Wojtek Kukuczka: Każdy ma swoje argumenty, dla których się wspina. [wywiad]

Wojtek Kukuczka: Każdy ma swoje argumenty, dla których się wspina. [wywiad]

Wojtek Kukuczka. Choć wyścig jego ojca o ośmiotysięczniki z Reinholdem Messnerem śledziła cała Polska, on sam nie poczuł powołania by iść w jego ślady. Został artystą. Fotografem. Na co dzień zrzesza wokół siebie ludzi związanych z kulturą i posiada własny szczyt marzeń.

 

W którym momencie zacząłeś czuć, że jesteś przede wszystkim artystą fotografem, a nie tylko synem sławnego ojca? Czy ta „łatka” uwierała Cię kiedykolwiek?

Nigdy w życiu nie miałem takiej chwili, że starałem się iść w ślady ojca. Himalaizm zawsze był obecny w opowieściach i historiach, ale nigdy nie próbowałem związać z tym życia. Wspinam się, ponieważ wujek mnie tym zainteresował, ale to nigdy nie było dla mnie inspiracją. Fotografia przyszła do mnie naturalnie, może nawet przypadkowo. Wiązało się to z wyborem szkoły. Wybrałem się do technikum fotograficznego, bo ten temat mi się spodobał i tam rozwijałem swoje umiejętności. Potem poszedłem na studia fotograficzne i tak jest do dzisiaj. Nigdy więc nie miałem rozdroży tego typu, ponieważ nigdy w mojej świadomości kariera himalajska się nie objawiła.

Trochę się jednak wspinasz. Głównie jest to wspinaczka rekreacyjna, ale miałeś okazję być także na Evereście. Czy to doświadczenie pozwoliło Ci w jakiś sposób zrozumieć ludzi, którzy wspinają się w góry wysokie?

Faktycznie byłem na Evereście, ale nie był to wyjazd w takiej formule, w jakiej wspinał się ojciec. To nie był sportowy wypad z zaawansowanymi planami typu: zrobienia nowej drogi czy z nowatorskimi elementami. Nie mniej jednak miałem szansę zobaczyć tę przestrzeń, spróbować swoich sił na takich wysokościach. Czy rozumiem ludzi, którzy wspinają się na takich wysokościach? Każdy ma swoje argumenty, dla których się wspina. Mnie się wydaje, że jest to oczywiście fascynujące i ciekawe. Jest to coś, dzięki czemu można dotknąć wspaniałych wrażeń. Zmierzyć się ze swoją słabością. Myślę, że jak najbardziej można w tym odnaleźć sens życia czy chociażby wielką pasję.

Czyli nie jesteś przeciwnikiem?

Nie. Absolutnie.

Co najbardziej wkurza Cię w dziennikarzach? Pamiętasz jakieś najbardziej absurdalne pytanie, jakie Ci zadano?

Dziennikarze są różni. Jeśli coś zostało napisane i opublikowane, to jest to materiał sprawdzony. Taki któremu można zaufać. Tymczasem miałem kilka takich przypadków, gdzie udzielałem wywiadów i zauważyłem później, że podano w tych materiałach uproszczenia, pewnego rodzaju skróty myślowe, dopowiedzenia… Pomylono fakty. Przedstawiono narrację, która nie dotyka prawdy. Wydaje mi się, że wynika to często z braku przygotowania albo z chęci wywołania kontrowersji, ale na pewno nie jest to ogólna uwaga do wszystkich dziennikarzy. Jednak faktycznie, wielokrotnie spotkałem się z takim sposobem „pójścia na skróty”. Może jest to bardziej efektowny sposób, ale w rzeczywistości jest to bardzo powierzchowne i nieprofesjonalne.

Na moim blogu poruszam także tematy muzyczne, muszę więc zapytać: Jakiej muzyki słucha Wojtek Kukuczka?

Ogólnie słucham dużo różnej muzyki, ale gdybym miał wybrać ulubiony gatunek to najbardziej lubię muzykę w klimacie rockowym i reggae. Kiedyś tak bywało, że się miało jednego ulubionego artystę, ale teraz to się często zmienia. Człowiek nie jest już taki przywiązany.

Na co dzień pracujesz w GALERII NEGATYW w Katowicach. Jesteś jej założycielem?

Tak, galerię zakładałem razem z Łukaszem Pallado. Nie jest to jednak galeria, jaką zazwyczaj można sobie wyobrazić, czyli taka, która ma swój budynek i tam bez przerwy trwa działalność. Jest to raczej inicjatywa – projekt wystawienniczy, w ramach którego są realizowane różne eventy artystyczne.

Czy w GALERII NEGATYW można spotkać Twoje prace? Realizujesz obecnie jakieś artystyczne projekty?

Nie. Koncentrujemy się na wystawianiu różnorodnych artystów. Działania galerii nie są skierowane na mnie czy innych ludzi, którzy w niej pracują. To jest po prostu galeria, w której pokazujemy szerokie spectrum twórczości. Obecnie nie ma żadnej mojej wystawy, ale pracuję nad pewnymi projektami.

