Polska pełna mleka, czy łyżka dziegciu w beczce miodu? Co działo się w 2018 roku?

Polska pełna mleka, czy łyżka dziegciu w beczce miodu? Co działo się w 2018 roku?

Przyznaję się otwarcie, że liczba obejrzanych wiadomości w TV przeze mnie w 2018 roku, wynosi zero. Nie mam przez to pojęcia, czy wstaliśmy już z kolan, czy wciąż jesteśmy uciemiężeni. Trudno w ogóle mówić o jakichkolwiek obiektywnych mediach, gdy na arenie politycznej stacjonuje tylko jedna partia, a reszta próbuje ujadać niczym słodkie pieski Chihuahua. Każdy wie, jak te pieski kończą w bojach. Właściciele pakują je do torebki i zanoszą do domu. Tak mniej więcej to u nas wygląda. 

Nie samym TV człowiek żyje. Ratuje nas obiektywny internet i social media. Mamy kulturę, ekologię i sportowe sukcesy. Podsumujmy. Co nam się udało, a co lepiej wyprzeć i i o czym zapomnieć. 

 

Co wydarzyło się w 2018 roku, czyli polskie porażki

 

Reprezentacja Polski w piłce nożnej mężczyzn

Nie chcę zostać jakąś turbo hejterką, ale ten samobójczy gol Thiago Cionka w meczu z Senegalem to trochę creepy wspomnienie. Do dziś pamiętam te łzy i bluzgi rzucane przez miliony Polaków. Potem wcale nie było lepiej. Mieliśmy wyjść z grupy, a Japończycy pozbawili nas nawet walki o honor. Po prostu nam go dali. Jak brat pozwalający wygrać młodszej siostrze w Piotrusia, bo robi mu się jej żal.

Nawet zaczęłam pisać do władz Belgii o sezonowe obywatelstwo. Nikt tak pięknie nie broni piłek, jak Thibaut Courtois. Dla mnie to zdecydowanie mistrzowie Mundialu 2018.

Premier Morawiecki tańczący z hienami

Nie wiem, dlaczego coś takiego w ogóle miało miejsce. Niby wolnoć Tomku w swoim domku, ale to chyba nie była prywatka. Premier tańczący z Rydzykiem? To ja już wolę tańczącego Janusza Palikota z Panią Grodzką.

Patryk Vega i pospolite ruszenie

Film Botoks niezwykle płodnego reżysera obejrzało aż 1,5 mln widzów. To bardzo dużo jak na totalną kaszanę. Wpływy z kin wynoszą 30,5 mln zł. Gdy patrzę na te liczby, to nie dziwię się nawet Adamczykowi, że postanowił zagrać zbira w Kobietach Mafii 2. Jedynie gorszym faktem jest to, że w internecie pojawiły się takie hasła jak: Pozytywne recenzje filmów Patryka Vegi. ALE JAK?

Żółć i frustracja Agnieszki Holland

Pani reżyser nie strzeliła sobie jakoś mocno w kolano przy pracy nad serialem 1983. Nie jest, to może arcydzieło, ale jak się ktoś odpowiednio zmotywuje, to znajdzie tam kilka pozytywnych aspektów. Nie spodobał się on jednak zbytnio polskiej widowni. Średnio mnie to dziwi, gdy patrzę na statystyki oglądalności filmów Patryka Vegi. Nie dość, że polski widz woli kontrowersyjne obrazy wypełnione po brzegi bluzgami, to przede wszystkim fani Netflixa zostali przyzwyczajeni do wysokiej jakości produkcji. Nikogo nie zaskakuje więc mierna ocena pracy Agnieszki Holland. Moment. Jednak kogoś dziwi. Samą Panią Agnieszkę Holland. Jej post w internecie o naszym niskim intelekcie był słaby. Halo, gdzie są ludzie od PR-u osób publicznych? Niech ich ktoś w końcu zatrudni.

Tutaj znajdziecie recenzję serialu 1983:

Serial 1983, czyli jak nie zrozumiałam konwencji Agnieszki Holland

Szczyt klimatyczny 2018 w Katowicach

Nie wiem, w jakiej krzywej przestrzeni żyje nasza obecna władza. Śmieszniej było zrobić ten szczyt tylko w Krakowie. Żeby żartów nie było mało, to w menu cateringu zaproponowano głównie mięso. Chyba wszyscy wiemy, jaki wpływ na środowisko ma produkcja szyneczki? To już było głupie, ale nie takie najgorsze. Głupotę się da wybaczyć, toż to nie wina idioty, że jest idiotą. Jednak hasła rzucone podczas tej imprezy, to jakaś katastrofa. Ekolodzy na całym świecie rozpaczliwie płaczą nad kondycją i przyszłością naszego świata, ale Polska zdecydowanie się tym nie przejmuje. Nie dość, że nie chce inwestować w nowoczesną segregację plastiku, to nasze władze postanowiły nawalać do pieca węglem jeszcze przez milion lat.

Andrzej Duda: „Trudno, żebyśmy z naszego surowca, dzięki któremu mamy zapewnioną suwerenność energetyczną, całkowicie zrezygnowali. Byłoby to z punktu widzenia polityki, jaką realizuje nasze państwo, dziwne”.

Spoko Andrzej. Mam nadzieję, że Twoje ewentualne wnuki będą miały fajne życie. Pozdrawiam.

Trójka w manipulacyjnym potrzasku

Wiecie jak jak to czasem bywa? Macie miły dzień i wtedy przychodzi sąsiad. Nie, że sąsiad zły, tylko że przynosi złe wieści i cały dobry humor znika. Miałam kiedyś taki dzień. Wtedy zaczęłam rozmawiać z moją kochaną Anią – klik i przekazała mi ona pewne smutne wiadomości. Wszyscy kochamy trójkę, prawda? Prawdziwa ostoja dobrej muzyki itd. Wtem Ania opowiada mi, że do Trójki został zaproszony pewien specjalista od ekologii i postanowił edukować nasz wspaniały naród.

