny sukces dilera.

Zdecydowanie różni się on od normalnych osiedlowych ziomków, którzy sprzedając Ci trochę zioła, telepią się, jakby mieli CI upchnąć cały worek kokainy prosto z Meksyku. Nasz diler jest opanowany, dobrze ubrany, jeździ drogą furą i nie ulega emocjom. Prawie nigdy. Nitecki postanawia ulotnić się z kraju na małe wakacje do Argentyny. Zanim jednak wsiądzie do samolotu, musi jeszcze obskoczyć kilka najważniejszych klientów. Tutaj się poznajemy i wchodzimy w świat brzydkiej Warszawy. Nie liczcie na kadry szklanych wieżowców rodem z produkcji TVN-u. Wszystkie korpo-szczury skończyły już pracę i wyruszyły w nocną podróż. W poszukiwaniu miłości i wrażeń. Stosunek obojętny.

Modlitwa warszawska

„Czasami się modlę, chociaż nigdy nie pomyślałem o Bogu dłużej niż przez minutę. Ale się modlę. Otwierając usta, nie wydając dźwięku. Modlę się o deszcz. Modlę się, tak. Boże Wszechmogący, w Trójcy Jedyny, ześlij deszcz. Boże Wszechmogący, ześlij deszcz, potężny deszcz, taki, który jeszcze nigdy nie padał, deszcz jak bombardowanie, deszcz jak nalot. Ześlij deszcz i zatop to miasto. Zrób to szybko zanim ktokolwiek zdąży zareagować. Zanim włączą się alarmy. Niech woda wyleje się z Wisły, niech rozleje się po obu brzegach, niech zatopi Pragę i Powiśle, niech zaleje Żoliborz i Targówek, Mokotów i Wawer. Niech pada.

 

Niech wszystko zaleje woda, czarna, brudna, zimna. Niech płynie. Niech przykryje kamienice, ulice, wieżowce, skrzyżowania, niech po samą iglicę przykryje Pałac Kultury i Nauki. Zatop nas Boże, bo jeśli tego nie zrobisz, będziemy biegać tutaj w kółko, zderzać się ze sobą, uderzać w ściany, które sami postawiliśmy, będziemy wściekle szarpać tę brudną tekturę, z której to wszystko jest zrobione, aby wydusić z niej cokolwiek, miłość, pieniądze, nas samych, coś, czego tak naprawdę w ogóle nie ma, a jeśli nawet jest, to zaledwie na chwilę, i znika szybciej, niż się pojawiło. […] 

 

Zatop nas, bo nie potrafimy ani myśleć, ani kochać. Bo tego nie chcemy. Bo idziemy przez las pijani od słów. […] Zatop ich wszystkich, bo nie wiedzą, co czynią, bo nie wiedzą, kim są, bo wychodzą w dzień i w noc tak samo bezmyślni, tak samo oszukani jak małe dzieci, które wbiegają do ogromnego, rozświetlonego lunaparku i przez chwilę jeszcze biegną, unoszone przez muzykę, reflektory, odgłosy, dźwięki i melodie, śmiech klaunów, brzęk monet, ale po chwili zatrzymują się i stoją nieruchomo, nie wiedząc, co się dzieje, głuchnąc od hałasu, ślepnąc od świateł”

 

Jakub Żulczyk – Ślepnąc od świateł

Dlaczego tym razem się udało?

Jest kilka powodów. Po pierwsze – zachowano ciągłość. Mamy zatem wstęp, rozwinięcie i zakończenie. Nic po drodze nam się nie gubi, nie traci sensu. Po drugie – postaci.