Może zdradzisz jakieś szczegóły? Moi czytelnicy to ludzie powiązani w różny sposób z kulturą i na pewno będą zainteresowani Twoją twórczością.

Na tę chwilę posiadam za mało informacji, by coś zdradzić, jeśli jednak będzie jakiś wernisaż, na pewno dam Ci znać.

Założyłeś jakiś czas temu Fundację Wielki Człowiek. Na jakich działaniach opiera się ta inicjatywa?

Działamy w tej fundacji w różnych kierunkach. Z jednej strony jest to kultura, sztuka, a także edukacja kulturalna. Działamy projektowo. Mamy jakąś inicjatywę i ją realizujemy, np. serię warsztatów albo jakiś projekt wystawienniczy. Drugą taką gałęzią są działania wokół kultury górskiej. Prowadzimy na przykład archiwizację materiałów górskich. Można także zobaczyć Wirtualne muzeum Jerzego Kukuczki które jest dostępne w internecie dla każdego.

Jaki jest Twój artystyczny szczyt marzeń?

Indywidualna wystawa w MOMA (Museum of Modern Art) w Nowym Jorku.

Dziękuję Ci za rozmowę i trzymam kciuki za spełnienie Twoich marzeń.

 

Zdjęcia pochodzą z prywatnego zbioru Wojciecha Kukuczki

Wanda Rutkiewicz – pierwsza himalaistka pośród mężczyzn

Wanda Rutkiewicz – pierwsza himalaistka pośród mężczyzn

  1. Dlaczego Wanda Rutkiewicz miała tak trudne życie? Jeżeli w jednym diagramie umieścimy despotyczną matkę, przeraźliwie ambitnego ojca i notorycznie zdarzającą się śmierć w rozbitej rodzinie,która pozbawia poczucia bezpieczeństwa – są spore szanse, że życie takiej osoby będzie ogromnie trudną drogą. Takie osoby będą stale dążyć do udowadniania sobie oraz innym, że są coś warci. Dopóki nie odnajdą z powrotem bezpiecznej przystani i o ile w ogóle ją odnajdą. To piszę ja – amator psychologii- Pożałowana Wanda.

Wanda Rutkiewicz była chorobliwie ambitna po ojcu. Zapatrzona w jego sukcesy, próbowała mu zaimponować przez całe życie. Jestem nawet skłonna postawić tezę, że cały wyścig wspinaczkowy zaczął się właśnie od tego. To między innymi ambicja nie pozwoliła Wandzie Rutkiewicz zrezygnować ze wspinaczki. Góry nie były dla niej tylko drogą wolności. Himalaje stały się jej więzieniem, bo tylko na tej płaszczyźnie mogła udowadniać sobie i innym, że jest najlepsza. Nie wierzę w jej duchowe obcowanie z przyrodą. Wanda Rutkiewicz potraktowała góry ambicjonalnie i dlatego w nich poniosła śmierć. Nie potrafiła żyć już tak, jak żyją zwyczajni, szarzy śmiertelnicy.

Wierzę, że oprócz świetnego przygotowania technicznego, trzeba także słuchać tego, co góra ma nam do powiedzenia. Dlatego zawsze bliżej mi do filozofii Wojciecha Kurtyki niż do Jurka Kukuczki. Wandę jednak pokochałam, dlatego że ta kobieta miała ogromnie trudną osobowość i zwyczajnie próbowała sobie z tym poradzić. Dopóki człowiek walczy o siebie, należy próbować go zrozumieć.

Wanda Rutkiewicz była pierwszą kobietą na K2, była pierwszym polakiem i europejczykiem na Evereście, organizowała kobiece wyprawy na Gaszerbrum III czy Gaszerbrum II. Wspięła się na Nanga Parbat. Samotnie dokonała wejścia na Czo Oju. W ogóle zdobyła osiem z czternastu ośmiotysięczników. Wojciech Kurtyka mówi, że cyfry te są pewnym ograniczaniem umysłowym. Że góry to nie tylko liczby i szczyty, ale trudne technicznie ściany – tutaj rozpoczyna się alpinizm i piękno wspinaczki.

Wanda nie miała dobrej sławy w swoim środowisku. Po pierwsze- była kobietą. Wspinaczka wysokogórska przez wiele lat była uznawana za męski sport. Mówiono nawet, że kobiety w górach przynoszą pecha. Uważał tak Andrzej Zawada, Krzysztof Wielicki, a nawet Jerzy Kukuczka. Jednak to była przypadłość polskiej mentalności. Reinhold Messner – pierwszy zdobywca wszystkich ośmiotysięczników- nie widział problemu, by wspinać się z Wandą. Wspierał ją także w organizowaniu kobiecych wypraw. To zagraniczne znajomości otworzyły przed nią drzwi do kariery himalaistki. Jej światowe wsparcie i kontakty sprawiły, że ci górscy seksiści musieli wielokrotnie uśmiechać się do Wandy, gdy mieli problem ze zorganizowaniem własnych wyjazdów w Himalaje.