Wspominałam już, że ekolodzy na całym świecie płaczą o kondycję naszej planety? Okazuje się, że to totalna bzdura i wymysł nazistów, a w ogóle to jakiś żart, bo oni robili badania 70 lat temu i było git, więc ta Angela Merkel to straszna kłamczucha. No i to, że się klimat ociepla to nawet dobrze, bo u nas chłodnawo, dwa stopnie na plusie będą dla nas zbawienne. Topnieją lodowce? Czym się tu przejmować.

– Roztopią się, albo się nie roztopią – ocenił profesjonalnie ekspert Trójki. – Są takie nawet teorie, że w jednych miejscach się bardziej roztapiają, w innych się mniej roztapiają.

Tego Pana także pozdrawiam.

Krystyna Janda krytykuje polskich kibiców

Nie odnosimy zbyt wiele sukcesów w piłce nożnej, ale co komu do tego, co kto ogląda? Skoro Pani Krystyna Janda widzi nas jako głupców, to czemu się dziwi, że Polacy w pociągach omijają kolumny o kulturze?

Janda: Ja mówię o polskich kibicach, którzy przy byle sukcesie dostają irracjonalnego obłędu i manię wielkości, ja tego nie mogę słuchać. Zwycięstwo jest dla mądrych, gdybyśmy zwyciężyli, to nie dałoby się wytrzymać już dalej w tej euforii zwycięstwa.

Poza tym jak jadę pociągiem i widzę, jak wsiada ktoś, otwiera gazetę i wyrzuca strony z kulturą od razu do kosza i czyta tylko… a tych stron o sporcie jest dużo… to mówię “no jednak”…

Faktycznie niewiele wygrywamy, ale to chyba Pani Janda najmocniej broni wolności w tym kraju, czy to dotyczy tylko teatrów?

Wystarczy tych porażek. Było ich w 2018 roku znacznie więcej, ale po co sobie aż tak psuć nerwy. Czas na krainę mlekiem i miodem płynącą. Potrafimy w sukcesy i to jest zdecydowanie lepsza strona tego wpisu.

Co wydarzyło się w 2018 roku, czyli polskie sukcesy

 

Akcja ratunkowa na Nanga Parbat

Cały świat mówił o heroizmie Adama Bieleckiego i Denisa Urubko. Jarosław Botor i Piotrek Tomala też wzięli udział w ratunku na Nanga Parbat. Chłopcy w śmiertelnych warunkach zdołali uratować francuską wspinaczkę Elisabeth Revol. I choć nie nie udało im się sprowadzić naszego rodaka Tomasza Mackiewicza, to ich bohaterski wyczyn zostaje na zawsze zapisany na kartach historii. Ta akcja to czysty dowód na to, że jeśli chodzi o himalaizm, to nie mamy sobie równych.

Andrzej Bargiel i pierwszy zjazd na nartach z K2

Ledwo opadły emocje po nieudanej zimowej próbie zdobycia K2 przez Polaków, a już Andrzej Bargiel zgotował nam kolejną sensację. Przez kilka tygodni śledziliśmy jego próbę zjechania na nartach z K2. Jego ekipa, przygotowania i wspaniałe zaplecze technologiczne to miód na serce. Tygodnie przygotowań, szybkie wejście na szczyt i najtrudniejsze, zjazd. Mamy to! Pierwszy człowiek, który zjechał na nartach z K2 na świecie. Polak — Andrzej Bargiel. Jeśli miałabym robić plebiscyt, to wydarzenie zamieściłabym jako najważniejszy sukces dla Polski w 2018 roku.

Dron Bartka Bargiela 

W rodzinie siła. Nie dość, że Andrzej Bargiel osiągnął życiowy sukces, to jeszcze jego brat okazał się bohaterem. On i jego dron wziął udział w akcji ratunkowej na Broad Peak. Gdy chłopcy przygotowywali się do wiekopomnej chwili, niedaleko ich bazy zaginął inny wspinacz. Rick Allen. Nikt nie dawał mu szans na przeżycie i wtedy właśnie Bartek Bargiel wkroczył ze swoim dronem do akcji i pokazał drogę powrotną Rickowi. Nie wiem, co do powiedzenia w tej kwestii mieli wrogowie technologii w górach wysokich, ale chyba niewiele?

Gdy pierwszy raz podleciałem dronem do Ricka, zauważył go i, jak powiedział mi później, poczuł, że ktoś wie o jego sytuacji i poczuł nadzieję. Zaczął iść w górę. Przedtem tkwił w jednym miejscu. Potem musiałem polecieć jeszcze raz, gdyż zaczął iść za bardzo w górę. Podleciałem wtedy do niego i poleciałem w linii prostej do osób, które szły w jego stronę i znów do Ricka, aby wskazać drogę jemu i ratownikom. Wtedy Rick zaczął iść w dobrym kierunku i po jakimś czasie spotkał się ze wspinaczami, którzy po niego szli.  

Mistrzostwa Świata w Piłce Siatkowej Mężczyzn 2018

Faktem jest, że zainteresowanie siatkówką nie jest proporcjonalne do zainteresowania piłką nożną. Także nieproporcjonalne są sukcesy w obu dyscyplinach sportowych. Polacy obronili tytuł Mistrza Świata w Piłce Siatkowej. Co zrobili polscy piłkarze? Nie obronili nawet honoru.