Pazina. Jak ja ją kocham! To ona utrzymuje na powierzchni Kubę i jak on sam o niej mówi, to jego jedyna przyjaciółka. Więc jeśli mamy momentami dość apodyktycznego bohatera który ma wszystkich w dupie, dostajemy rozemocjonowaną Pazinę – ja to kupuję. Chcę mieć ją za przyjaciółkę. Jan Frycz jako Dario. MotherFucker! Co to była za metamorfoza. Nikt nie jest w stanie mi powiedzieć, że nie uwierzył w tę postać. Jego duet z Krzysztofem Skoniecznym to jakiś obłęd. Fryczowi uwierzyłam, że jest serio prawdziwym psycholem, a Skoniecznemu, że to wzięty z ulicy nieźle naćpany raper.

To nie są postaci mdłe i nudne jak w Rojście. To nie jest przerysowana gangsterka Vegi. Cezary Pazura także wykorzystał swój moment na ekranie. Mam nieodparte wrażenie, że jego postać jest inspirowana królem TVN-u. Pazura gra gwiazdę telewizji, właściciela sterylnego mieszkania. Klienta, który zawsze ma gotówkę i nigdy nie robi sobie długów. Bawi Warszawską hipsterkę, więc jego dom to wylęgarnia ćpunów. No i ten różowy gajer. Bitch Please. Wiadomo przecież na kim wzorowali tę postać. No i jeszcze Więckiewicz. Robert naprawdę ślicznie przeklina i mówi o depresji.

Aktorsko wyszło świetnie. Żulczyk napisał jedne z najbardziej wyrazistych postaci w polskiej literaturze. Przełożenie ich na ekran było zapewne czystą przyjemnością dla Krzysztofa Skoniecznego. No może Marzena Pokrzywińska wypada trochę kiepsko w roli Pauliny. Choć w przypadku tej postaci, nawet w książce nie da się jej polubić.

Naprawdę warto wejść w ten świat. Do tej brudnej i samotnej Warszawy. Tam gdzie wchodzi bohater. Cały na biało. Do tego świata, który nie jest już do uratowania. Gdzie kokainę wciąga się na zmianę z sokiem jednodniowym na siłowni. Narkotyki muszą być w ruchu. Przedstawienie trwa. Ten serial jest jak poemat. Poemat z dodatkiem świetnych kadrów, dobrej muzyki i światła. Jak ktoś potrzebuje bardziej wulgarnej recki, to gra tam gangstera Janusz Chabior i zawodowo wykręca ludziom łapki. Ogólnie to jest jakby sobą. If You Know What I Mean? Mało? No to jeszcze to: Kazik na Żywo i Maanam. Muzyka połączona z obrazem wgniata w fotel. Polecam serdecznie.

No więc, boskie dzieło czy hipsterka? Boska hipsterka. Zdecydowanie.

Chłonę kino z miłości do Tarantino

Chłonę kino z miłości do Tarantino

Jeśli się chwilę zastanowić, to Tarantino zmienił życie niejednego artysty. Ten chłopiec z kina dla dorosłych otworzył wrota do kariery wielu niszowym aktorom. Wyciągnął z nich wnętrzności i zostawił tylko to, co najlepsze. Czysty talent. Rzucił scenariuszem i obdarował kreacjami, dzięki którym dzisiaj są sławni na całym świecie. Quentin Tarantino nie zmienił życia, tylko aktorów. Zmienił także moje. Dokładnie to Pulp Fiction zmieniło moje podejście do sztuki i popkultury.

Zacznijmy od braw dla Paula Nipkowa i jego pudełka z okienkiem tzw. telewizorem. Następnie jeszcze kilka oklasków dla firmy Ampex za zbudowanie pierwszego magnetowidu i możemy zaczynać. Po co? Po pierwsze: Quentin Tarantino pracował w wypożyczalni kaset video jako mały chłopiec i to na pewno miało wpływ na jego twórczość . Po drugie: Mój tato przysłał nam magnetowid z Ameryki i tutaj właśnie niepozornie rozpoczyna się moja historia z tym niezwykłym reżyserem. Choć minie dużo czasu, zanim spotkamy się po raz pierwszy, to właśnie te wydarzenia były preludium do czegoś znacznie większego.