Po drugie – Wanda Rutkiewicz odziedziczyła despotyzm po matce. Dlatego jej oba małżeństwa się rozpadły i dlatego mało kto chciał wspinać się z Wandą. Duże ekspedycje mają to do siebie, że wiele osób pracuje na sukces wyprawy, ale na sam szczyt docierają niewielkie zespoły. Dwie osoby. Czasem cztery. Ci ludzie poświęcają własne ambicje. Osobiste korzyści są drugorzędne. Przebywanie na takich wysokościach wszystko im wynagradza. Niestety, Wanda nie potrafiła zrezygnować z własnych sukcesów  na rzecz wypraw. Zaślepiona własnymi potrzebami, poświęcała resztę zespołu i sama docierała na szczyt. Sukcesy miały należeć tylko do niej. Nieraz ryzykowała powodzenie całej ekspedycji. Na ten syndrom cierpiał także Jerzy Kukuczka.

Dlaczego więc pokonała ją liczba CZTERNAŚCIE oraz OSIEM?

Karawana Marzeń to był ostatni plan tej wybitnej himalaistki. Przerażona swoim wiekiem i spadkiem formy fizycznej zabrnęła jeszcze dalej i postanowiła zdobyć 6 ośmiotysięczników w ciągu roku. Tyle dała sobie czasu, by być pierwszą kobietą, która zdobędzie wszystkie najwyższe szczyty świata. Byłaby wtedy trzecią osobą z takim osiągnięciem. Niestety plan był kompletnie nie do wykonania. Wandą Rutkiewicz kierował strach przemijania. Górskie sukcesy to jedyna rzecz, która ją napędzała. Nic dziwnego, że wizja zakończenia kariery budziły w niej przerażenie. Ktoś tak niezwykle ambitny nigdy nie pogodzi się z przejściem na emeryturę. Choć mogła przepięknie opowiadać o wyprawach młodym ludziom, uczyć ich, wskazywać im drogę, wolała umrzeć w górach, tak jak sobie to przepowiedziała.

Jej brat zginął, gdy był małym chłopcem. Jej ojca zamordowano. Oba jej małżeństwa skończyły się porażką. Ryszard Pawłowski zakwestionował jej wejście na Annapurnę. Gdy się w końcu szczęśliwie zakochała – jej partner zginął podczas wspólnej wyprawy. To niewątpliwie dużo traumatycznych przeżyć. Pomimo tak wielu sukcesów, Wanda nie potrafiła cieszyć się życiem. Nie założyła rodziny, nie posiadała dzieci. Podejrzewam, że była mocno rozdarta, pomiędzy tym, jakie życie wybrała, a pomiędzy życiem, którego pragnęła. Nie potrafiła poświęcić nic, by być po prostu szczęśliwa.

Wanda Rutkiewicz

Kanczendzonga – dlaczego Wanda Rutkiewicz wybrała tą górę?

Wanda Rutkiewicz zaginęła podczas realizacji planu Karawany Marzeń. Kanczendzonga to góra, o której mówi się, że nienawidzi kobiet. Wiele z nich poniosło śmierć właśnie tam. Pierwszą polką na tym szczycie była Kinga Baranowska. Dokonała tego dopiero w 2009 roku. Jednak nie sądzę, by z powodu mistycznej nienawiści Kanczendzonga przytuliła Wandę Rutkiewicz na zawsze. Wszyscy wspinacze mówią o walce. Jeżeli przydarzy ci się wypadek w górach, nie możesz odpuścić. Jeśli Twój umysł się podda – przegrywasz. Czy Wanda miała jeszcze siłę, by walczyć? Czy wybór tej wrogiej – wobec kobiet – góry był celowy?

Mama Wandy sympatyzowała z buddyzmem. To sprawiło, że wierzyła, że jej córka żyje. Według jej teorii himalaistka uciekła i zamieszkała w tybetańskim klasztorze. Uważała, że ma duchowy kontakt z córką i że Wanda w końcu jest szczęśliwa. Wierzyła w to do końca swojego życia, a dożyła sędziwego wieku 102 lat. Para wspinaczy, którzy przyszli do domu matki Wandy, powiedzieli, że widzieli w klasztorze kobietę, która wyglądała jak jej córka. Chciałabym w to wierzyć. Byłoby to piękne zakończenie historii mojej bohaterki.

Chciałabym, aby Wanda Rutkiewicz miała łatwiejsze życie. To jak przepięknie wprowadziła kobiety w góry wysokie. Ta jej cała emancypacja – imponujące.  Ona zwyczajnie wyprzedziła ducha swoich czasów. Miała tytuł magistra inżyniera elektroniki. Znała się na marketingu, wiedziała, z kim rozmawiać i jak rozmawiać, by osiągnąć sukces. Świetnie prezentowała się w telewizji. Gdyby tylko żyła w naszych czasach, zdobywałaby właśnie zimą K2 i byłaby mistrzynią Social Mediów.