Kler i liczby

W pierwszy weekend emisji na „Kler” sprzedano 935 tys. biletów, co jest rekordowym weekendem otwarcia po 1989 roku. “Kler” wyprzedził pod tym względem „Pięćdziesiąt twarzy Greya” (834 479 widzów w weekend otwarcia), “Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy” (otwarcie 789 568), „Listy do M. 3″ (otwarcie 775 817 widzów), „Pitbull. Niebezpieczne kobiety” z 2016 roku (otwarcie 767 519 widzów) czy zeszłoroczny „Botoks” (otwarcie 711 906 widzów).

(źrodło: www.wirtualnemedia.pl)

Te liczby mówią same za siebie. Ogromne brawa dla Wojciecha Smarzowskiego!

Rafał Zawierucha dołącza do rodziny Tarantino

Spekulacje trwały przez kilka miesięcy. Kto zagra Romana Polańskiego w najnowszym filmie światowego reżysera? Stawiano na Borysa Szyca i Jacka Braciaka. Jakie było zdziwienie, gdy wybrańcem okazał się drugoplanowy aktor Rafał Zawierucha. Kto fanem Tarantino jest, ten dobrze wie, że ten ma łeb nie od parady, jeśli o obsadę chodzi. Nikt chyba nie był bardziej szczęśliwy w 2018 roku, niż sam aktor.

Zimna wojna w hollywoodzkim uścisku 

Paweł Pawlikowski potrafi w reżyserię. Najpierw zdobył Oscara za Idę, a teraz otworzył drzwi do kariery Joannie Kulig. Wszyscy zakochali się w Zimnej Wojnie. Ilość zdobytych nagród mówi sama za siebie.

Platynowy Dawid Podsiadło

Ten młody chłopiec wyciska sok z cytryny na całego. Marketing jego najnowszej płyty to istny majstersztyk. Wyprzedana trasa koncertowa i sprzedaż płyt w kiosku to jeszcze nic. Po tygodniu od premiery album “MAŁOMIASTECZKOWY” osiągnął status PLATYNOWEJ PŁYTY! Po tygodniu moi mili.

 

To będzie na tyle. Jak już wiemy, w 2018 rok wydarzyło się wiele. Jedni przysporzyli nam smutków, inni pokrzepili nasze serca. Niech każdy zdecyduje, co dla niego było czym. Możecie się oczywiście dzielić swoimi spostrzeżeniami. Niedługo pojawi się także coroczne podsumowanie muzyczne i wywiad z piekielnie zdolnym zespołem z Wrocławia. 

Jednym z niewątpliwie smutnych wydarzeń w 2018 roku była także śmierć królów muzyki, Kory Jackowskiej, Zbigniewa Wodeckiego i  Tomasza Stańko. Jednak nie da się tego zakwalifikować do żadnej z powyższych kategorii. Pozostawiam więc ten smutny fakt bez komentarza.

Fot. /unsplash.com

 

 

 

 

 

Jak zostać wege i z czym zmagają się roślinożercy? Akcja Viva-Zostań wege na 30 dni

Jak zostać wege i z czym zmagają się roślinożercy? Akcja Viva-Zostań wege na 30 dni

Jeśli nie wiesz jak zostać wege, a roślinożercy codziennie inspirują Twoją wrażliwą duszę, to wcale nie musisz podejmować decyzji z dnia na dzień. Fundacja Viva rzuca światu wyzwanie. Jeśli mięso to Twoje paliwo – Zostań wege na 30 dni. Sprawdź, czy mięso jest niezbędne na Twoim talerzu każdego dnia. Jak żyć bez steków i burgerów? Czy w niedziele sens ma tylko kotlet schabowy? Podejmij się wyzwania i sprawdź, z czym na co dzień  zmagają się roślinożercy.

Od czego zacząć?

Sama podjęłam się tego wyzwania dwukrotnie. Za pierwszym razem poddałam się po kilkunastu dniach, ale tym razem udało mi się dotrwać do końca. O ile za pierwszym razem było mi dużo trudniej, to za drugim razem było zadziwiająco łatwo. Jeśli nie masz pojęcia o kuchni wegetariańskiej i to Twój główny demotywator – Viva podsyła jadłospisy na każdy dzień. Sama też na co dzień inspiruję się kilkoma miejscami w sieci. Jadłonomia i Facet i kuchnia to zdecydowanie moi faworyci w tym świecie. Jeśli nadal zastanawiasz się jak zostać wege, zajrzyj do nich koniecznie.

Co daje to wyzwanie?

Jesz zdrowo: Nie twierdzę, że inni odżywiają się gorzej, ale trzeba być bardzo kreatywnym, by zastąpić mięso. Co przekłada się na większą ilość zdrowych składników. Jeśli dzielisz lodówkę z mięsożercami, może być trudniej. Czym jednak można zastąpić mięsne kotlety na obiad? Marchewka, kasza jaglana, tofu, jarmuż, szpinak, kasza gryczana. Czyli, że zdrowiej. Surówka do niedzielnej obiadu czy mizeria w zupełności często nam wystarczają. Gdy jesteś wege, jesz warzywa plus jeszcze więcej warzyw.

Nowe smaki: Lubimy nasze przyzwyczajenia. Jeśli mamy do wyboru usmażenie kurczaka na szybko, to sięgniemy po to prędzej, niż zaczniemy samodzielnie przyrządzać hummus. Robimy papryki faszerowane? Mięso mielone nada smaku. Jeśli robimy w wersji wege, musimy poszukać zastępstwa. Wegetarianizm to ciągła podróż. Jeśli w restauracji nie skusisz się na mięsko, odkryjesz, że krem z białych warzyw- który zawsze odkładałeś na później -smakuje wybornie z wędzonym serem i oliwą z chilli. Wegetarianizm w żadnym momencie nie bywa nudny. Jeśli nie wierzysz, spróbuj podjąć się tego wyzwania dla samego odkrywania nowych smaków.