Już podczas oglądania bajek Disneya wiedziałam, że świat z ekranu pochłonie mnie bez reszty. Sztuka kina wydawała mi się dużo bardziej atrakcyjna, niż bieganie za kolegami z osiedla w poszukiwaniu sztucznej akceptacji i przyjaźni. Jako nadwrażliwe dziecko widziałam w tym ogrom możliwości. Po pierwsze – nie było wtedy internetu i to z filmów i bajek dowiadywaliśmy się, że gdzieś tam jest całkiem inny, obcy świat. Po drugie – to właśnie ten świat nauczył mnie szerokiej perspektywy. Nigdy nie wiesz jaką kto ma historię i co czuje.

Chociaż to tato pokazał mi Zabójczą broń z Melem Gibsonem i Teorię spisku również z Melem i Julią Roberts, to chyba wolał mi wciskać romantyczne filmy dla małych dziewczynek. Zresztą co jakiś czas odpalam sobie z sentymentu Koniec Niewinności. Zawsze mi to przypomina, że ten posiwiały człowiek, zaszczepił we mnie miłość do kina.

Jednak w życiu każdej nastolatki przychodzi taki moment, że autorytet ojca nie jest już taki atrakcyjny. Za to koledzy są atrakcyjni. Bardzo atrakcyjni. Dirty Dancing odchodzi w zapomnienie (Wiadomo, że po latach wróci) i choć jedyny film Lyncha, jaki wtedy widziałaś to Prosta historia, to już wiesz, że Twoje życie nigdy już nie będzie takie samo. Może i kierujesz się chęcią zaimponowania starszym kolegom, ale co obejrzysz – to Twoje.

Pewnego dnia mój znajomy w rozmowie rzucił hasło które połączyło mnie z Tarantino na zawsze i to był ten moment, w którym wszystko się zmieniło. Jeżeli istnieją twórcy, którzy kręcą filmy od tyłu, to co jeszcze ten świat ma do zaoferowania?

Hej! Naprawdę nie widziałaś Pulp Fiction i najsłynniejszej sceny tanecznej w historii kina? I Ty się masz za znawcę kultury?

Siadaj i oglądaj. Pyk.

Najważniejsza taneczna scena:

Kapitalny Tim Roth i Amanda Plummer. Scena numer jeden, lub jak kto woli – ostatnia.

Niektórzy powiedzą, że Tarantino to chodzący złodziej, że kopiuje i czerpie od innych. W zasadzie wszystko, co zachwyca w jego filmach, nie jest jego. Jednak to tego reżysera kocha tyle ludzi na świecie, że wieść o jego zakończeniu kariery wywołuje łzy w niejednych oczętach. Nikt nie mówi o tamtych artystach. Z jakiegoś powodu świat nie jest pluszowym miejscem i wygrywa tylko ten, który ma odwagę wyjść przed szereg.

Quentin Tarantino wyciągnął, co mógł z czasów, gdy był bileterem w kinie dla dorosłych, połączył to z pracą w wypożyczalni kaset i stworzył swoje własne imperium. Nie przyjęli go do szkoły aktorskiej? Żaden problem. Nakręcił Urodziny mojego najlepszego przyjaciela i sam otworzył sobie drzwi do świata show-biznesu. Może nie jest najlepszym aktorem, czego byliśmy świadkami w Od zmierzchu do świtu, ale jeśli obok nas gra Juliette LewisGeorge Clooney i Salma Hayek, to chyba wiadomo, że każdy może wypaść blado.

Akurat porażka przekuła się w przypadku tego amerykańskiego reżysera w sukces. Jeśli nie chcą Cie na ekranie, wyjdź oknem i stań po drugiej strony kamery – zapewne tak pomyślał Quentin i tak też uczynił. Odkrywając przy tym takie gwiazdy jak Tim Roth czy Christoph Waltz. Mam nadzieję, że niedługo będę mogła dopisać do nich Rafała Zawieruchę. Całym sercem jestem za tym chłopakiem. Niech dołączenie do Hollywoodzkiej rodziny da mu rolę o których nawet nie śnił. Kto wie? Może niedługo na Pudelku będziemy oglądać Oscary, a tam Tomasz Kot, Joanna Kulig i Rafał Zawierucha. Piękna wizja.