Pomimo całej gamy czarnych historii, pomimo wad, pomimo wrodzonego despotyzmu, chorej ambicji – Wanda Rutkiewicz pozostanie moją bohaterką. Między innymi dlatego, że pionierzy zawsze mają pod górkę, a ja lubię ludzi, którzy mają pod górkę.

 

Źródła zdjęć: Foto główne: (Sondeep / East New) Foto w żółtym kombinezonie – (prawdopodobnie Bogdan Jankowski) Foto: Jerzy Kukuczka, Wanda Rutkiewicz i Krzysztof Wielicki – (AGENCJA SE/EAST NEWS) Foto ślubne – (archiwum Eugeniji Murauskiené / zbiory Muzeum Sportu i Turystyki)

Dlaczego Czesi mają w dupie konwenanse i kręcą dobre filmy? Czeskie kino w romantycznym wydaniu

Dlaczego Czesi mają w dupie konwenanse i kręcą dobre filmy? Czeskie kino w romantycznym wydaniu

Czeskie kino otworzyło mi oczy na polską nieudolność. Niby jesteśmy dobrzy w patetyczne filmy historyczne, ale za grosz nie umiemy robić komedii romantycznych. Jesteśmy zapatrzeni w Amerykę i gdybyśmy mogli, odwzorowalibyśmy od nich niemal wszystko. Począwszy od programów rozrywkowych typu talent show, kończąc na komediach romantycznych. Cała popkultura z zachodu, dzień dobry globalizacjo.

Gdybyśmy mieli tylko fundusze na blokbastery typu Avengers, na pewno byśmy je skopiowali kropa w kropę. W zasadzie dobrze robimy, gdy nie możemy, Polska uciśniona to najlepsza Polska, jaka nam się trafia. Gdy niemożliwością jest stworzenie polskiego filmu Sci-Fi, Allegro tworzy wraz z Tomaszem Bagińskim fantastyczne krótkie metraże o polskich legendach. Smoki nie są z tektury, czary i mrok nie są z Ameryki, istne cudo. Czyli, że potrafimy. Nie wspominając już nawet o Sekmisji. Do dziś zastanawiam się jak to możliwe, że Juliusz Machulski w takich czasach nagrał tak niesamowity film, jeśli chodzi o scenerie i wykonanie. Może ktoś wie i wyjaśni mi to zjawisko?

Przyznam się, że do dziś nawet mi to nie przeszkadzało. Nikt nie wymaga od komedii romantycznych przecież jakiś wielkich fanfarów, ale to, co robią Czesi w filmie „Wszystko albo nic” to istna paranoja. Paranoja według przeciętnego Polaka. „Wszystko albo nic” to czeska produkcja, która zachwyciła mnie swoją niesztampowością. No bo kto by myślał, że w filmach w ogóle można palić papierosy. Przecież to nie po bożemu. Dajcie spokój, tak propagować palenie papierosów? No w filmie historycznym owszem, ale tak w komedii romantycznej? Nie ma mowy! Dopiszcie do tego całą gamę przekleństw, rozmowy o seksie i parę gejów. Na dodatek do jednego z nich główne bohaterki zwracają się per PEDZIO i totalnie nikt tam się nie obraża. Śmiechom i chichom nie ma końca. Heloł? Czy ktoś już wezwał komisję od etyki?

Żeby nie było tak łatwo, w filmie także nabijają się z „wegechuji” i to jest totalnie pokręcone. Ostatnio oglądałam polską komedię z Anną Dereszowską w roli głównej, która robiła ciasto z buraka, a na pocieszenie dała swojej porzuconej przyjaciółce sok z jarmużu i selera. Czy to nie jest trochę pretensjonalne? Ja wiem, że kino musi iść z duchem czasu, a już na pewno komedie romantyczne, ale bez przesady. Nie jesteśmy przecież idiotami. Na pocieszenie Bridget Jones jadła pudło lodów i siedziała rozczochrana w czerwonej antyseksownej piżamie, a nie piła koktajl z jarmużu. Dokąd to zmierza? Serio ktoś je jarmuż na pocieszenie?

Nie mam nic do jarmużu, ale powinniśmy pokazywać w filmach prawdę

Czesi kręcą filmy, jakby w ogóle nie zwracali uwagi na otaczającą ich rzeczywistość. Mają w dupie poprawność. Może to nie jest jakaś wysokich lotów produkcja, ale umówmy się, człowiek się na niej na zmianę ŚMIEJE i PŁACZE! Kumacie to? Kto z Was ostatni raz płakał na komedii romantycznej w wykonaniu Polaków (mówimy o kinie współczesnym)? Nie chcę być wredna, kocham polskie kino, nawet kiedyś pisałam o tym wpis na blogu, ale ostatnio jakby ta miłość lekko osłabła. Jest we mnie jakaś złość, że nie mamy w sobie takiej buńczuczności jak Czesi. Robimy kino poprawne, a to jest za mało.