Humanitaryzm: Może cały świat nie przestanie jeść mięsa, ale jeśli przeszkadza Ci sposób traktowania zwierząt w hodowlach, przestaniesz się do tego przyczyniać. Są różne powody, dla których ludzie przechodzą na wegetarianizm. Jedni go nie lubią, inni nie czują się po nim dobrze, a inni chcą żyć w zgodzie ze swoim sumieniem. Nie ważne, który powód przypisujesz do siebie. Ważne, że właśnie tego chcesz.

Co w byciu wege jest dla mnie trudne?

Co jeść na mieście?– Świat otwiera się na opcję wege, ale restauracje nadal oferują często jednie mięso sojowe plus mięso sojowe, a na deser mięso sojowe. To trochę smutne, że przy 10 opcjach mięsnych, Ty możesz jedynie zjeść frytki lub ryż z warzywami. Nie będziesz przecież ciągnąć swoich znajomych po 20 knajpach, bo chcesz sobie zjeść falafel.

Brak ryb– To chyba moja największy demotywator. Nie wyobrażam sobie bez nich życia. Choć nie jem ich codziennie, to nie wierzę, że bym się nie złamała na widok łososia czy grillowanego dorsza z czosnkiem i pietruszką.

Ludzie z talentem do przegotowywania mięsa– Wspaniale jest odkrywać nowe smaki i jednocześnie nie przyczyniać się do strasznego traktowania zwierząt, ale jeśli od lat Twoja rodzina karmi Cię pysznymi mięsnymi daniami, a burgery w Twoim mieście są totalnym sztosem, nie będzie łatwo.

Skąd brać motywację?

Zgadaj się z ludźmi, którzy są roślinożercami. Ja moje wyzwanie ogłosiłam publicznie na Instagramie i prawie codziennie zdawałam relację z moich dokonań. Moje kochane dziewczyny codziennie mnie wspierały i podkręcały moją motywację. Zresztą poza internetem, też znaleźli się ludzie dobrej woli, którzy byli dla mnie inspiracją.

Jak świat zareaguje na Ciebie?

Codziennie ktoś podejmuje decyzje o rzuceniu mięsa. Nikogo też nie dziwią sojowe parówki na grillu koleżanki. Pamiętam, że jeszcze 10 lat temu żartów nie było końca z kiełków i chwastów. No bo jak zostać wege? Przecież to niemożliwe. Dzisiaj raczej wszyscy rzucają hasło: Ok, to niech będą dwie pizze i porządek świata zostaje zachowany.

Zrobiłam sobie Research po restauracjach i bacznie przyglądałam się reakcjom moich znajomych na wieść o moim wege wyzwaniu. O ile w restauracjach czasem pada rozczarowanie (ryż z warzywami to nie jest górnolotne spełnień marzeń), to moi znajomi okazali być całkowicie otwarci na moje nowe ograniczenia. Jest to faktycznie mała grupa statystyczna i ciężko się na niej oprzeć, to chyba właśnie ta grupa osób ma dla nas największe znaczenie. Opinia reszty świata nie ma znaczenia.

Podsumowując: Jak zostać wege?

Jedyną opcją jest po prostu spróbować. 30 dni to optymalny czas na ewentualną przyjaźń z dużą ilością zieleniny. Wbrew pozorom, wcale nie wyjdziesz na tym drożej. Być może po tym czasie pójdziesz na krwistego steka, a może przedłużysz swoje wyzwanie o kolejne 30 dni? 

Fot główne: Unsplash

 

 

 

Popkultura w pigułce. Czy odnajdziesz swój symbol? #1

Popkultura w pigułce. Czy odnajdziesz swój symbol? #1

Długo zastanawiałam się, czym jest właściwie popkultura. Andy Warhol czy Marylin Monroe – to łatwe. Pytanie, dlaczego akurat te symbole zyskują ogromną popularność wśród kolejnych i kolejnych pokoleń? Jakość i marketing. Dlaczego kupujemy trampki Converse i przekopujemy Zalando w poszukiwaniu idealnego fasonu spodni Levi’s? To niezastąpione ikony. Dzięki nowatorskiemu podejściu zdobyli popularność i pozostają na rynku od bardzo dawna.

Jeśli chcecie poznać historię popularnych spodni – zajrzyjcie tutaj

Postanowiłam stworzyć  pewien cykl – historyczną podróż po symbolach popkultury. Moi czytelnicy (pozdrawiam!) na FP bardzo mi pomogli i wskazali swoje skojarzenia, jeśli macie jeszcze jakieś pomysły – śmiało dajcie znać. Liczę, że dobijemy do 300 pozycji.

 

Popkultura w pigułce – część pierwsza

 

David Bowie

Muzyczny kameleon i artysta doskonały. Zrewolucjonizował  muzykę pop i jak nikt bawił się konwencją,  zmieniając wizerunek z każdą kolejną płytą. Okładka Aladdin Sane z charakterystycznym makijażem Pierre’a Laroche przeszła do historii jako kultowa. Wizerunek z tej okładki jest do dziś chętnie kopiowany.

Jego znakiem rozpoznawczym są oczy. Jednak to nie heterochronia sprawiła, że artysta jest taki wyjątkowy. David Bowie walczył o względy panny Carol Goldsmith ze swoim przyjacielem, w wyniku czego oberwał paznokciem w oko. Od wiosny 1962 roku źrenica lewego oka Davida Bowie pozostała stale rozszerzona. Ta powiększona źrenica sprawiała, że lewe oko wydawało się ciemniejsze.

David BOWIE

Ten kameleon nie ograniczał się jedynie do muzyki. Swoją urodą i często zmieniającym się wizerunkiem, spopularyzował także urodę androgyniczną. Robił to świadomie i pięknie. Wisienką na torcie jest jeden z ostatnich teledysków muzyka. Tilda Swinton jest w nim doskonała!