Żeby jakoś to wszystko zgrabnie spuentować, mała lekcja kina od Tarantino:

 

Tarantino i Death Proof. Lekcja numer jeden:

Szybkie samochody, dziewczyny w krótkich szortach, krew i wyścigi  – Niech Cię nie zwiodą pozory. To połączenie, które trzeba zgrabnie wyważyć. Inaczej wyjdzie Ci Diablo. Wyścig o wszystko, a tego byśmy nie chcieli.

Tarantino i Bękarty Wojny. Lekcja numer dwa:

Jeśli masz ochotę nakręcić film o drugiej wojnie światowej, ale Twój kraj nakręcił już milion podobnych o superbohaterach – patriotach, masz tylko jedno wyjście. Twoimi głównymi bohaterami muszą być Żydzi. Jednak nie tacy, których znamy z książek historycznych. Twoi Żydzi muszą być silni, waleczni i mściwi. Przy okazji wrzuć w scenariusz grę w zgadywanie postaci, a sukces masz w kieszeni.

Jednak jeśli nie jesteś Tarantino, to nie próbuj tego w domu. Tylko on może sobie pozwalać na takie kombinacje.

Tarantino i Wściekłe Psy. Lekcja numer trzy:

Możesz być przystojny niczym Hugh Grant i grać w niezliczonej ilości komedii romantycznych, ale to Steve Buscemi będzie tym aktorem, przez którego ludzie pójdą do kina z przekonaniem, że wyjdą z niego zadowoleni.

Brzydka twarz jest błogosławieństwem dla aktora.

Tarantino i Django. Lekcja numer cztery:

Jeżeli wyciągnąłeś na piedestał Żydów mordujących nazistów i to się udało  – oddaj hołd kolejnej uciśnionej przez historię nacji. Oddaj hołd Afroamerykanom w Westernie. To wspaniała zabawa, wiedzieć ile ograniczonych umysłowości ludzi pluło sobie w brodę, oglądając te filmy. Thanks Tarantino! Lovki.

Quentin Tarantino i Pulp Fiction. Lekcja numer pięć:

Zbierz cały kicz popkultury niczym bohaterowie Dragon Balla kryształowe kule i rozpisz to na scenariusz. Pognieć go, zrób z niego piłkę do zośki i nagraj z tego film. Koniec jest na początku? Jakiś bohater umiera w połowie filmu, a i tak pojawia się na końcu? Czy ktoś mówił, że będzie łatwo?


Jeśli widzisz podczas pisania, że Twój kot śpi z łapami w powietrzu, to wiedz, że musisz kończyć, by ratować go z tej kosmicznej podróży. Dajcie znać w komentarzu, jak Wam się podobały zajęcia z kinematografii.

 

Fot. Filmweb

 

 

 

 

Świąteczne filmy, ale bez choinek

Świąteczne filmy, ale bez choinek

Miałam w planach zrobić przewodnik po świątecznych filmach, ale koledzy po fachu już mnie wyprzedzili. Wychodzę więc z kontrą i zamiast typowych bożonarodzeniowych propozycji, przynoszę Wam piękne i wzruszające kino. Będzie trochę romantycznie. Świąteczne filmy, ale bez choinek.

Nasze noce

Spotkanie Jane Fondy i Roberta Redforda po latach to wzruszający moment. Para aktorów spotykała się na planie filmowym kilkukrotne i to już na początku kariery obojga aktorów. Sama Jane Fonda przyznała po latach, że kochała Roberta Redforda.