Jest taki cykl reportaży na filmwebie, w którym ludzie kina wypowiadają się na temat swojego gustu. Kiedyś Sebastian Fabijański wypowiedział bardzo ładne zdanie, z którym się mocno utożsamiam. Stwierdził, że Polacy nie opowiadają ciekawych fabuł, które by były zwyczajnie wymyślone. Historię polską opowiadamy fantastycznie, ale wciąż nikt nie wymyśla ciekawych scenariuszy, tak jak robią to np. Anglicy. Jeśli coś robimy, to zaraz się okazuje, że w zasadzie jest to zapożyczone. No dobra, Smarzowski jest genialny, ale to jednak wciąż jest malutko.

Czesi udowadniają, że można pieprzyć wszystkie kanony i robić to, co się chce. Nie musi być sterylnie. Smarzowski to wie i Czesi to wiedzą. Czas chyba wyciągnąć kija? Czy nie? Jeżeli nie lubicie komedii romantycznych, to polecam jeszcze jeden film, który wyrywa z butów – Czeski sen. Jeśli się skusicie i obejrzycie to arcydzieło, to koniecznie dajcie znać, czy się ze mną zgadzacie. Bandiczki to są niezłe świry i coś czuję, że mogłabym się tam przeprowadzić. Gdybym była facetem, zapuściłabym wąsa i nosiła sweter z krecikiem. Życie byłoby od razu ciekawsze i nie wiałoby taką poprawną nudą. Film także szczerze polecam. Naprawdę śmiałam się i płakałam na zmianę, nie przeszkadzał mi nawet polski dubbing ani piosenki Ewy Farny, a to już naprawdę sukces! Chciałabym, żeby Polacy także kręcili właśnie takie komedie romantyczne.

Gdyby jednak Polacy nie chcieli nic zmienić, pozostaje mi czeskie kino, więc można spać spokojnie.

Księżniczki Disneya jako blogerki w social mediach

Księżniczki Disneya jako blogerki w social mediach

Wyobrażaliście sobie kiedyś, jakby wyglądało życie księżniczek Disneya, gdyby istniały w naszych czasach? Gdyby miały możliwość korzystać z twitterów, fejsbóków i instagramów? Co by było, gdyby nasze ukochane postaci z bajek wpadły na pomysł blogowania, to jakie kategorie by wybrały? Jak postrzegana byłaby dziś wojownicza Mulan lub nieco pokręcona Syrenka Arielka? Jak poradziłyby sobie w social mediach? W przypływie kreatywnej nocy wpadłam na genialny pomysł i postanowiłam osadzić nasze Księżniczki Disneya w blogosferze. Jak mi poszło? Sprawdźmy. Zanim przejdziemy do rzeczy, chciałabym zaznaczyć, że nie udało mi się znaleźć żadnej bohaterki, która miałaby coś wspólnego z gotowaniem, więc nie mam bloga kulinarnego. Jeśli ktoś ma wiedzę na ten temat bajki, w której pojawie się kucharzenie, to niech pisze w komentarzach. Zostało przecież kilka księżniczek do wykorzystania. Ok, koniec ogłoszeń –zapraszam do czytania.

Kopciuszek

blogerka modowa

Cecha charakterystyczna: angielskie wyjścia

Lubi: wymyślać stylizacje, szperać po zalando, przeglądać pinteresta

Ulubiona marka: Prada

Ulubiony program TV: Project Runway

Ulubiony film: Diabeł ubiera się u Prady

Inspiracje: MACADEMIAN GIRL, Cara Delevingne

Hasztagi:

#party #partytime #fashion #boots #newme #zadzieramkieceilece

#ogólniedyskotekichłopakitakietakietakie #angielskiewyjscie #cotobyłzabalet

#gdziemojebuty #weekend #dress #zahajsmattkibaluj #newstyling

#fashionweek

Mulan

Blog o zabarwieniu feministycznym

Cecha charakterystyczna: androgyniczna uroda

Lubi: poćwiczyć karate, pograć w gry na playstation, chińską kuchnię

Ulubieni artyści: David Bowie, Tilda Swinton

Ulubiona książka: Igrzyska Śmierci

Ulubiony film: Kill Bill

Inspiracje: Joanna d’Arc, Lisbeth Salander

Hasztagi:

#urodaandrogyniczna #women’sstrength #women’stime

#nomakeup #nodress #wspodniachczywsukience

#noszespodniewzwiazku #warandlove #ciosykaratecwiczylemzbratem

#quentintarantino #kobietanaprezydenta #korwindogazu

Pocahontas

Blog ekologiczny

Cecha charakterystyczna: wciskanie swojemu facetowi organicznych kiełków bambusa

Lubi: adoptować zwierzęta na WWFie, szyć eko torby, komponować domowe kompostowniki

Wspiera: Drzewko za makulaturę, Godzina dla Ziemii, Dzień Dokarmiania Zwierzyny Leśnej

Ulubiona książka: “Życie zero waste”

Ulubiony film: Home – S.O.S. Ziemia!