 Bowie ogłaszał wielokrotnie sprzeczne informacje na temat swojej orientacji. Podczas swojej burzliwej kariery zdążył być homoseksualistą i biseksualistą. Ostatecznie stwierdził, że to nie prawda i były to hasła narzucane przez wytwórnię. W kwestii artysty pozostają dwa inne istotne pytania. Czy Mick Jagger i David Bowie spali ze sobą i czy Miasteczko Twin Peaks mogło by powstać bez jego udziału? Ja niewątpliwie pana  Bowiego kocham. Kocha go też moja mama, która puszczała nam w domu na okrągło ten wykon:

Pulp Fiction

Quentin Tarantino w swojej karierze zrobił 10 doskonałych filmów + jeden, który jest arcydziełem. Scena tańca w klubie pełnym kelnerów stylizowanych na Elvisa i Marylin Monroe mogła wyjść kiczowato i pretensjonalnie. Tani chwyt dla mas? No błagam. To Tarantino. On z kiczu robi dzieła sztuki. 

Pisząc ten wpis, spoglądam na obraz Mii Wallece, który stoi na moim biurku. Jest jeden doskonały dialog Mii i Vincenta, który przyjęłam głęboko do serduszka i powtarzam go sobie niemal codziennie. Więc jeśli Pulp Fiction to nie popkultura, to co nią jest!?

Mia Wallace: Okropne, nie?

Vincent Vega: Co?

Mia Wallace: To krępujące milczenie. Czemu ględzenie o bzdetach uważamy za wyraz nieskrępowania?

Vincent Vega: Nie wiem. To dobre pytanie.

Mia Wallace: Po tym można poznać kogoś wyjątkowego. Kiedy można zamknąć ryj i wspólnie sobie pomilczeć.

Scenę z teledysku poniżej – uwielbiam. Monolog Travolty w kontraście z tańcem Umy. Jeśli ktoś jest tutaj mistrzem, to zdecydowanie jest to Tarantino.

Fabienne: Czyj to motor?

Butch Coolidge: To nie motor, to harley.

Fabienne: Czyj to harley?

Butch Coolidge: Zeda.

Fabienne: Kto to jest Zed?

Butch Coolidge: Zed zszedł, kochanie, Zed zszedł.

Można długo wymieniać. Monolog Julesa? Kapitalny. Tim Roth i Amanda Plummer w duecie? Groteska. Eric Stoltz jako Lance i nawet epizod samego Tarantino – coś pięknego. Nie mogę pominąć oczywiście Christophera Walkena. Chciałabym powiedzieć, że jego scena z zegarkiem jest moją ulubioną, ale przy tym filmie tak się nie da. Tam praktycznie każda scena jest dobrze napisana. 

Quentin Tarantino to mistrz dialogów, co najlepiej widać akurat w filmie Death Proof, ale o tym innym razem.

To był jeden z pierwszych zegarków na rękę. Przedtem używano zegarków kieszonkowych. Kupił go szeregowy Coolidge, w dniu, kiedy wypływał do Paryża. Twój pradziadek nosił go codziennie przez calutką wojnę. Kiedy zakończył służbę, wrócił do twojej prababci, zdjął zegarek i włożył do puszki po kawie i zegarek tam sobie leżał, aż pewnego dnia ojczyzna wezwała twego dziadka Dane’a, by jechał za morze i walczył z Niemcami. Tym razem była to druga wojna światowa. Twój pradziadek podarował swojemu synowi zegarek na szczęście. Ale Dane miał mniej szczęścia niż ojciec. Był w piechocie morskiej i poległ wraz z towarzyszami broni w bitwie o Wake Island. Twój dziadek stanął w obliczu śmierci, wiedział o tym. Żaden z tych dzielnych chłopców nie łudził się nadzieją. Na trzy dni przed atakiem Japończyków dziadek poprosił strzelca z samolotu transportowego, niejakiego Winockiego – człowieka, którego widział po raz pierwszy w życiu – poprosił go o zawiezienie złotego zegarka jego maleńkiemu synkowi, którego nie zdążył zobaczyć. Trzy dni później twój dziadek nie żył, ale Winocki dotrzymał słowa. Po wojnie pojechał do domu twojej babci i wręczył maleńkiemu chłopcu złoty zegarek po ojcu. (ponownie pokazuje zegarek) Ten zegarek. Twój tata miał go na ręku, kiedy go zestrzelili nad Hanoi. Trafił do wietnamskiego obozu jenieckiego. Wiedział, że żółtki na pewno skonfiskują mu zegarek… że mu go odbiorą. Ale wiedział też, że to ty powinieneś go otrzymać. Nie mógł pozwolić, by żółte łapska tknęły dziedzictwo jego synka. Więc schował zegarek w jedynym pewnym schowku: we własnej dupie.

Jest też doskonały dialog Samuela Jacksona i Travolty podczas podróży, której celem jest zlikwidowanie „niewiernego obiektu”. O czym można wtedy gadać? O frytkach w majonezie i burgerach oczywiście!

A teraz uwaga, uwaga…

Co łączy tych dwóch panów? Bo coś ich łączy. Kto wie?

Bękarty wojny oczywiście! 

David Bowie nagrał  muzykę do filmu Bękarty Wojny, którego twórcą jest Quentin Tarantino.

No i popkultura też.

Chyba trzeba stworzyć osobny wpis o Tarantino…bo ja mogę tak bez końca.

 

Uff…pierwsze koty za płoty. Musicie mi koniecznie powiedzieć, czy w każdej odsłonie cyklu wystarczą dwie pozycje, czy lepiej krócej, ale więcej. Dajcie znać. Oczywiście dajcie też znać, czy zgadzacie się z moimi typami i pamiętajcie o swoich propozycjach.

Czym dla Was jest popkultura?