Zawsze go kochałam. Za każdym razem zakochiwałam się na nowo.

Film opowiada o parze wdowców, których przyciąga do siebie samotność. Addie Moore i Louis Waters postanawiają dotrzymać sobie towarzystwa i choć wychodzi im to dość pokracznie, to z czasem ta decyzja okaże się najlepszą w ich życiu. Przenikliwie ciepły duet. Ani Jane Fonda, ani Robert Redford nie tracą uroku sprzed lat. To przepiękna klamra ich przyjaźni i wielokrotnej współpracy na planie filmowym.

Lion. Droga do domu

Wyobraźcie sobie, że macie 5 lat i mieszkacie w Indiach. Pewnego dnia trafiacie do przeraźliwie zatłoczonej Kalkuty i nie możecie odnaleźć drogi do domu. Nie pomaga fakt, że nie znacie swojego adresu, ani nazwiska. Saroo Brierley przeżył to naprawdę i choć szczęście się do niego uśmiechnęło, nigdy nie zapomniał o swojej rodzinie. Postanowił po 25 latach odbyć podróż w poszukiwaniu własnego domu.

Niezwykła historia. Połączenie dojrzałego aktorstwa i reżyserii dało efekt wzruszającego kina. Bez zbędnego patosu i sztuczności. Dev Patel zdobędzie serce każdego widza. Jakby co, nie odpowiadam za płacz całej rodziny. Jako wisienka na torcie, cudowna Nicole Kidman i Rooney Mara.

Carol

Carol to klasyczny melodramat. I choć nieszczęśliwa miłość od razu kojarzy nam się z Romeo i Julią, to w tym wypadku zakazany owoc dotyczy dwóch kobiet. Nic nie przemawia na ich korzyść. Ani epoka, w której żyją, ani różne klasy społeczne. W głównych rolach Cate Blanchett (jak zawsze doskonała) i Rooney Mara (drugi raz w dzisiejszym zestawieniu). Carol to delikatna opowieść o miłości, ale przede wszystkim przepiękne wnętrza i stroje. Idealny film na świąteczny wieczór.

Ps. Trochę tutaj przekłamałam, bo akcja rozgrywa się w okresie świąt, ale nie ma to znaczenia dla historii oraz puenty. 

Kamerdyner

Gdybym żyła w Ameryce i za prezydenta miała Donalda Trumpa, to oglądałabym ten film codziennie. Kamerdyner to sto lat historii USA. W tym historia o drodze do wolności i tolerancji, która obecnie wydaje się zagrożona jak nigdy. Amerykański sen czarnego kamerdynera, który służył 8 amerykańskim prezydentom. Nie jest, to może dokładna i szczegółowa retrospekcja, ale wrażliwa interpretacja. W moim odczuciu takie powinny być świąteczne filmy.

Mandarynki

Wojenne filmy kręcone przez Amerykanów, przyzwyczaiły nas do tanich i ckliwych rozwiązań. Budowanie bohaterów i nadawanie patriotycznego sensu wojnie to typowe dla nich zagrania. Zaza Urshadze nie idzie tą drogą i za pomocą mandarynkowego drzewa, ukazuje słodko gorzki obraz wojennego absurdu.

W miasteczku naznaczonym wojną pozostało już tylko dwóch mężczyzn. Plantator mandarynek i stolarz. Przywiązanie do swojego miejsca na ziemi, nie pozwala opuścić im domu nawet w obliczu zagrożenia. I choć nikt tutaj nie gloryfikuje wojny staje się, ona główmy tematem filmu. Pewnego dnia dochodzi do krwawej strzelaniny, z której żywi wychodzą dwaj żołnierze – pierwszy jest czeczeńskim najemnikiem, drugi – Gruzinem. Stolarz Ivo postanawia się nimi zaopiekować, co nie będzie wcale łatwym zadaniem. Obaj składają gospodarzowi pokojową obietnicę i choć wcale tego nie chcą, zaczynają ze sobą rozmawiać.