Inspiracje: Moby, Sting, Anthony Kiedis

Hasztagi:

#Greenpace #wwf #adoptujpszczołe #ratujrysiazdorocinskim

#ekoziele #tymaszmniezaglupiadzikuske #travelandliving #ekolife #vege

#vegan #vegetables #animalsmyfriend #zostanwegena30dni #minimalism

#forest #freetree #puszczabiałowieska #wierzęwbiałowieżę

Syrenka Arielka

Blog podróżnczy

Cecha charakterystyczna: Nieumijętność usiedzenia na dupie tzw. Wścikudup

Lubi: nurkowanie, kłótnie z ojcem, podróże autostopem

Ulubiony podróżnik: Władysław Grodecki

Ulubiony program TV: Kobieta na krańcu świata

Ulubiony film: Baraka

Inspiracje: Tony Halik, Martyna Wojciechowska, Arkady Fiedler

Hasztagi:

#autostop #cejrowskibosoprzeswiat #jakpodrozowacza30zł

#ktoredynawylotowke #zart #ktoprzekimawrumini #where #wherenow #travel

#addventure #instatravel #rudawpodrozy #gdzienajlepszapizzawewloszech

#bigtravel

Śpiąca Królewna

Blog motywacyjny – coaching zawodowy

Cecha charakterystyczna: Robi przepiękne zdjęcia na instagrama

Lubi: być w centrum uwagi, opowiadac starodawne dzieje, medytować

Hasło szkolenia: Jak pokonałam lenistwo i wyszłam z łóżka dzięki miłości

Ulubiony film: Marzyciel

Ulubiona książka: Hygge. The Danish Art of Happiness

Inspiracje: Beata Pawlikowska, Regina Brett,

Hasztagi:

#hygge #jestempozytywna #love #loveandhappiness # free

#happyday #newlife #nosleep #strong #instasmile #instagood #best

#codzienniewalcze #jestemfajterka #niespiebotrzymamkredens

#przespacroksiedemlat #obudznawiosne #nowydomnowaty

Piękna i bestia – Bella

Blog książkowy

Cecha charaterystyczna: Zniżki w księgarniach dla największych wyjadaczy

Lubi: facetów z brodą, twarde okładki, małe filiżanki na herbate

Ulubione autorki: Lucy Maud Montgomery, Jane Austen, J.K. Rowling

Ulubiona książka: Duma i uprzedzenie

Ulubiona postać z książki: Hermiona Granger

Inspiracje: Katarzyna Bonda, Sławomir Mrożek

Hasztagi:

#nadrwala #animalplanet #bookstagram #books #instabook

#czytaniejestsexy #lubiefacetowzbroda #zapuscwasa #longhair #stuff

#niespieboczytam #brodaprzedipo #prawdziwifaceci

#nierozwaznairomantyczna #rose #magic

źródło zdjęć: google/grafika

Co zabrać na festiwal?

Co zabrać na festiwal?

Mamy lato, a sezon festiwalowy trwa. Dla starych wyjadaczy pakowanie się to nic trudnego, ale jeśli jesteście nowicjuszami w tej dziedzinie, to na pewno pojawiają się w Waszej głowie pytania, co zabrać na festiwal? Co jest mi niezbędne, a co stanowić będzie niepotrzebny bagaż? Tu z pomocą przychodzę Wam ja i jako weteranka letnich festiwali, przygotowałam dla Was listę rzeczy, które koniecznie musicie zabrać ze sobą.

Dodatkowo stworzyłam dla Was jeszcze bardziej szczegółową listę w postaci PDF-u (lista znajduje się na końcu wpisu). Znajdziecie w niej spis rzeczy niezbędnych, ale także gadżetów, które mogą Wam ułatwić życie na festiwalu, ale niekoniecznie musicie je zabrać ze sobą. Taką listę możecie sobie wydrukować i w dzień wyjazdu-z pomocą tej listy-sprawdzać czy wszystko spakowaliście. Nikt nie chce pojechać bez śpiwora czy szczoteczki do zębów. O ile śpiworem ktoś może poratować, to już szczoteczką do zębów stanowczo nie.

1. Wygodne buty

Wieczny dylemat wszystkich kobiet. Modnie czy wygodnie? Z doświadczenia wiem, że nowe najpiękniejsze trampeczki mogą zepsuć nam cały festiwal. Nie ma nic gorszego niż dyskomfort przemieszczania się po ogromnym terenie festiwalu z obtartymi stopami, dodajmy do tego jeszcze koncerty pod sceną i zepsuty humor murowany. Lepiej zabrać ze sobą sprawdzone, wygodne obuwie, za którym nie będziecie płakać, kiedy się zniszczy. Białe tenisówki też odradzam, no, chyba że ktoś marzy, aby po powrocie do domu były szaro-bure.