To także może Cię zainteresować:

Kultura w Wielkiej Brytanii

 

Fot. główne – UNSPLASH

 

 

5 powodów dla których warto jeździć na festiwale

5 powodów dla których warto jeździć na festiwale

Muzyczna uczta

Do wyjazdu na festiwale zazwyczaj przekonuje nas spersonalizowana lista artystów. Papa Roach, Depeche Mode, Decapitated i wiele innych zespołów, które przyciągają kilkutysięczną publikę. Wiecie, co jednak jest najlepsze? Nieznane. Warto pójść na koncert kapeli, której nazwa kompletnie nic nam nie mówi. Brzmi dziwnie? Idź na to! Dzięki takim zabiegom poznałam m.in. Łąki Łan czy artystę ulicznego z Australii – Dub FX. Za każdym razem byłam pozytywnie zaskoczona. Odkrywaniemuzyki na festiwalach to najlepsza zabawa.

Naładowanie akumulatorów, czyli wyprawa do Nibylandii

Festiwale są różne. Duże i małe. Wyobraź sobie, że jesteś akurat na takim, gdzie przyjeżdża co roku 700 tysięcy ludzi. Jesteś anonimowy jak nigdy. Możesz tańczyć na środku ulicy i nikt specjalnie nie zwróci na Ciebie uwagi. No, chyba żeby dołączyć. Totalne uczucie swobody i luzu. Możesz leżeć na trawie i pić piwo słuchając swojego ulubionego artysty lub rozmawiając z nowo poznanym człowiekiem. Twoja głowa wyłącza się z wszelakich problemów i możesz mieć wszystko gdzieś.

Mały festiwal nie oznacza, że wyluzowanie jest niemożliwe. Po dwóch dniach na małym festiwalu znasz już właściwie całe pole namiotowe i z każdym witasz się jak ze starym kumplem. Wiesz, że tamten jest fanem Kreatora, a tamta dziewczyna zakochana jest na śmierć w Grabażu. Usiądź z nimi, gadaj o głupotach i ciesz się życiem. Jesteś tu i teraz. Reszta nie istnieje. W sumie przy małej liczbie osób też możesz tańczyć boso. Wielkość festiwalu nie ma tutaj znaczniea.

Na festiwalach mieszka miłość

Może na co dzień odbierani jesteśmy trochę jak kosmici. Nosimy kolorowe ubrania, zbyt krótkie/długie włosy, mówimy o niszowych filmach i słuchamy dziwnej muzyki, ale wystarczy pojechać na festiwal i w końcu możemy poczuć się sobą. Na festiwale jeżdżą ludzie, którzy mają w sercach jednorożce i dodatkowo pływają one w brokacie. Każdy człowiek jest jak brat. Nie ważne skąd jesteś i co robisz. Jeśli w Twoim sercu mieszka plusz – jedź na festiwal. Nigdzie nie będzie Ci tak dobrze, jak tam.

Folkowisko 2017

Folkowisko 2017

Szybki kurs pilotażu

Samodzielność. Jeśli jeździsz na zorganizowane wycieczki z biura podróży, to jedyne co musisz, to ubrać sandały i podreptać za przewodnikiem. Festiwale nie mają przewodników. Musisz sam zorganizować sobie czas. Rozplanować koncerty na 3 scenach, gdzie co kiedy i z kim. Jeśli przewalisz całą kasę na głupoty – pewnie ktoś pożyczy Ci na bilet powrotny, ale jednak organizacja się przydaje. Gdy pojechałam na swój pierwszy festiwal, miałam jakieś 12 lat i dzięki temu dziś nie mam problemu z pakowaniem w mały plecak, czy z rozłożeniem namiotu.

Obyczajówka

Czyli misz-masz kulturowy. Poznajesz ludzi z całego świata. Ja np. poznałam na Woodstocku ludzi z Nowej Zelandii, którzy przylecieli do Polski, tylko na Łąki Łan. Nie ważne, że wcześniej grało Prodigy. Oni przylecieli na nasze Łąki Łan! Festiwal daje szansę posłuchania np. gwary kaszubskiej. To nie ważne, że możesz nie zrozumieć. Dowiesz się, że na śląsku na rower mówi się koło i nauczysz się szczegółowo całej mapy świata. Tak całkiem poważnie, to festiwale uczą tolerancji i uświadamiają Ci, że każdy człowiek zasługuje na szacunek. Bez względu na historię czy pochodzenie. To przez ten plusz i jednorożce. No i może trochę wina. Wino też łagodzi obyczaje…albo bimber.

Pannonica 2017

Pannonica 2017


Nie wiesz co zabrać na festiwal? 

Kliknij TUTAJ, przeczytaj krótki poradnik, a następnie pobierz listę, która ułatwi Ci pakowanie. Lista jest do pobrania w formacie PDF.

Co zabrać na festiwal?

Poradnik oraz pomocna lista stworzona jest na podstawie mojego wieloletniego doświadczenie festiwalowego. Dzięki tej liście unikniesz zabierania ze sobą zbędnego balastu i skorzystasz z moich magicznych sztuczek, które ułatwią Ci życie pod namiotem. 

*Polecam Wam wydrukować listę, dla łatwiejszego użytkowania.


Fotografie pochodzą od najlepszego fotografa świata, który mieszka po azjatyckiej stronie Wisły i jeśli szukacie kogoś, kto zrobi Wam NAJPIĘKNIEJSZE fotografie ślubne, portrety czy akty, to zapraszam do galerii Michała Szwerca – psychopaty z aparatem. Jeśli powołacie się na Pożałowaną Wandę, może łba Wam nie ukręci.