Choć Kamerdyner oferuje nam American dream, to europejskie kino różni się od niego w każdym aspekcie. Zaza Urshadze postawił na spokojną narrację i dzięki temu, daje widzowi możliwość obcowania z bohaterami i rozkładania ich umysłów na czynniki pierwsze. Gdy mandarynkowe drzewo dojrzewa, dojrzewają także postaci w filmie. Jeszcze jedno. Kolory. W tym filmie piękne są kolory.

Ostatnia miłość pana Morgana

Jest we mnie jakiegoś rodzaju paradoks, że jednocześnie kocham Francję i jej nienawidzę. Ostatnia miłość pana Morgana to jednak jeden z najładniejszych filmów, jakie widziałam a widziałam ich sporo. Są dwa powody, przemawiające za tym dziełem. Pierwszy – Michael Caine. Kocham go. Drugi – Clémence Poésy. Jest niezwykła w tym filmie. To opowieść o tęsknocie, którą odczuwa każdy z nas. Cechuje ją typowa francuska wrażliwość i inteligentne dialogi. Każdego z nas dotyka samotność, jednak gdzie należy dotrzeć, by ją zrozumieć?

Zanim się rozstaniemy

Jeśli Twoje życie właśnie się wykoleiło, a Ty krążysz bez sensu wokół niezdefiniowanej osi, to się zatrzymaj. Złap oddech i pozwól sobie na inną perspektywę. To właściwie idealny opis tego filmu. Jednak łatwiej będzie w ten sposób: Los splata dwójkę nieznajomych na jednej drodze i choć nic dla siebie nie znaczą, nie potrafią się ze sobą pożegnać. Żaden tam naiwny romantyzm i płomienny romans. Raczej metaforyczne rzucanie sobie kół ratunkowych. Bardzo ciepły film, pełen zawirowań i emocji. Świąteczne filmy oferują nam zawsze happy end, tutaj takiego zakończenia nikt nie obiecuje.

Lęk Wysokości

Wiem, że panuje społeczny strach przed polskim kinem, ale w tym przypadku jest on zbędny. Nie ma w Lęku Wysokości Karolaka ani pana Adamczyka. Jest za to rewelacyjny Marcin Dorociński i jeszcze lepszy Krzysztof Stroiński. Wszyscy wiemy, jak konflikty rodzinne potrafią zaważyć na naszym życiu, nawet jeśli jest poukładane w każdym innym aspekcie.

Tomasz Janicki (Marcin Dorociński) pomimo rozwijającej się kariery i poukładanego małżeństwa, nie może się uwolnić od wyrzutów sumienia, względem schorowanego ojca (Krzysztof Stroiński). Kiedy Tomasz lada moment sam zostanie ojcem, postanawia zrozumieć ich skomplikowaną relację. Wyrusza wraz z ojcem w niebanalną podróż. Tak naprawdę to całe aktorskie show kradnie Krzysztof Stroiński. Jest po prostu niezwykły. Możecie wybrać świąteczne filmy i Listy do M, ale gwarantuję Wam, że ten duet jest dużo lepszy.

To moje propozycje na świąteczne filmy. Przewodnik po produkcjach bez choinki. Macie własne propozycje? Co będziecie oglądać? Amelia? Utalentowany pan Ripley? Bajki Disneya? Dajcie koniecznie znać. 

Fot. główna: Unsplash / Kadry filmowe: Filmweb

Instagram

  • Jestem w tej chwili sama w pokoju bo moje panie
  • P kota p ksiyca p
  • Tania Mallet Vogue 1960      taniamallet
  • O ile nie wierz w niebo i ycie po mierci
  • Hej Ty tam jeste sam
  • Tyle doskonaego alu w jednym ciele Najpikniejszy w duecie z
  • My Star     davidbowie star popkultura popculture
  • Mj jedyny ulubiony z zespou ktrego nie lubi