2. Namiot, karimata, śpiwór + folia malarska

Niektórzy twierdzą, że i bez tego da się przeżyć, ale ja wolę nie sprawdzać. Swoje prywatne miejsce odpoczynku to jednak za duży komfort, by z niego rezygnować. Wszystkie graty bezpieczne, a my mamy swoje prowizoryczne łoże do dyspozycji 24 h na dobę. W nocy temperatura spada, więc niezbędny nam będzie śpiworek oraz karimata, która zniweluje chłód dopadający nas w środku nocy. Na koniec jeden z moich osobistych festiwalowych patentów- folia malarska. Pada deszcz? Nie macie tropiku? Boicie się, że namiot przemoknie i cały wasz dobytek zostanie zalany? Nie ma mowy. Wystarczy przed ulewą umiejętnie okryć namiot folią malarską i po problemie. Wszystko suche i bezpieczne. Pamiętajcie, by po burzy koniecznie ją zdjąć, żebyście się nie zagotowali od środka. Folię malarską bez problemu dostaniecie w każdym sklepie ogrodniczym czy budowlanym, a koszt to jakieś 3 zł. Niewielka cena za spokój w czasie ulewy, prawda?

3. Peleryna przeciwdeszczowa, okulary przeciwsłoneczne i kapelusz

Nie musicie oczywiście nosić wszystkiego jednocześnie. Jednak wszystkie te elementy mogą Wam ułatwić życie na festiwalu. Nikt nie lubi być przemoczony, okulary chronią oczy, a kapelusz Wasz organizm przed udarem. Kapelusz oczywiście możecie sobie zastąpić bandaną, arafatką lub innym stylowym dodatkiem, może to być nawet kwiecisty turban. Wybór należy do Was.

4. Kosmetyki w wersji mini

Minimalizacja bagażu to podstawa, więc każdy sposób, by zmniejszyć swój festiwalowy pakunek, bardzo cieszy. Kobieca kosmetyczka potrafi zająć bardzo wiele miejsca w plecaku, jednak wcale nie musi tak być. Nie musicie oczywiście rezygnować z higieny, wystarczy udać się do drogerii typu Rossman, natomiast wybierajcie kosmetyki w wersji mini. Mini pasta do zębów, mini żel pod prysznic czy mini szampon, to wszystko jest łatwo dostępne i zdecydowanie zmniejszy Wasz bagaż.

5. Nerka lub mały plecak

Podczas festiwalu liczy się wygoda i bezpieczeństwo. Czasem zdarza się, że wychodząc rano z namiotu, wracamy tam dopiero w nocy. Nie należy więc zostawiać w namiocie portfela z pieniędzmi i dokumentami, takie rzeczy warto mieć zawsze przy sobie. Najlepiej do tego sprawdzi się przepasana na biodrach nerka lub stylowy plecaczek, w którym możemy trzymać nasz dobytek. W plecaku zmieścimy także leki, jeśli jakieś przyjmujemy, wodę czy rozpiskę koncertową. Wygodnie i bezpiecznie.

6. Chusteczki nawilżane i żel antybakteryjny

Możecie ratować się tymi środkami na całym terenie festiwalowym, jeśli nie macie akurat dostępu do wody, a czujecie się niezbyt komfortowo. W każdej chwili możecie się odświeżyć i przemyć sobie ręce czy buzię. Nie zajmie to zbyt wiele miejsca w Waszym podręcznym bagażu, a na pewno sprawi, że znacznie lepiej przeżyjcie festiwal. Chusteczki nawilżane mogą Wam także posłużyć do ochłodzenia się w czasie największych upałów.

7. Rozpiska koncertowa

Dobrym pomysłem jest wydrukować ją sobie lub stworzyć samodzielnie. Osobiście lubię opracować sobie taką listę sama, zaznaczając koncerty, których nie mogę ominąć, a które mi są całkiem obojętne. Dzięki takiej rozpisce zawsze możecie sobie sprawdzić kiedy grają Wasze gwiazdy lub kto akurat występuje na danej scenie.Jeśli jesteście zainteresowani szczegółową listą, zapraszam Was do jej pobrania i wydrukowania. Znajdziecie tam zarówno rzeczy, które są niezbędne w czasie trwania festiwalu / bez których ciężko się obyć na festiwalu i funkcjonalne gadżety, które ułatwią Wam życie

źródło zdjęć: woodstockfestival.plpinterest.com

Dlaczego ludzie słuchający rocka są lepszymi ludźmi?

Dlaczego ludzie słuchający rocka są lepszymi ludźmi?

Twierdzenie, że ludzie ze środowiska rockowego to patologia i degeneracja odeszły w zapomnienie. Jednak nadal zdarzają się tacy, którzy nie wierzą, że ludzie słuchający rocka to najfajniejsi ludzie na świecie. Ci ludzie pod warstwą tatuaży i skórzanych kurtek, są najcieplejszymi ludźmi na świecie.

Dlaczego ludzie słuchający rocka są najfajniejsi na świecie?