 

Share Week 2018

Share Week 2018

Założyłam bloga rok temu. W lutym. Niedługo potem zaczęła się cała akcja u Andrzeja Tucholskiego. Share Week 2018. Twórcy polecają twórców. Nic wtedy z tego nie rozumiałam. Odpuściłam. Minął rok, a ja wsiąkłam w blogosferę bez reszty. Zostawiłam za sobą wyścig szczurów i postawiłam na ludzi. Dlaczego? Bo pod warstwą marketingu, grafik, SEO, sponsorów, wywiadów śniadaniowych itd. kryją się po prostu ludzie. Mijamy ich codziennie na ulicy, nie wiedząc często, kim są. Czym się różnią? Pokonują strach przed odrzuceniem. Mierzą się ze swoimi kompleksami. Wychodzą sobie naprzeciw i pełni obaw piszą blogi.

W akcji Share Week chodzi o to, by polecić trzech blogerów. Wymóg? Muszą mieć to coś.


Kogo ja wybrałam?

 

Maciej Wojtas  

https://maciejwojtas.pl

Jest niczym Jan III Sobieski kierujący husarią w bitwie pod Wiedniem. Scala blogerów w jednym miejscu – w internecie – pod sztandarem wyrywających wpisów z butów, tworzy społeczność. Kim jest nasz wróg? Lenistwo. Brak weny. Odpuszczenie. Co robi Maciej Wojtas? Zmusza nasze mózgi do pracy. Pobudza naszą kreatywność i motywuje do działania. Przy tym jest dobry w pisaniu. Umie zwięźle i na temat.

Muffincase

http://muffincase.in

Internet dzieli się na prawdę i na piękne instagramy. Każdy by chciał żyć w kadrach instagramowych przestrzeni. Co robi Sara? Kolokwialnie powiem (ale to będzie prawda). Pieprzy to. Opisuje prawdę. Fotografuje spacery z rodziną. Cieszy się gdy uda jej się wegańskie ciasto. Kocha Netflixa i wiecie co jeszcze? Czasem wpada w czarne dziury depresji które ją pochłaniają. Nie ma siły z nimi walczyć. Nie chowa się wtedy pod filtrami uśmiechów ze Snapseeda. Po prostu mówi prawdę. Walczy z demonami. Jest prawdziwa i szczera.

Skrzypczyni

http://skrzypczyni.pl

Baba ze skrzypcami. Świetnie radzi sobie z wywiadami. Ma poczucie humoru i spędza życie w operze. Mam nadzieję, że znajdzie sposób, by jednocześnie zawojować świat muzyki i blogosfery. Dlaczego wybrałam ją spośród wielu? Bo czuję, że jest gotowa na sukces.

 

Mam nadzieję, że zakochacie się w tych miejscach tak jak ja!

Jesteś blogerem i chcesz na mnie zagłosować? To  bardzo proste.

Napisz artykuł o Share Weeku u siebie. Wymień tam mojego bloga oraz dwóch innych blogerów.

Wejdź na bloga Andrzeja Tucholskiego O TUTAJ i wklej link do swojego wpisu w komentarzu

Wypełnij ankietę u Andrzeja Tucholskiego

Powodzenia!

 

Źródło zdjęć :UNSPLASH

 

 

Adam Bielecki Recenzja książki: Spod zamarzniętych powiek

Adam Bielecki Recenzja książki: Spod zamarzniętych powiek

Złota era polskiego himalaizmu dobiegła końca i nie wiadomo czy kiedyś powróci. Większość kultowych postaci nie żyje lub nie zajmuje się już wspinaczką wysokogórską. Gdy Artur Hajzer po latach postanowił ożywić polski himalaizm, miał jedno mocne nazwisko na swojej liście – Adam Bielecki. Adam jeszcze wtedy nie dokonał swoich największych wyczynów w górach, ale na pewno dał się poznać jako niezwykle szybko aklimatyzujący się wspinacz. Nie można sobie wymarzyć lepszej cechy fizycznej, jeśli chodzi o ten sport.

Adam Bielecki obecnie siedzi w bazie pod K2 i przymierza się do ataku szczytowego. Jeśli mu się uda – będzie pierwszym człowiekiem który stanie na K2 zimą. Z wielką nadzieją przyglądam się dokonaniom chłopaków i z całego serca życzę im sukcesu. Do tego właśnie miejsca zawiodła kariera himalajska Adama Bieleckiego. Oby tak dalej. Jest pierwszym zimowym zdobywcą Gaszerbrum I oraz Broad Peak. Ma 35 lat i należy do ścisłej czołówki zdobywców ośmiotysięczników zimą.

Co przygotowali dla nas Adam Bielecki i Dominik Szczepański?

Adam Bielecki jest niezwykle oddany swoim fanom i opisuje swoje wyprawy w taki sposób, aby każdy śmiertelnik mógł go zrozumieć. Operuje więc językiem przyswajalnym dla ludzi, którzy nie mają zielonego pojęcia o wspinaczce. Wyjaśnia wiele podstawowych zjawisk atmosferycznych panujących w górach. Opowiada o podstawowych zasadach. Wspomina najsłynniejszych himalaistów i przytacza ciekawe anegdoty o nich. Jednak nadal jest to historia o Adamie Bieleckim. Mam wrażenie, że książka od początkowej wesołości i młodzieńczego entuzjazmu zamienia się w coraz cięższą, pełną pokory historię. Adam nie stroszy piór. Czuć, że jest ambitny i chce być wśród najlepszych. Jak sam powtarza wielokrotnie, sprzedałby nerkę, aby pojechać na wyprawę. Jednak nie jest w tym perfidny czy cyniczny.