Wrażliwość

Wrażliwość muzyczna przekłada się na wrażliwość odbioru świata. Z nikim tak jak z ludźmi słuchającymi rocka nie pogadacie o kulturze. Zarówno jeżeli chodzi o interpretację filmów Davida Lyncha, jak o słuchanie wielorybów na Antarktydzie (które pod lodem brzmią jak Pink Floyd). Ludzie słuchający rocka to mistrzowie odbierania sztuki. Mogą dywagować godzinami nad najpiękniejszymi solówkami w historii muzyki i w niczym to nie przeszkadza, by po chwili dziarsko krzyknąć “Slayer kurwa!”. Ze względu na wyrazisty indywidualizm tego środowiska – Ci ludzie zawsze Cię przytulą i zaproszą do swojego towarzystwa. Bez względu na to, jak wyglądasz i czy jesz mięso, czy nie. Nie ważna jest cała pozorna otoczka tego świata. Ważne, żebyś miał serce po właściwej stronie, a Ci ludzie nigdy Cię nie odtrącą.

W rodzinie jest siła

Jak zazwyczaj ludziom kojarzą się ludzie słuchający rocka, którzy jeżdżą na koncerty i festiwale? Zdrady i morze alkoholu. Jak jest w rzeczywistości? Większość przyjeżdża na koncerty swoich ulubionych wykonawców, których płyty kolekcjonują od dziecka. Pierwsze nagrania jeszcze na kasetach. W portfelach noszą zdjęcia swoich pociech. Zamiast gadać o polityce, chwalą się swoimi żonami. Istnieje powiedzenie, że drzewa do lasu się nie bierze, jednak rockersi biorą sobie za żony najfajniejsze laski na świecie i wcale nie jeżdżą w poszukiwaniu nowych doznań. Może to dlatego, że w prawdziwym męskim świecie zdrada to nie powód do dumy?

Sama kiedyś żyłam w przekonaniu, że gwiazdy rocka to najwięksi zdrajcy i babiarze w historii. Jednak zostało mi udowodnione, że te rockowe ballady o miłości, nie biorą się znikąd. Nikt tak pięknie nie opowiada o swojej rodzinie, jak ludzie słuchający rocka.

rock

Rockersi to dobrzy towarzysze podróży.

Fani rocka mają w dupie to czy w Waszym planie podróży jest 5-gwiazdkowy hotel. Ważne jest tylko to, żeby było gdzie się przespać i umyć. Nieważne czy to podróż motocyklem, samochodem czy autostopem – grunt to przygoda. Mogą to być dzikie Bieszczady, zachód słońca nad morzem, a nawet jezioro na Mazurach. Ważne, żeby było ciekawie.  W zupełności wystarczy ognisko i dobre towarzystwo.

Muzyka nie tylko z głośnika

Pamiętacie te czasy, gdy lata temu na ogniskach naprawdę było ognisko i gitara? Ja do dziś pamiętam wszystkie tytuły piosenek, które moi koledzy grali. Każdy bawił się świetnie i nikt się nie nudził. Dziś nie jest to tak często praktykowane. W tym pędzącym świecie łatwiej wpaść na imprezę z muzyką w telefonie, niż z gitarą w futerale. Pocieszające jest to, że ludzie słuchający rocka nadal grają muzykę na żywo. Czy jest coś lepszego niż dzika natura i rockowe ballady przy blasku ognia? Nie sądzę.

Inteligentne bestie

Niektórym się wydaje, że rockowa muzyka to tylko szatan, gwoździe i darcie mordy, ale to nie prawda. Rockowa muzyka jest tak zróżnicowanym gatunkiem, jak długa jest odległość stąd do kosmosu. Wszystkie te gitary, linie basowe, perkusje to majstersztyk. Ktoś to wsłuchuje się w te cuda na co dzień, musi mieć niezwykłą wrażliwość. Rockersi to pasjonaci z krwi i kości. Jeśli jakieś hobby ich pochłonie, stają najlepsi w swoim fachu. Czy jest to znajomość historii polski, budowa samochodów, budowa szaf sterowniczych lub rzemiosło artystyczne .Bez różnicy, nic prócz perfekcji ich nie interesuje. Cóż, ktoś, kto na co dzień słucha tak dobrej muzyki, nie może być przeciętny.

źródło zdjęć: unsplash.com

Instagram

  • Vinona      vinonaryder popculture popkultura kultura
  • Miaam wczoraj taki wieczr e w rozmowie sprzedaam mojemu koledze
  • Brigitte Bardot with Laurent Terzieff 1966
  • Ju uznalimy wsplnie e nie obchodzimy walentynek czego przykadem by
  • Jane Birkin i Serge Gainsbourg On  aden tam James
  • Kurt Cobain i Courtney Love Jeden z najbardziej destrukcyjnych zwizkw
  • Czas na moj ulubion par  Iman i David Bowie
  • Grace Kelly i ksie Rainier III  Ich krtka historia

Facebook