Przeprawa przez rozdział o Broad Peak to najgorszy moment w książce

Oczywiście nie pod względem technicznym, a emocjonalnym. Z dużym dystansem podchodziłam do tego tematu. Nie chciałam nikogo oceniać, jednak nie wiedziałam co mam sądzić o akcji na Broad Peak, gdzie podczas wspólnej wyprawy zginęli jego przyjaciele Maciej Berbeka oraz Tomek Kowalski. Adam Bielecki został wówczas oskarżony o nieprzyjacielską postawę wobec swoich kolegów. Po dojściu na szczyt zaczął schodzić w dół, pomimo iż zespół szczytowy liczył 4 osoby i teoretycznie powinni oni schodzić tak, by nie stracić się z oczu.

Jednak himalaizm zna mnóstwo historii, gdzie wspinacze różnym tempem wracali do obozów i gdyby nie ten nieszczęśliwy wypadek, nikt nie kwestionowałby jego zachowania. Adam Bielecki przytacza w swojej książce kilka takich historii swoich starszych kolegów. Czy jest to forma usprawiedliwienia? Być może. Niewielu jest wspinaczy, którzy weszli na ośmiotysięcznik zimą. O tyle więc jest trudno rozstrzygnąć, czy Adam Bielecki był w stanie czekać na swoich kolegów, czy słuchał swojej intuicji i zszedł w dół w obliczu zagrożenia swojego życia. Żadne raporty nie będą na ten temat całkowicie rzetelne.

Nie miałam przekonania, by wydawać jakiekolwiek osądy w tej sprawie wcześniej, i nie mam go także po skończonej lekturze (obu tekstów). Ta historia wzbudziła we mnie ogromne współczucie. Zaskakuje mnie, z jaką łatwością ludzie wypowiadają się na tematy, o których mają znikome pojęcie. W jednej chwili jesteś bohaterem narodowym, a zaraz cisną się w Ciebie epitety typu: zły, brzydki, winny, polaczek, słabiak, samolub itd. Serio? To jest zupełnie taka sama akcja, gdy ktoś wypowiada się o Waszej sytuacji rodzinnej na podstawie plotek usłyszanych od sąsiadów, nigdy nie wchodząc do Waszego domu. To jest ich świat. Tylko oni rozumieją, co tam na górze się dzieje.

Każdy wspinacz, który wybiera się na tak niebezpieczne wyprawy, robi to na własną odpowiedzialność. Od tej tezy wyjdźmy i dopiero później rzucajmy na kogokolwiek psy. To oni noszą śmierć swoich bliskich, partnerów i przyjaciół w sercu. Dla ludzi na dole jest to często jedynie tania sensacja. Dla porównania: Wojciech Kurtyka ma na swoim koncie zero wypadków w górach. Ani jeden jego partner nie zginął z nim podczas wyprawy. Zainteresowanie Wojtkiem w naszym kraju? Minimalne. Sami się nad tym zastanówcie. Nie ma książki o wspinaczce bez opisu jakiejś kontrowersji. Niestety ten sport naznaczony jest śmiercią i to się nie zmieni. Panujmy jednak nad naszymi emocjami i cedźmy słowa. To są żywi ludzie. Odczuwają wystarczające piętno w swoich sercach.

Wystarczy zeskanowac sobie kod i czekają na Was niespodzianki

Wystarczy zeskanowac sobie kod i czekają na Was niespodzianki

Czy warto przeczytać książkę Adama Bieleckiego i  Dominika Szczepańskiego?

Warto poznać perspektywę Adama Bieleckiego. Nie tylko, by spróbować zrozumieć akcję na Broad Peak. Adam opowiada o nieżyjącym już Arturze Hajzerze. Niesamowicie się to czyta. Artur Hajzer wskrzesił polski himalaizm i to on zapoczątkował zimowe ekspedycje, którymi dziś kieruje Krzysztof Wielicki. Dziś o wspólnych wyprawach z Arturem nie opowie Jerzy Kukuczka czy którykolwiek partner z młodości. Wielu już nie żyje. Adam Bielecki ma zatem asa w rękawie. To już nie jest ten sam rodzaj wspinaczki, jaką uprawiali w młodości Ryszard Pawłowski czy Wanda Rutkiewicz. W grę wchodzą nowoczesne technologie. Polskie wyprawy są wyposażone w najwyższej jakości sprzęt. Adaś opowiada także o swoich pierwszych wyprawach u boku Denisa Urubko. Jest to zatem wspaniały wstęp do poznania historii, która dzieje się na naszych oczach. Tu i teraz.

Książka dodatkowo wzbogacona jest o kolorowe fotografie najwyższej jakości. Mam wrażenie, że Adam z uporem maniaka fotografuje swoje wyprawy, by choć w minimalnym stopniu podziękować swoim darczyńcom, którzy sponsorują jego wyjazdy. Ta książka to gest. Próba obrony, własna perspektywa, próba spisania historii i podziękowania dla swoich fanów. Odnoszę wrażenie, że Adam Bielecki to niezwykle ciepły człowiek i porusza mnie jego postawa. Jego ostrożność i pokora budzą we mnie ogromny szacunek. Dominik Szczepański i Adam Bielecki zrobili kawał dobrej roboty. Polecam serdecznie – Pożałowana Wanda.

 

Fot. główna: Mieszko Stanislawski/REPORTER / REPORTER) / Fot. w tekście są moją własnością i ukazują one fragmenty książki Adama Bieleckiego.

 

Instagram

  • Vinona      vinonaryder popculture popkultura kultura
  • Miaam wczoraj taki wieczr e w rozmowie sprzedaam mojemu koledze
  • Brigitte Bardot with Laurent Terzieff 1966
  • Ju uznalimy wsplnie e nie obchodzimy walentynek czego przykadem by
  • Jane Birkin i Serge Gainsbourg On  aden tam James
  • Kurt Cobain i Courtney Love Jeden z najbardziej destrukcyjnych zwizkw
  • Czas na moj ulubion par  Iman i David Bowie
  • Grace Kelly i ksie Rainier III  Ich krtka historia

Facebook